Pięć problemów Industrial Accelerator Act – stanowisko Fundacji Instrat

2 dni temu

Industrial Accelerator Act to skazana na niepowodzenie próba pobudzenia transformacji europejskiego i polskiego przemysłu. Kolejne biurokratyczne wskaźniki i procedury nie rozruszają potencjału produkcyjnego. Po analizie dokumentu eksperci Instrat studzą powszechny i niezrozumiały entuzjazm.

Prywatny przemysł i publiczne urzędy nie potrzebują kolejnej inicjatywy legislacyjnej i restrykcyjnych kryteriów, ale pieniędzy i przyzwolenia na powszechne subsydiowanie czystych technologii wytwórczych. Tylko tak można przyspieszyć ich rozwój i zbliżyć się do osiągnięcia celów klimatycznych bez utraty konkurencyjności. Komisja Europejska wciąż kilka zrozumiała z raportu Draghiego – czas na poluzowanie wymagań fiskalnych i wspólny dług na rozwój europejskiego przemysłu.

1. Paradoks deregulacji

Zamiast przyspieszania przemysłu na razie widzimy próbę przyspieszenia, ale w administracji. Aby uprościć procedury, UE tworzy… kolejne regulacje. Samo wdrożenie nowego aktu będzie dla urzędów długotrwałym wysiłkiem, a poprzednie równie słuszne inicjatywy piętrzą się na biurkach urzędników i czekają na swoją kolej.

A jest co wdrażać – IAA proponuje m.in.:

  • przyspieszenie i ucyfrowienie procesów pozwoleniowych przy zapewnieniu wysokiego poziomu cyberbezpieczeństwa oraz automatycznej wymiany danych i dokumentów,
  • obliczanie wskaźników niskoemisyjności i europejskiego pochodzenia produktów w zamówieniach publicznych i programach wsparcia,
  • wyznaczenie obszaru przyspieszonego rozwoju przemysłu
  • szczegółowa ocena zgodności chińskich inwestycji w Europie z rozbudowanymi kryteriami.

Brzmi znajomo? W lutym 2026 r. minął termin wdrożenia Obszarów Przyspieszonego Rozwoju OZE (OPRO), z którego Polska nie dała rady się wywiązać. Wcale nie z powodu niewdrożenia OPRO mamy do czynienia w Polsce z rekordowym spowolnieniem inwestycji OZE – wg wstępnych danych Instrat w 2025 r. inwestycje zwolniły trzykrotnie pomimo coraz ambitniejszych celów i szybszych procedur narzucanych przez kolejne unijne dyrektywy. Czy podobnie będzie z obszarami przyspieszonego rozwoju przemysłu?

Komisja Europejska jest świadoma trudności z przyjęciem regulacji przez urzędy i wyznacza start obowiązywania nowych kryteriów w zamówieniach publicznych i programach wsparcia na 1 stycznia 2029 roku. Do tego czasu oddamy jednak pozaunijnym graczom – przywożącym do Europy stal z Azji lub nawozy z Rosji i Białorusi – jeszcze większą część europejskiego rynku. Przemysłowe przyspieszenie rozpędza się powoli.

Skuteczność nowego prawa unijnego będzie jak zawsze zależeć od zdolności poszczególnych państw członkowskich do jego przyjęcia i ambicji polityków krajowych, a nie unijnych. Nie oszukujmy się, iż Komisja Europejska zrealizuje za nas politykę przemysłową. To polski rząd musi chcieć wspierać polski przemysł – oferując hojne finansowanie na inwestycje oraz np. w ramach kontraktów różnicowych celem obniżenia kosztu produkcji. Potencjalnym beneficjentem może być np. pierwsza polska zielona huta w technologii DRI.

Apelujemy, to rola polskiego ministra gospodarki i finansów, Andrzej Domańskiego, by zmobilizować finansowanie na nowe inwestycje i skrócić procedury planistyczne dla przemysłu, w tym wytwarzającego energię z OZE, np. w ramach dedykowanej specustawy.

2. Popyt to nie podaż

Industrial Accelarator Act słusznie próbuje stymulować zakup produktów niskoemisyjnych i europejskich (lead markets), ale zapomina o realnym wsparciu (CAPEX i OPEX) dla ich producentów. Jednocześnie poprzez bardzo szerokie rozumienie kryterium europejskiego pochodzenia produktów wciąż pozwala na import wyrobów przemysłowych z Indii, Wietnamu czy Ameryki Południowej, bo kraje te zawarły z Unią umowę o wolnym handlu.

