Awantura w Sejmie! Gdy na mównicy pojawił się Roman Giertych, posłowie PiS zaczęli krzyczeć. Mecenas od razu zwrócił się do Jarosława Kaczyńskiego. I się zaczęło. Awantura z Bąkiewiczem w tle Środowa awantura w Sejmie rozpoczęła się od wizyty na mównicy Janusza Kowalskiego. Były poseł PiS mówił m.in., iż Roman Giertych jest milionerem (a choćby jeśli, to co?), a Witolda Zembaczyńskiego nazwał „panem naleśnikiem”. Emocje sięgały zenitu, a po Kowalskim na mównicy pojawił się Roman Giertych przy okrzykach polityków PiS. I wtedy dopiero zaczął się show. — Panie pośle Czarnek, poziom świrowatości, który osiągnęliście, wskazując na to, iż pan Bąkiewicz i jego banda, którą popieracie, to jest coś podobnego do walki narodowowyzwoleńczej w czasie drugiej wojny światowej — powiedział mecenas. — Wie pan, kto walczył z Niemcami? Wanda Traczyk-Stawska, która powiedziała do Bąkiewicza: „milcz, chamie”, „milcz głupcze”. To powiedziała ta, która realnie z Niemcami walczyła — dodawał. Cały czas przemówienie Romana Giertycha zakłócali Antoni Macierewicz i Przemysław Czarnek. Wtedy polityk KO zwrócił się do samego prezesa i nawiązał do pewnych koligacji rodzinnych. – Jarku, uspokój ty swoją gawiedź, bo już ci mówiłem — jak wuja nie szanują, to i ciebie nie uszanują — przestrzegał Kaczyńskiego. Mów mi wuju Mecenas odniósł się