
Stany Zjednoczone koncentrują swoje siły w zatoce perskie / Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Flickr_-_Official_U.S._Navy_Imagery_-_U.S._Navy_ship_with_Brazilian_ship..jpg
Kryzys na Bliskim Wschodzie nie ulega złagodzeniu. Kilka miesięcy po ataku USA i Izraela na irańską infrastrukturę jądrową, oczy świata znów są zwrócone w kierunku Zatoki Perskiej. Na początku tego roku w Iranie wybuchły antyrządowe protesty. Ponadto, Teheran nie zrezygnował ze swoich ambicji nuklearnych. 28 lutego połączone siły Izraela oraz USA zaatakowały reżim ajatollahów. Czy reżim w Teheranie upadnie? Jakie mogą być konsekwencje tej wojny dla regionu i świata?
Sytuacja wokół Iranu od dłuższego czasu pozostaje napięta. Polska Agencja Prasowa poinformowała, iż dyplomaci Stanów Zjednoczonych i Iranu spotkali się 17 lutego w Genewie, a wcześniej, 6 lutego, w Omanie. Tematem spotkania był irański program jądrowy. Stany Zjednoczone oraz Izrael widzą w nim poważne niebezpieczeństwo. Najwyższy przywódca Iranu, Ali Chamenei postrzegał te podejrzenia jako bezpodstawne. „Pokojowy przemysł jądrowy nie służy wojnie, ale funkcjonowaniu kraju – rolnictwu, leczeniu i opiece zdrowotnej oraz wszystkim dziedzinom zależnym od energii. Jest to jedno z praw narodu. Co to ma wspólnego z wami, Amerykanami?” – napisał w serwisie X ajatollah. Według agencji Reuters, minister spraw zagranicznych Iranu, Abbas Arakczi wystosował stonowaną, choć pozytywną odpowiedź: „Iran i Stany Zjednoczone osiągnęły porozumienie w sprawie zasad przewodnich, ale wciąż pozostaje wiele do zrobienia”. Sprawa Iranu była komentowana również na szerszym forum. W trakcie pierwszego posiedzenia nowej organizacji międzynarodowej, Rady Pokoju, reżim ajatollahów stanowił istotny temat. Donald Trump stwierdził, iż Teheran musi osiągnąć porozumienie, albo w przeciwnym razie wydarzy się „coś strasznego”. Negocjacje nie doprowadziły jednak do osiągnięcia kompromisu. W nocy 28 lutego na stolicę Iranu spadły pierwsze bomby.
Eskalacja
Stany Zjednoczone zgromadziły w regionie olbrzymie siły militarne. Na łamach„Wall Street Journal” 18 lutego stwierdzano nawet, iż – są to „największe siły powietrzne od 2003 roku”. Oficjalne powody operacji ,,Epic Fury” zostały wyraziście określone. „Nasze cele są jasne. Po pierwsze, niszczymy irański potencjał rakietowy, co dzieje się z godziny na godzinę i ich zdolność do produkcji zupełnie nowych i całkiem dobrych rakiet. Dbamy o to, aby największy sponsor terroryzmu na świecie nigdy nie zdobył broni jądrowej. Nigdy nie będzie miał broni jądrowej” – stwierdził Prezydent USA w trakcie konferencji prasowej. Kwestia zmiany władzy w kraju również nie pozostała bez znaczenia. Islamska Republika Iranu stanowi jedno z najbardziej antyamerykańskich i antyzachodnich państw na świecie. W wyniku bombardowania zginął najwyższy przywódca Iranu, Ali Chamenei. Donald Trump określił go mianem „jednego z najgorszych ludzi w historii”. Stwierdził też, iż śmierć ajatollaha to „najlepsza szansa dla irańskiego narodu, by odzyskać ich kraj”. Podczas ataku zginęło również wielu wysokich rangą dygnitarzy (np. szef Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, Mohammad Pakpur).
Republika Islamska nie pozostała bierna wobec ataków. Jej siły zbrojne odpowiedziały serią bombardowań, atakując nie tylko Izrael, ale także bazy amerykańskie w krajach Zatoki Perskiej. Ucierpiała również infrastruktura cywilna (m.in. w Dubaju). Utrudniony został transport przez Cieśninę Ormuz. Może to skutkować globalnymi wzrostami cen ropy oraz gazu. Nienaruszone nie pozostały również bazy europejskie. W trakcie ataków odwetowych rakiety i drony zostały skierowane na bazy francuskie, brytyjskie i włoskie. Pomimo tego reakcje europejskich przywódców pozostają stonowane. Najczęściej powtarzanym hasłem jest ,,deeskalacja”.
