Pęknięcie w gminie? Padają wnioski o odwołanie wójta Kociuby

wschodni24.pl 1 godzina temu

Zmiana nazwy gminy Chełm rozpaliła lokalną politykę do czerwoności. Zamiast „rebrandingu” – bunt mieszkańców, fala krytyki w sieci i pierwsze otwarte głosy o referendum w sprawie odwołania wójta Wiesława Kociuby.

Decyzja o rozpoczęciu procedury zmiany nazwy gminy, przegłosowana przez radnych gminy, wywołała gwałtowną reakcję społeczną. W mediach społecznościowych gminy Chełm doszło do prawdziwej eksplozji komentarzy. Dominują głosy sprzeciwu, ironii i oskarżeń pod adresem władz samorządowych. Mieszkańcy pytają wprost: po co ten ruch i komu ma on służyć?

Dyskusja, która rozgorzała na oficjalnym profilu gminy na Facebooku, gwałtownie przestała mieć charakter merytoryczny. Wpis o głosowaniu rady stał się zapalnikiem dla szerszego niezadowolenia – nie tylko wobec samej zmiany nazwy, ale wobec stylu sprawowania władzy w gminie.

Do krytyków dołączył przedsiębiorca i kandydat w ostatnich wyborach do rady gminy Paweł Klasura. Publicznie zakwestionował sens całego przedsięwzięcia, nazywając je fanaberią władz. Poszedł jednak krok dalej.

Wprost zasugerował gotowość udziału w referendum w sprawie odwołania wójta Wiesława Kociuby. – Jako wyborca Gminy Chełm chciałbym wziąć udział w referendum nad odwołaniem Wójta – napisał Klasura, sygnalizując, iż polityczne konsekwencje tej decyzji mogą być znacznie poważniejsze, niż zakładano.

W komentarzach coraz częściej pojawiają się odniesienia do wcześniejszych protestów mieszkańców gminy pod Urzędem Miasta Chełm. Tym razem, jak sugerują internauci, adres niezadowolenia może się zmienić. – Jaja sobie robicie? Nie ma gmina już czym się zajmować i na co kasy wydawać? Może tym razem chcecie mieć protesty nie pod urzędem miasta, ale gminy? Świetny „rebranding” – zero skojarzeń z czymkolwiek oprócz wiejskich krów i rowów– napisała Pani Justyna, jedna z komentujących, zarzucając władzom ośmieszanie gminy zamiast jej rozwoju.

Krytyczne komentarze znalazły się także pod naszym wpisem. Tu również przeważają głosy podważające sens oddzielania się od miasta, z którym gmina Chełm jest silnie powiązana funkcjonalnie i społecznie. – To niech gmina wybuduje u siebie szkoły podstawowe, średnie, szpital i niech zabiorą wszystkich swoich mieszkańców, którzy pracują w Chełmie. W gminie niech zrobią im miejsca pracy – komentuje Pan Marcin, wskazując na realne uzależnienie gminy od infrastruktury miasta.

W tle tej dyskusji coraz wyraźniej rysuje się głębszy problem. Zmiana nazwy postrzegana jest przez część mieszkańców nie jako symboliczny zabieg, ale jako polityczne odcinanie się od Chełma i próba wyniesienia jednego z elementów wspólnego organizmu do rangi „samodzielnej tożsamości” – bez realnego zaplecza, instytucji i alternatywy dla miasta.

Paradoks sytuacji jest uderzający. Jeszcze niedawno mieszkańcy gminy Chełm stanowczo sprzeciwiali się ewentualnemu przejęciu ich terenów przez miasto. Dziś – jak wynika z narastających emocji – coraz częściej mówią o konieczności obrony własnych wsi przed decyzjami podejmowanymi przez… władze gminy.

Polityczna burza dopiero się rozpędza. A pytanie, czy zmiana nazwy okaże się jedynie kosztownym epizodem, czy początkiem poważnego kryzysu władzy w gminie Chełm, pozostaje otwarte.

Idź do oryginalnego materiału