Piękna wojna handlowa Donalda Trumpa

news.5v.pl 16 godzin temu

Donald Trump powiedział kiedyś, iż „cło” to najpiękniejsze słowo. Po zamknięciu rynków w środę ogłosił „dzień wyzwolenia” na jego cześć. Dla amerykańskich partnerów handlowych 2 kwietnia będzie oznaczał koniec globalnej ery handlu. Trump podniósł cła do stawek ostatnio widzianych po wprowadzeniu niesławnej ustawy Smoota-Hawleya w czasie Wielkiego Kryzysu.

Dla amerykańskich konsumentów „dzień wyzwolenia” oznacza wyższe ceny. Jednak dla Trumpa było to spełnienie życiowej ambicji wypowiedzenia wojny gospodarczej zagranicznym „oszustom” i „padlinożercom”, którzy przez dziesięciolecia „plądrowali”, „gwałcili”, „obdzierali” i „grabili” Amerykę. Niech pan nam powie, co naprawdę myśli, panie prezydencie.

Natychmiastowym efektem „dnia wyzwolenia” będzie zamieszanie i niepewność, co dla Trumpa jest często celowe. Im większy chaos, tym większe poczucie kontroli. Trump powiedział, iż obliczył stawki na podstawie kombinacji ceł, dotacji i manipulacji walutowych. Wydaje się jednak bardziej prawdopodobne, iż po prostu wziął dwustronny deficyt handlowy danego kraju i podzielił go przez jego eksport do USA.

Kilku krajom, takim jak Brazylia i Wielka Brytania, poszczęściło się i otrzymały minimalną, 10-procentową opłatę. Inne, takie jak Wietnam, Kambodża i Laos, zostały obciążone stawką ponad 40 proc. Nakładając na Unię Europejską 20 proc., a na Chiny 34 proc., prezydent podniósł amerykańskie ceny importowe średnio o co najmniej jedną czwartą. I to jeszcze zanim reszta świata podjęła działania odwetowe.

Trump chce ukarać cały świat

Kolejną kwestią jest transakcyjność. Kraje będą kwestionować metodologię Trumpa i błagać o niższe stawki. Amerykańskie firmy będą również lobbować na rzecz zwolnień z ceł na importowane komponenty. Na obu tych frontach Trump będzie w swoim żywiole. Potencjał Waszyngtonu do robienia interesów właśnie wzrósł.

Państwa i firmy, które zaoferują ustępstwa i przysługi w zamian za niższe stawki lub zwolnienia, zostaną nagrodzone. Ci, którzy odpłacą się pięknym za nadobne, zostaną ukarani. Biografia Trumpa pokazuje, iż będzie on z kolei eskalował amerykańskie stopy procentowe. Efekt jest niemożliwy do przewidzenia. Niezależnie od szkód, jakie globalna wojna handlowa wyrządzi cenom, wzrostowi gospodarczemu i zatrudnieniu, prognozy gospodarcze będą się rozwijać.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Skutki polityczne będą jednorakie. Wyższa inflacja i niższy wzrost powinny teoretycznie zaszkodzić urzędującemu prezydentowi. Trump objął urząd, obiecując obniżenie cen — choćby nie obniżenie inflacji — a teraz zapewnia coś dokładnie przeciwnego.

Ponieważ reakcja na inflację przyczyniła się do zwycięstwa Trumpa, jego umyślne podniesienie cen powinno skutkować karą. Już we wtorek wieczorem pojawiły się oznaki niezadowolenia wyborców, gdy przewaga Republikanów znacznie skurczyła się w trakcie wyborów uzupełniających w ich bastionach. Najnowszy wskaźnik poparcia Trumpa dla Reuters-Ipsos również gwałtownie spadł w tym tygodniu do zaledwie 43 proc.

Jednak do wyborów połówkowych pozostało jeszcze 20 miesięcy. Pochopne jest również zakładanie, iż wyborcy będą odporni na dezinformację ekonomiczną. Media społecznościowe wyniosły sztukę znajdywania kozła ofiarnego do niemal naukowego poziomu.

Podejście Trumpa jest przeciwskuteczne

Kolejnym logicznym krokiem, który należałoby podjąć — i kolejnym długofalowym celem Trumpa — byłoby zarządzenie deportacji imigrantów na znacznie większą skalę. Do tej pory Trump ograniczał swoje aresztowania i eksmisje do propagandowych przypadków testowych. Kolejnym etapem może być ich nasilenie.

PAP/EPA/JUSTIN LANE

Nowojorska giełda na drugi dzień po decyzji Donalda Trumpa o podniesieniu ceł. Nowy Jork, 3 kwietnia 2025 r.

Do tego dochodzi wpływ na bezpieczeństwo narodowe USA. Większość uwagi skupiła się na kosztach gospodarczych „dnia wyzwolenia” Trumpa. Ale skutki geopolityczne mogą być znacznie bardziej długotrwałe. Warto zauważyć, iż Trump wymienił długą listę przyjaciół i sojuszników, zanim wspomniał o Chinach. Skutkiem będzie jednak zbliżenie ich wszystkich do siebie.

W miniony weekend urzędnicy gospodarczy z Japonii i Korei Południowej spotkali się ze swoimi chińskimi odpowiednikami — było to pierwsze takie spotkanie od lat, które w efekcie zmieniło się w sesję planowania, jak poradzić sobie z wojną handlową Trumpa. UE i Kanada również zwracają się do Chin.

Prezydent szczyci się tym, iż jest nieprzewidywalny. Niewykluczone, iż reakcja rynków — ceny kontraktów terminowych spadły, gdy tylko zaczął przemówienie — zahamowuje jego najbardziej wojownicze instynkty. Jednak świat zdążył się przyzwyczaić do tego, iż Trump w mgnieniu oka zmienia zdanie. Wystarczy spytać Meksyk i Kanadę, zmuszone w trakcie jego pierwszej kadencji do renegocjacji NAFTA w formie umowy, którą teraz sam opisuje jako „okropną”.

Niezależnie od tego, czy chaos związany z wojną handlową Trumpa jest przelotny, czy też się pogłębi, koszty dyplomatyczne będą trwałe. Inne kraje będą dążyć do zawierania poważnych umów między sobą i omijać Amerykę. W tym sensie transakcyjne podejście Trumpa jest przeciwskuteczne. Spadające zaufanie oznacza mniej umów.

© The Financial Times Limited 2025. Wszelkie prawa zastrzeżone. Nie wolno w żaden sposób rozpowszechniać, kopiować ani modyfikować. Onet ponosi wyłączną odpowiedzialność za tłumaczenie, Financial Times Limited nie ponosi żadnej odpowiedzialności za jego dokładność lub jakość.

Idź do oryginalnego materiału