Po krótkim okresie utrzymywania, iż Chamenei przeżył atak, Iran ogłosił 40-dniową żałobę narodową. Reakcje okazały się zróżnicowane. Agencja AFP poinformowała o dużej manifestacji żałobnej w Teheranie. W paru miejscach doszło jednak do spontanicznych aktów radości. Państwo błyskawicznie zajęło się kwestią sukcesji. Powołano Tymczasową Radę Przywódczą. W jej skład mają wejść prezydent państwa Masud Pezeszkian, szef władzy sądowniczej Golamhosejn Mohseni Edżei oraz jeden z prawników Rady Strażników. Rada ma kierować państwem do czasu wyboru nowego najwyższego przywódcy.

Nastawiony prozachodnio, jednocześnie autorytarny szach / Źródło: File:Mohammad Reza Pahlavi.png – Wikimedia Commons
Co przed ajatollahami?
Teokratyczne rządy w Iranie nie od zawsze były oczywistością. Przed nastaniem ustroju republikańskiego w kraju obowiązywała monarchia. Głową państwa był szach. Ostatnim z nich był Mohammed Reza Pahlavi (który tron objął po wymuszonej abdykacji ojca). Proamerykańsko nastawiony władca próbował otworzyć Iran na mocarstwa zachodnie, a także wprowadzić liberalne reformy obyczajowe przy utrzymaniu autorytaryzmu. Iran podczas rządów ostatniego monarchy stanowił kraj kontrastów. Reformy na modłę zachodnią były wprowadzane przy jednoczesnym uzależnieniu od obcych mocarstw, a także obok brutalnych represji politycznych. Symbolem dyktatorskiej władzy szacha stała się m.in. tajna policja polityczna SAWAK. Powszechny problem stanowiła również korupcja. Pahlavi starał się też kontrolować wybory oraz opozycję. Z drugiej strony, jego rządy cieszyły się poparciem ze strony państw zachodnich. Iran stanowił wzór nowoczesnego państwa na Bliskim Wschodzie. Wynikało to to m.in. z postępowego w stosunku do islamu spojrzenia na kwestie społeczne. W kraju od czasu Safawidów duchowieństwo posiadało duże wpływy. Szach ograniczył władzę szyickich kapłanów. Polityka prowadzona przez monarchę wzbudzała sprzeciw wielu grup – zarówno lewicowców, jak i przedstawicieli radykalnych kręgów islamskich.
Narastający kryzys w państwie doprowadził do wybuchu rewolucji islamskiej w 1979 roku, która obaliła monarchię i położyła podwaliny pod reżim teokratycznej republiki. Faktyczną władzę w państwie objął szyicki duchowny, ajatollah Ruhollah Chomeini, który sprawował władzę jako najwyższy przywódca. Objęcie rządów przez rewolucjonistów diametralnie zmieniło Iran. Od tego czasu stanowi on jeden z bardziej konserwatywnych, tradycjonalistycznych miejsc w świecie muzułmańskim. Na arenie międzynarodowej uchodzi za zagorzałego wroga Zachodu, sympatyzującego z Rosją i Chinami.
Donald Trump zdecydował się na dosadne rozwiązanie problemu. Republikańska administracja może potraktować konflikt wokół Zatoki Perskiej jako swego rodzaju zasłonę dymną. Zwycięstwo na Bliskim Wschodzie być może pozwoliłoby na załagodzenie nastrojów po klęsce w sprawie Grenlandii. Mogłoby też stanowić odwrócenie uwagi od sytuacji wewnętrznej w kraju, która nie wpływa na popularność urzędującej administracji. Nie bez znaczenia pozostają także ambicje prezydenta USA w kwestii otrzymania Nagrody Nobla. Przywódca USA może postrzegać zakończenie szyickich rządów w Iranie (pomimo wywołania wojny) jako istotny aspekt w tym kontekście. Izrael również ma znaczenie. Binjamin Netanjahu z pewnością chcę wyeliminować głównego wroga w regionie, a jego sojusz oraz personalne kontakty z Waszyngtonem stoją na bardzo wysokim poziomie.
Obecnie trudno stwierdzić, kiedy dobiegnie końca wojna w Zatoce Perskiej. „Jeżeli Trumpowi chodziło po prostu o uderzenie w Iran i osłabienie potencjału militarnego, to można zakładać każdy horyzont czasowy. Ograniczenia są adekwatnie dwa. Pierwsze to brak obiektów do ataków, czyli «wymazanie» tego, co Iran miał i tego, co się dało zlokalizować i zniszczyć. Drugim ograniczeniem są środki do przeprowadzania ataków, w tym wystarczające zapasy amunicji i rakiet. Powszechnie wiadomo, iż Stany Zjednoczone mają pokaźny arsenał. Mogą przedłużać operację, ale to wszystko zwiększa koszty” – komentował dla Wirtualnej Polski Mariusz Marszałkowski z Defence24. Sytuacja pozostaje bardzo napięta. Obie strony konfliktu zdają się nie reagować na apele ze strony Europy, deklarując chęć walki, dopóki nie osiągną swoich celów. Nie należy jednak wątpić, iż destabilizacja regionu osiąga nowy poziom, najpoważniejszy od wielu lat.
Jakub BALIŃSKI

1 tydzień temu








