Siedem mandatów zdobytych w 2023 roku, czterech posłów w klubie PiS dzisiaj i perspektywa dalszego osłabienia. W okręgu obejmującym Chełm, Zamość i Białą Podlaską może rozpocząć się wyjątkowo ostra walka o miejsca na listach. Jej skutkiem może być także wzrost znaczenia radykalnej prawicy.
W polityce najtrudniej dzieli się miejsca, których zaczyna brakować. Dopóki lista wprowadza do Sejmu siedmiu posłów, można pogodzić część ambicji i lokalnych interesów. Gdy realna staje się perspektywa trzech mandatów, kończy się komfort. Każda decyzja o kształcie listy może oznaczać dla kogoś koniec parlamentarnej kariery.
Stawiam tezę, iż właśnie przed takim scenariuszem może stanąć Prawo i Sprawiedliwość w okręgu numer 7. Trzy mandaty dla PiS i dwa dla Rozwoju Plus to wariant wart poważnej dyskusji. Jest to prognoza publicystyczna, a nie wynik sondażu przeprowadzonego w tym okręgu. Szczególnie drugi z tych elementów wymaga spełnienia istotnych warunków.
Punktem wyjścia są liczby. W wyborach w 2023 roku lista PiS otrzymała tutaj 50,75 proc. głosów i zdobyła siedem z dwunastu mandatów. w tej chwili klub PiS reprezentuje czworo posłów z tego okręgu: Anna Dąbrowska-Banaszek, Marcin Romanowski, Dariusz Stefaniuk i Tomasz Zieliński.
Monika Pawłowska jest w Rozwoju Plus, Sławomir Zawiślak w Konfederacji Korony Polskiej, a Jarosław Sachajko w kole Demokracja Bezpośrednia. Dawna lista PiS przestała więc być jednym politycznym obozem. Jej rozpad jest faktem parlamentarnym. Otwarte pozostaje pytanie, jak przełoży się na zachowanie wyborców.
To rozróżnienie ma znaczenie. Trzy mandaty w kolejnych wyborach oznaczałyby stratę czterech w porównaniu z wynikiem listy w 2023 roku, ale jednego względem obecnego stanu klubu PiS. Dla partii byłby to kolejny etap utraty przewagi. Dla posłów starających się o reelekcję byłaby to bardzo konkretna walka o przetrwanie.
Jeśli cała obecna czwórka ponownie wystartuje z listy PiS, przy trzech mandatach co najmniej jedna z tych osób pozostanie poza Sejmem. A przecież mogą dojść nowi kandydaci, ambicje samorządowców i oczekiwania partyjnej centrali. Dlatego spór o jedynkę, kolejne miejsca, poparcie struktur i widoczność w kampanii może być znacznie ostrzejszy niż dotychczas.
Wysokie miejsce pomaga w kampanii, ale nie daje automatycznego mandatu. W ramach listy liczą się indywidualne wyniki kandydatów. Trójka na karcie nie oznacza zatem trzeciego posła, a dalsza pozycja nie przekreśla zwycięstwa. Mimo to numer pozostaje ważnym symbolem zaufania władz ugrupowania i jednym z zasobów, o które toczy się wewnętrzna rywalizacja.
Rozwój Plus może próbować wykorzystać pęknięcie w dawnym obozie PiS. Ma już w okręgu Monikę Pawłowską, ale obecność parlamentarzystki nie wystarczy do zdobycia dwóch mandatów. Potrzebna będzie lista zdolna przyciągnąć odpowiednio dużą liczbę głosów, a przede wszystkim przekroczenie przez ugrupowanie progu w skali kraju.
Październikowe badania pokazują, iż ten drugi warunek wciąż pozostaje niepewny. W sondażu IBRiS dla Polsat News z 14–16 października Rozwój Plus uzyskał 5,8 proc., natomiast w badaniu CBOS z 5–8 października miał 3,8 proc. To różnica między wynikiem powyżej pięcioprocentowego progu a pozostaniem pod nim. Dwa mandaty w okręgu numer 7 są więc scenariuszem wymagającym mocnego lokalnego wyniku i powodzenia w skali kraju.