Nazywajmy rzeczy po imieniu – czysta energia 24/7 i czysty przemysł wymagają inwestycji, które muszą się spłacić dzięki wyższej cenie po stronie konsumentów. Bez subsydiów przełożenie w całości tej ceny na konsumentów podniesie presję inflacyjną – rolą UE powinno być absorpcja tego szoku i ryzyka (więcej o tym piszemy pod koniec tekstu).

A przecież jednocześnie Komisja wyznacza w IAA strategiczny cel 20-procentowego udziału przemysłu w unijnym PKB (dziś wynosi on około 15%). Realizacja tego celu oznacza konieczność rozbudowy aktywów wytwórczych w ramach UE, a nie import towarów wyprodukowanych spoza jej terytorium. Tak niekonsekwentna i dziurawa polityka przemysłowa nie może liczyć na powodzenie.

3. Inflacja narzędzi wsparcia

Komisja Europejska proponuje nowe narzędzia wsparcia, podczas gdy wciąż nie wykorzystujemy maksymalnie potencjału już istniejących instrumentów. Po co tracić czas i zasoby na wdrażanie kolejnych regulacji, które choćby nie zwiększają poziomu dotychczasowych ambicji i zdolności państwa do dowożenia obecnymi narzędziami?

Spójrzmy na wymóg 25-procentowego udziału niskoemisyjnej stali w zamówieniach publicznych. Już dzisiaj połowa stali w Unii, w tym w Polsce, produkowana jest w niskoemisyjnych piecach elektrycznych. Trudno też zrozumieć maksymalny dodatkowy koszt niskoemisyjnego produktu, który może ponieść podmiot przeprowadzający przetarg. Wynosi on 25% różnicy w cenie pomiędzy towarem nisko- a wysokoemisyjnym. Tymczasem, jak obliczamy w Fundacji Instrat, już dzisiaj gotowe europejskie produkty ze zdekarbonizowanego cementu lub stali mogą być droższe raptem o kilka procent od swoich wysokoemisyjnych importowanych odpowiedników.

Proponowane regulacje kilka de facto zmienią, a dołożą pracy administracyjnej przy sprawdzaniu tych wartości. Budowa i planowanie drobnych inwestycji OZE często przekracza zdolności urzędów gminnych – jak urzędnicy mieliby krytycznie i skutecznie weryfikować ślad węglowy zamawianego produktu w całym zamówieniu, np. nowej drodze czy budynku publicznym.

Ponadto przy przewidywanej w tej chwili przez Komisję Europejską ścieżce wzrostu cen uprawnień do emisji CO2 w ramach EU ETS produkty niskoemisyjne już w przeciągu kilku lat mogą być tańsze od swoich wysokoemisyjnych odpowiedników z importu objętych CBAM. Jednocześnie wchodzą w życie inne mechanizmy obrony europejskiego rynku, w tym osobne cła i kontyngenty na stal. Czy Komisja Europejska pod wpływem ostatnich głosów uderzających w ETS przestała wierzyć w swoją politykę i w przyszłość samego systemu handlu emisjami?

Regulacje proponowane przez Industrial Accelerator Act mogą być nie tyle zbędne, co potencjalnie szkodliwe. Zadajemy sobie pytanie:

  • Dlaczego stali nie objęto wymogami europejskiego pochodzenia w przeciwieństwie do aluminium, cementu i pojazdów elektrycznych?
  • Dlaczego przepisy aktu wycelowane są szczególnie w Chiny, podczas gdy presja konkurencyjna ze strony innych państw wcale nie jest mniejsza?
  • Czy mamy pewność, iż w kryterium nieskoemisyjności nie będzie uwzględniany ślad węglowy wynikający z emisyjności prądu wykorzystanego w wytworzeniu danego produktu (Zakres 2)?

