Po rozmowie z Donaldem Trumpem Wołodymyr Zełenski wskazał, iż w Waszyngtonie wrócił temat zgód na wytwarzanie amerykańskiej amunicji przechwytującej dla zestawów Patriot. Dla Polski to nie jest odległa techniczna sprawa, ale element wojny o bezpieczeństwo całej wschodniej flanki NATO.
Rozmowa za zamkniętymi drzwiami
Do spotkania prezydentów USA i Ukrainy doszło we wtorek, 28 lipca, w Białym Domu. Jak podały Kresy.pl, zamknięta część rozmów w Gabinecie Owalnym zajęła mniej więcej godzinę, a dziennikarzy nie dopuszczono do jej przebiegu. Po wyjściu z Białego Domu ukraiński przywódca oceniał rozmowę pozytywnie.
Najważniejszy konkret dotyczy licencji ze strony USA. Taka zgoda miałaby otworzyć drogę do uruchomienia produkcji amunicji przechwytującej Patriot na potrzeby Ukrainy. Ten system stał się jednym z filarów obrony przed rosyjskimi atakami rakietowymi. Kijów od miesięcy zabiega o większą liczbę pocisków, bo bez nich choćby najlepsze wyrzutnie pozostają sprzętem o ograniczonej wartości.
Według relacji mediów, Zełenski mówił po spotkaniu także o kilku innych pomysłach wzmacniających ukraińską obronę powietrzną. Szczegółów nie ujawniono. To akurat zrozumiałe. W sprawach produkcji uzbrojenia i transferu technologii nadmiar publicznych deklaracji bywa prezentem dla Moskwy.
Licencja zamiast samego oczekiwania
Ten wątek nie pojawił się nagle. Podczas lipcowego szczytu NATO w Ankarze Trump sygnalizował już gotowość przekazania Kijowowi zgody na wytwarzanie uzbrojenia używanego przez zestawy Patriot. Wtedy padła prosta polityczna logika: skoro potrzeby są większe niż bieżące dostawy, trzeba myśleć o produkcji bliżej pola wojny.
To jest podejście twardsze i bardziej realistyczne niż wieczne liczenie na kolejne pakiety pomocy uzgadniane w rytmie sporów kongresowych i kalkulacji wyborczych. Licencja nie zastępuje dostaw z USA. Może jednak z czasem zmniejszać zależność Kijowa od magazynów sojuszników.
Z polskiego punktu widzenia liczy się jedno: rosyjskie rakiety spadają dziś na państwo sąsiadujące z Polską. jeżeli Ukraina skuteczniej zamyka niebo nad swoimi miastami i infrastrukturą, mniejsza jest presja wojskowa, migracyjna i polityczna na nasz region. To nie jest sentymentalizm. To zimna kalkulacja interesu narodowego.
Wschodnia flanka potrzebuje przemysłu
Wojna na Ukrainie brutalnie pokazała słabość Zachodu: przez lata mówiono o wartościach, a zaniedbywano fabryki, amunicję, zapasy i moce produkcyjne. Rosja prowadzi wojnę przemysłową. Odpowiedzią nie może być sama konferencja prasowa ani kolejna deklaracja solidarności.
Dlatego rozmowa o licencjach ma znaczenie szersze niż bilateralna relacja Waszyngton-Kijów. Chodzi o pytanie, czy państwa zagrożone rosyjskim imperializmem będą tylko klientami zachodnich koncernów, czy zaczną budować własne zdolności produkcyjne. Polska powinna patrzeć na ten proces bez naiwności i bez kompleksów.
Jeżeli Amerykanie są gotowi dzielić się częścią technologii z Ukrainą, Warszawa musi jeszcze mocniej pilnować własnych interesów w programach zbrojeniowych. Każda umowa na broń powinna oznaczać zakup, serwis, produkcję, kompetencje i miejsca pracy w polskim przemyśle. Suwerenność militarna zaczyna się w fabryce.
Trump, Zełenski i gra o tempo
Spotkanie w Waszyngtonie odbyło się w czasie, gdy Zachód szuka sposobu na zwiększenie presji na Rosję oraz odblokowanie dyplomacji. Media amerykańskie informowały również o rozmowach wokół sankcji i o szerszym tle politycznym wizyty Zełenskiego w USA.
Dla Kijowa najważniejsze jest jednak tempo. Pociski przechwytujące nie są abstrakcją. To realna granica między trafioną elektrownią a ocaloną infrastrukturą, między paniką cywilów a choćby częściową ochroną miast. Rosja rozumie język siły i produkcji. Im szybciej Zachód to przyjmie, tym mniej będzie udawania, iż same komunikaty powstrzymają Kreml.
Polska nie może w tej sprawie zasypiać. Nasze bezpieczeństwo nie polega na oglądaniu wojny zza szyby. Polega na budowie własnej odporności, własnej obrony powietrznej i własnego przemysłu, przy jednoczesnym wspieraniu tych działań, które wiążą rosyjskie siły dalej od naszych granic. Patriot dla Ukrainy jest dziś także lekcją dla Warszawy: w polityce bezpieczeństwa liczą się decyzje, linie produkcyjne i zapasy, nie dobre samopoczucie elit.
Źródło: Kresy.pl