Nie można też rozdzielać pozostałych mandatów wyłącznie między Koalicję Obywatelską i środowisko Grzegorza Brauna. W grze pozostaje odrębna Konfederacja Bosaka i Mentzena, którą reprezentuje tutaj Witold Tumanowicz. Już sam ten fakt komplikuje prostą opowieść o tym, kto przejmie głosy tracone przez PiS.
Krzysztof Grabczuk i Małgorzata Gromadzka mają powody, by upatrywać w osłabieniu PiS szansy dla KO. Wiesław Różyński z PSL oraz Sławomir Ćwik z Centrum będą zależeć także od przyszłego układu list i kondycji swoich środowisk. Mandaty nie przechodzą bowiem automatycznie od słabnącej partii do jej największego przeciwnika. Ostateczny podział zależy również od tego, które komitety znajdą się ponad progiem.
Największy polityczny niepokój budzi możliwość wzmocnienia Konfederacji Korony Polskiej. W okręgu numer 7 środowisko Brauna ma już Sławomira Zawiślaka. Może zatem łączyć ogólnopolską rozpoznawalność lidera z doświadczeniem lokalnego parlamentarzysty. Tego potencjału nie należy ani wyolbrzymiać, ani lekceważyć.
Niepokój ma jednak głębsze przyczyny niż sama wyborcza konkurencja. W grudniu 2023 roku Braun użył gaśnicy do zgaszenia świec chanukowych podczas uroczystości w Sejmie. W lipcu 2025 roku negował istnienie komór gazowych w Auschwitz. Dyrektor Muzeum Auschwitz stanowczo potępił tę wypowiedź jako zaprzeczanie Zagładzie i znieważenie pamięci ofiar.
Takich działań nie można sprowadzać do politycznej ekscentryczności. Zakłócanie obrzędu religijnego i negowanie udokumentowanej historii naruszają podstawy wspólnej debaty. Gdy podobne zachowania przynoszą popularność, rośnie ryzyko, iż kolejni politycy uznają przekraczanie tych granic za skuteczną metodę zdobywania poparcia.
W mojej ocenie to niebezpieczna polityka inżynierii strachu: podsycanie konfliktu, wskazywanie wroga i oswajanie odbiorców z coraz ostrzejszymi zachowaniami. Demokracja wymaga miejsca dla sporów, również bardzo twardych. Wymaga jednak także szacunku dla faktów i równej godności obywateli.
Osobno trzeba spojrzeć na Senat. Obszar sejmowego okręgu numer 7 odpowiada trzem okręgom senackim. W okręgu 17 zasiada Grzegorz Bierecki, w 18 Józef Zając, a w 19 Jerzy Chróścikowski. Bierecki i Chróścikowski należą do klubu PiS, Zając do klubu Trzeciej Drogi. PiS ma zatem w tym miejscu dwóch senatorów, obok czterech posłów.
W wyborach senackich nie będzie walki o numer na wieloosobowej liście. Stawką stanie się nominacja oraz zwycięstwo w jednomandatowym okręgu. o ile kilka środowisk prawicowych wystawi własnych silnych kandydatów, podział głosów może zmniejszyć szanse PiS. Skutki rozłamu mogą więc wykraczać poza wynik wyborów do Sejmu.
Perspektywa trzech mandatów dla PiS oznaczałaby poważną zmianę w regionie, który jeszcze niedawno dawał tej liście ponad połowę głosów. Nie przesądza jednak, iż region przesunie się ku politycznemu centrum. Może po prostu wybrać więcej konkurujących ze sobą odmian prawicy.
I to jest stawka większa niż nazwiska na pierwszych miejscach list. PiS może stracić kolejnych posłów, a radykalizm może zyskać silniejszą reprezentację. Gdy politycy zaczną liczyć, komu przypadnie jedynka, wyborcy powinni uważnie przyglądać się temu, co wraz z tymi nazwiskami miałoby wejść do parlamentu.










![Powrót do korzeni fotografii. „Perły” zakończyły ostrołęcki festiwal [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/off_perly.png)