Paweł Kowal 16 września ostro zaatakował pomysł 21 posłów, by 11 listopada zorganizować Marsz Niepodległości we Lwowie. Nazwał sygnatariuszy „prowokatorami i farbowanymi patriotami”. Spór dotyczy tego, czy polskie państwo ma publicznie upominać się o rodaków i pamięć historyczną poza swoimi granicami.
Kowal odmawia patriotyzmu autorom inicjatywy
Paweł Kowal, poseł Koalicji Obywatelskiej i przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, skomentował inicjatywę w programie „Tak jest” w TVN24. Stwierdził, iż jej autorzy to „prowokatorzy i farbowani patrioci”. Przekonywał też, iż prawdziwy patriota nie podgrzewa napięcia międzynarodowego i nie dąży do rewizji granic.
To bardzo poważne oskarżenia. W interpelacji nr 19518 nie ma jednak żądania zmiany granic ani podważenia suwerenności Ukrainy. Jest postulat wystąpienia przez polski rząd o zgodę władz Ukrainy i Lwowa na legalne obchody Narodowego Święta Niepodległości. Wpisywanie w ten wniosek rewizjonizmu zaciemnia treść dokumentu.
Kowal dodał, iż polskie placówki dyplomatyczne zorganizują na Ukrainie obchody 11 listopada zgodnie z przyjętym ceremoniałem. To ważna deklaracja, ale nie odpowiada na sedno sporu. Autorzy interpelacji nie pytają, czy w konsulacie odbędzie się oficjalne przyjęcie. Pytają o widoczną obecność polskiej pamięci we Lwowie i udział miejscowych Polaków.
Dwadzieścia jeden podpisów i trzy konkretne pytania
Dokument wpłynął do Sejmu 28 sierpnia, a 8 września został skierowany do premiera Donalda Tuska. Podpisało go 21 parlamentarzystów związanych z PiS, Konfederacją, Konfederacją Korony Polskiej i kołem Rozwój Plus. Wśród sygnatariuszy są między innymi Dariusz Matecki, Roman Fritz, Janusz Kowalski, Michał Moskal, Grzegorz Płaczek i Witold Tumanowicz.
Posłowie postawili trzy pytania. Chcą wiedzieć, czy rząd zorganizuje 11 listopada przemarsz ulicami Lwowa, czy wystąpi o zgodę do władz Ukrainy i miasta oraz czy zapewni finansowanie, logistykę i udział przedstawicieli Rzeczypospolitej. Uzasadniają inicjatywę potrzebą wsparcia Polaków zamieszkałych we Lwowie oraz przypomnienia polskiej historii miasta.
Ta argumentacja nawiązuje do szerszego sporu o wzajemność w relacjach polsko-ukraińskich. W Polsce instytucje publiczne wspierają wydarzenia związane z Ukrainą. Oczekiwanie, iż polska wspólnota na Ukrainie będzie mogła godnie obchodzić własne święto, jest normalnym postulatem państwa dbającego o rodaków. Spór o sposób traktowania Marszu Niepodległości w Warszawie pokazuje zresztą, iż problem nie zaczyna się we Lwowie.
Między pamięcią a politycznym happeningiem
Inicjatywa spotkała się także z krytyką po prawej stronie. Krzysztof Bosak w RMF FM nazwał ją pomysłem kuriozalnym, niepotrzebnym i przypominającym happening. Marek Biernacki z PSL ocenił ją jako „szaleństwo” oraz „humbug polityczny”. Dariusz Tomczyk, wiceminister obrony narodowej, mówił o organizowaniu marszu w państwie ogarniętym wojną jako o „ciężkiej głupocie”.
Te zastrzeżenia trzeba rozważyć rzeczowo. Lwów pozostaje miastem w państwie zaatakowanym przez Rosję, a każde publiczne zgromadzenie wymaga oceny ryzyka i współpracy z miejscowymi władzami. Rozsądna polityka nie polega jednak na automatycznym wycofaniu polskiej obecności z obawy przed cudzą propagandą. Polega na przygotowaniu wydarzenia tak, by służyło Polakom, szanowało ukraińską suwerenność i nie dawało Rosji użytecznego obrazu konfliktu między sojusznikami.
Lwów nie może być tematem zakazanym
Polska historia Lwowa jest faktem. Pamięć o niej nie oznacza roszczeń terytorialnych. Państwo poważne potrafi jednocześnie uznawać dzisiejsze granice, wspierać Ukrainę przeciw rosyjskiej agresji i troszczyć się o własne dziedzictwo. Próba narzucenia wyboru między tymi obowiązkami jest fałszywa.
Debata potrzebuje więc więcej precyzji, a mniej etykiet. Historia Marszu Niepodległości i polskich świąt narodowych pokazuje, iż publiczne obchody są formą żywej pamięci, a nie automatycznie aktem wrogości. Można spierać się o trasę, skalę, termin i bezpieczeństwo. Nie wolno odmawiać patriotyzmu każdemu, kto przypomina o Polakach we Lwowie.
Stawka dla Polski jest czytelna. Chodzi o prawo do prowadzenia własnej polityki pamięci bez kompleksów, ale także bez awanturnictwa. Rząd powinien odpowiedzieć na interpelację konkretnie: czy wesprze miejscowych Polaków i w jakiej formule zagwarantuje godne, bezpieczne obchody 11 listopada.
Źródło: Interpelacja nr 19518 w Sejmie RP, Do Rzeczy
Źródło: Do Rzeczy











