Szybciej od wyborców PiS wykruszają się tylko zwolennicy genialnej strategii Jarosława Kaczyńskiego, ale jednym i drugim coraz trudniej się dziwić. Ostatnio największa partia opozycyjna, ze złudnymi nadziejami na powrót do władzy, żyje i karmi się niemal wyłącznie konfliktem wewnętrznym. adekwatnie należałoby powiedzieć konfliktami, bo główny spór pomiędzy „harcerzami” i „maślarzami”, to nie jest jedyny problem PiS. W przeciwieństwie do Koalicji Obywatelskiej, gdzie również funkcjonują frakcje i walka o wpływy, PiS wszystkie brudy pierze publicznie, a to nigdy nie jest przyjemny widok.
Oprócz tego, iż przenoszenie wewnętrznej politycznej awantury na forum publiczne jest mało estetyczne, to jeszcze w tym konkretnym przypadku przyjmuje formę tragifarsy. Chyba choćby sam prezes Jarosław Kaczyński nie pamięta wszystkich zwrotów akcji i całkowicie bezprzedmiotowych decyzji, jakie podjął w kwestii stowarzyszeń funkcjonujących w ramach PiS. Pierwszym stowarzyszeniem funkcjonującym w ramach PiS była „OdNowa” Marcina Ociepy i prezes Kaczyński, podobnie jak wszyscy pozostali członkowie PiS, nie mieli z tym najmniejszego problemu, a przynajmniej nie biegali po mediach i portalach społecznościowych, jak to czynią obecnie. Problem zaczął się wtedy, gdy Mateusz Morawiecki zapowiedział założenie własnego stowarzyszenia „Rozwój Plus”. Pierwszy komunikat z Nowogrodzkiej nie zostawiał miejsca na dyplomację.
Wszyscy, którzy zdecydują się na członkostwo w stowarzyszeniu Morawieckiego i on sam, mieli wylecieć z list wyborczych PiS. Mateusz Morawiecki i jego zwolennicy nie ugięli się pod tą presją i wtedy do gry wkroczył Adam Bielan ze swoimi słynnymi kolacjami. Po spotkaniu byłego premiera i byłego wicepremiera z PiS doszło do wspólnej konferencji, na której panowie oświadczyli, iż wszystko zostało dogadane, stowarzyszenia może działać, ale zgodnie ze statutem PiS. Dosłownie po minucie od zakończenia konferencji, obie frakcje znów rzuciły się na siebie i zaczęły skrajnie odmiennie interpretować to, co się wydarzyło. W kolejnej odsłonie tragifarsy do mediów poszła plotka, iż swoje stowarzyszenie ma założyć Przemysław Czarnek, jednak długo to nie potrwało. Prezes Kaczyński zmienił zdanie i nagle zapowiedział, iż nie będzie tolerował żadnych stowarzyszeń.
W odpowiedzi na twarde i kolejny raz zmienione stanowisko prezesa, Mateusz Morawiecki zarejestrował stowarzyszenie „Rozwój Plus” i wraz z członkami stowarzyszenia ogłosił tę nowinę na konferencji. Takiej prowokacji nie mogła znieść frakcja „maślarzy”, która gwałtownie zaczęła się domagać od Jarosława Kaczyńskiego odpowiedniej reakcji. Cóż było robić? Zwołano 1234 posiedzenie kierownictwa partii, żeby ostatecznie rozprawić się wywrotowcami pod przywództwem Mateusza Morawieckiego, ale i z tej dużej chmury nie spadła ani jedna kropla deszczu. Mateusz Morawiecki i pozostali działacze „Rozwoju Plus” nie ponieśli żadnych konsekwencji i gdy się wydawało, iż to już ostatnia scena tragifarsy, nastąpił najnowszy zwrot akcji.
Nie Przemysław Czarnek, który ma fatalne notowania we wszystkich sondażach, ale Jacek Sasin, z jeszcze niższym poparciem społecznym, stanął na czele stowarzyszenia „Po Pierwsze Polska”. Gdy doszło do chwilowego kompromisu, ze strony polityków PiS popłynął jednolity przekaz dnia, w który sami przekazujący pewnie nie wierzyli: „PiS będzie oddychał dwoma płucami”. Dziś Jacek Sasin zmienił „genialną strategię” i oświadczył, że: „To nasze stowarzyszenie jest pięścią Jarosława Kaczyńskiego”. W jakie płuco będzie walić ta pięść, chyba nikt obserwujący polską politykę nie ma wątpliwości. Pewne jest również to, iż największa partia opozycyjna w takiej formie i treści daje pełne gwarancje Donaldowi Tuskowi na utrzymanie władzy i to przez dwie kadencje.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

3 godzin temu











