Patrioty made in Poland? Wiceszefowa MON złożyła propozycję w Waszyngtonie

dzienniknarodowy.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: Patrioty made in Poland? Wiceszefowa MON złożyła propozycję w Waszyngtonie


Polska mogłaby wytwarzać u siebie pociski przechwytujące do baterii Patriot, wspólnie z Amerykanami i Ukraińcami. Taką propozycję przedstawiła w Waszyngtonie wiceminister obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. Jak podał Bankier.pl, argumentowała, iż newralgiczna produkcja powinna trafić „w miejsce bezpieczne", z dala od rosyjskich rakiet. Dla polskiego przemysłu zbrojeniowego to szansa, jakiej nie było od lat.

Propozycja złożona w Waszyngtonie

Podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych wiceminister obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka zaproponowała Amerykanom wspólne wytwarzanie pocisków przechwytujących dla baterii Patriot, z udziałem Polski, USA i Ukrainy. Jak podał Bankier.pl, wiceszefowa MON mówiła o tym w czwartek w Waszyngtonie. Podkreśliła przy tym, iż taka produkcja powinna odbywać się „w miejscu bezpiecznym". W praktyce oznacza to Polskę, kraj NATO położony poza zasięgiem codziennych rosyjskich uderzeń.

Propozycja jest na razie deklaracją, nie podpisaną umową. Ale sam fakt, iż Warszawa wychodzi z taką inicjatywą na forum amerykańskim, pokazuje ambicję. Polska nie chce być tylko klientem kupującym gotowy sprzęt. Chce współdecydować o tym, gdzie i jak powstaje broń, od której zależy jej bezpieczeństwo.

Pociski na wagę złota

Systemy Patriot stały się symbolem obrony powietrznej Europy Środkowej. Chronią polskie niebo w ramach programu Wisła, a na Ukrainie przechwytują rosyjskie rakiety balistyczne, których nie zatrzyma nic innego. Problem w tym, iż pocisków przechwytujących jest za mało. Ich produkcja jest skomplikowana, kosztowna i skupiona w kilku zakładach w USA, a kolejka zamówień z całego świata rośnie szybciej, niż fabryki są w stanie ją realizować.

Każdy nowy zakład zdolny wytwarzać te pociski zmienia więc układ sił. Dla Ukrainy oznacza większe szanse na przetrwanie kolejnych fal ostrzału. Dla Polski, iż w razie kryzysu nie będzie skazana wyłącznie na dostawy zza oceanu.

W tle propozycji jest też polski przemysł. Grupa PGZ i krajowe zakłady zbrojeniowe od lat zabiegają o udział w wytwarzaniu nowoczesnego uzbrojenia, a nie tylko o serwis kupionych za granicą systemów. Ulokowanie takiej produkcji w Polsce oznaczałoby miejsca pracy, transfer technologii i kompetencje, które zostają w kraju na całe dekady. To argument gospodarczy, który w tej sprawie waży niemal tyle samo co militarny.

Bezpieczne miejsce, czyli nie linia frontu

Argument o „bezpiecznym miejscu" jest zrozumiały. Ukraina, mimo determinacji i doświadczenia, nie może gościć tak wrażliwej produkcji, bo jej zakłady byłyby celem numer jeden dla rosyjskich rakiet i dronów. Polska, jako zaplecze NATO, daje osłonę, infrastrukturę i wykwalifikowanych pracowników.

Ta sama logika ma jednak drugą stronę. Fabryka pocisków Patriot na polskiej ziemi to aktyw strategiczny, ale i potencjalny cel. Budując pozycję zbrojeniowego zaplecza regionu, Warszawa musi jednocześnie zadbać o obronę samych zakładów. Bezpieczeństwo nie kończy się na tym, iż coś powstaje daleko od Charkowa.

Suwerenność za zgodą Waszyngtonu

Największe pytanie dotyczy technologii. Pociski Patriot to własność amerykańskich koncernów zbrojeniowych, a ich produkcja poza USA wymaga zgody, licencji i transferu wiedzy. Bez decyzji Waszyngtonu polska propozycja pozostanie na papierze. Prawdziwa suwerenność zbrojeniowa oznaczałaby nie montaż cudzych rozwiązań, ale udział w ich rdzeniu technologicznym.

Inicjatywa Sobkowiak-Czarneckiej jest więc odważnym krokiem we adekwatnym kierunku. Czy skończy się realnym zakładem pod polskim niebem, czy tylko dobrze brzmiącą deklaracją w Waszyngtonie, zdecydują nie polskie ambicje, ale amerykańska zgoda.

Źródło: Bankier.pl

Idź do oryginalnego materiału