Weźmy pod lupę ostatni przykład obrazujący dyskryminujące dla Polski kryteria. Z definicji polski miks energetyczny jest i będzie bardziej emisyjny od francuskiego lub choćby niemieckiego. Krajowe firmy nie są winne temu, iż politycy zwlekali z transformacją, a warunki do inwestycji w OZE (w szczególności o profilu 24/7) są obiektywnie trudne. Polski przemysł kupujący energię choćby w ramach PPA wiele mógłby na takim rozumieniu niskoemisyjności stracić, bo średnia emisyjność sieci elektroenergetycznej jest dziś w Polsce aż 13 razy wyższa niż we Francji. Zakład produkujący cement czy stal ze złomu nie zakontraktuje w Polsce całodobowej dostawy OZE i nie jest to jego wina – po co go karać nowym unijnym kryterium i zniechęcać choćby do takiej inicjatywy?

Potrzebujemy skutecznego i zaplanowanego programu pobierania ETS od przemysłu i zawracania środków z powrotem do emitentów. Zamiast kolejnych przepisów zacznijmy wreszcie skutecznie wydawać przychody z systemu EU ETS na rozwój innowacyjnego przemysłu i nie odbierajmy darmowych uprawnień do emisji gazów cieplarnianych tym zakładom, które zobowiążą się do transformacji.

4. najważniejsze branże na marginesie

Industrial Accelerator Act celuje głównie w stymulację popytu na niskoemisyjne i europejskie produkty energochłonne stal, aluminium, cement i pojazdy elektryczne. Branża chemiczna, równie emisyjna i kluczowa dla gospodarki, niemal nie skorzysta na nowych przepisach. Komisja próbuje ratować sytuację dopisanym naprędce artykułem przewidującym wydanie aktu delegowanego o promocji popytu na produkty chemiczne wytwarzane z „zrównoważonych źródeł węgla” (ang. carbon). Brakuje jednak konkretów, choćby dla zielonych i niskoemisyjnych nawozów, pochodzących np. z wodoru RFNBO.

W podobnej sytuacji jest równie istotna dla transformacji i obecna w Polsce produkcja miedzi. Miedź będzie niezbędna w produkcji kabli na rzecz coraz bardziej elektryfikującej się gospodarki.

Sektory te będą na razie beneficjentami adekwatnie wyłącznie przyspieszonych procesów pozwoleniowych. To za mało, by wesprzeć kapitałochłonne niskoemisyjne inwestycje w produkcji nawozów czy miedzi.

5. Gdzie pieniądze dla przemysłu?

Dopóki nie będzie taniego kapitału, subsydiów bieżących i gwarancji rentowności nowych, niskoemisyjnych inwestycji w produkcję przemysłową, nowe kryteria niskoemisyjności tylko utrudnią inwestycje, zamiast promować nowe produkty.

Industrial Accelerator Act ma takie ambicje, ale nie dostarcza odpowiednich narzędzi. Nie przewiduje programów finansowania, na przykład udzielanego inwestycjom realizowanym w proponowanych obszarach przyspieszonego rozwoju przemysłu. Wciąż nie wiemy więc, jak Unia chce zasypać szacowaną w raporcie Draghiego na 500 mld euro lukę inwestycyjną w dekarbonizacji przemysłu ciężkiego.

Obawiamy się, iż biurokratyczne uproszczenia czy przesunięcia środków z już istniejących programów to może być za mało. Bez wprowadzenia ambitnych rozwiązań, takich jak europejskie obligacje przemysłowe (emitowane np. przez Europejski Bank Inwestycyjny) czy unijne kontrakty różnicowe finansowane z wpływów z systemu ETS (które w całej Unii wyniosły w 2025 r. ponad 40 mld euro) nie znajdą się środki na sfinansowanie tej luki.

Konieczna jest też rewizja obecnych progów ostrożnościowych dla deficytu i długu publicznego. Prawdziwe przyspieszenie przemysłu, jak pokazuje historia nowych potęg industrializacji, takich jak Japonia, Korea czy Chiny, wymaga dziś przede wszystkim pieniędzy. Polska wspólnie z Francją mogłaby w ramach Trójkąta Weimarskiego wesprzeć Niemcy w podjęciu decyzji o emisji nowego unijnego długu w modelu znanym z programów KPO i SAFE.

Autorzy: Kamil Laskowski, Kamil Krakowski, Tomasz Czech, Michał Hetmański

Kontakt:

Stanowisko w pdf

Industrial Accelerator Act – stanowisko Fundacji InstratPobierz
Idź do oryginalnego materiału