Państwo po demolce. Żurek i rachunek dla PiS

5 godzin temu
Zdjęcie: Żurek


PiS nazywał to reformą, Europa – demontażem, a obywatele do dziś płacą za chaos. Waldemar Żurek w Sejmie opisał system, w którym wyroki są wątpliwe, sędziowie podzieleni, a państwo prawa funkcjonuje tylko z nazwy.

Wystąpienie Waldemara Żurka w Sejmie nie było kolejną rutynową prezentacją projektu ustawy. Było raczej bilansem strat – chłodnym, momentami brutalnym – po ośmiu latach eksperymentu, który PiS nazwał „reformą wymiaru sprawiedliwości”, a który w praktyce okazał się systemowym demontażem państwa prawa. „Stanęliśmy przed zadaniem dokonania bilansu okresu, który w polskiej historii demokracji zapisze się jako czas bezprecedensowej próby dla fundamentów państwa prawa” – mówił minister sprawiedliwości i prokurator generalny. I trudno nie zauważyć, iż to jedno z tych zdań, które brzmi jak diagnoza z raportu komisji śledczej, a nie z sejmowej mównicy.

Żurek nie uciekał w ogólniki. Wskazał cztery instytucje, które jego zdaniem zostały po 2015 r. poddane „najbardziej niszczycielskiej presji”: Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądownictwa, Sąd Najwyższy i sądy powszechne. Ten katalog nie jest przypadkowy – to właśnie te organy miały stać na straży niezależności władzy sądowniczej, a stały się polem politycznego eksperymentu PiS.

Najmocniej wybrzmiała krytyka Trybunału Konstytucyjnego. „Proces, który rozpoczął się od paraliżu decyzyjnego zakończył na przekształceniu organu stojącego na straży konstytucji w instytucję legitymizującą niekonstytucyjne działania władzy wykonawczej” – mówił Żurek. To zdanie dobrze oddaje paradoks ostatnich lat: instytucja powołana do kontrolowania władzy stała się jej politycznym alibi.

Jeszcze ostrzej minister ocenił Krajową Radę Sądownictwa. „Neo-KRS stał się grzechem pierworodnym, który zainfekował cały system powołań sędziowskich” – stwierdził. I znów trudno polemizować z tym obrazem. Od momentu, gdy politycy przejęli kontrolę nad wyborem sędziów do Rady, każde kolejne powołanie zaczęło być obciążone wątpliwościami. Zamiast stabilności pojawiła się prawna prowizorka, w której choćby prawomocne wyroki można podważać.

Sąd Najwyższy stał się symbolem tej prowizorki. Czystki kadrowe pod pozorem obniżenia wieku emerytalnego, tworzenie nowych izb o „wątpliwym statusie prawnym”, Izba Dyscyplinarna i Izba Kontroli Nadzwyczajnej – wszystko to doprowadziło do „głębokiego rozłamu wewnątrz sądu i bezprecedensowego kryzysu”. Koszt był nie tylko instytucjonalny, ale też finansowy: Polska straciła niemal 3 mld zł z funduszy unijnych na skutek wyroków sądów europejskich. To chyba najkrótsza możliwa odpowiedź na pytanie, ile naprawdę kosztowała „reforma” PiS.

Żurek przypomniał też o wymiarze międzynarodowym: „Polska z lidera przemian demokratycznych stała się przedmiotem licznych procedur naruszeniowych przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz negatywnych wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka”. Innymi słowy – z kraju, który eksportował standardy, staliśmy się krajem, który musi się z nich tłumaczyć.

Najbardziej przejmujące było jednak zdanie o zwykłych obywatelach: „Idzie do sądu, płaci pełnomocnikowi, wnosi opłaty sądowe, a na końcu się okazuje, iż to niby orzeczenie jest do skasowania. I jeszcze za to płaci polski podatnik”. To esencja problemu: kryzys praworządności nie jest abstrakcyjną debatą elit, ale realnym doświadczeniem ludzi, którym państwo nie potrafi zagwarantować elementarnej pewności prawa.

Projekt tzw. ustawy praworządnościowej ma ten stan naprawić, regulując status sędziów powołanych z udziałem neo-KRS i przywracając „prawo do rozpatrzenia sprawy przez niezależny, bezstronny, prawidłowo powołany sąd”. Żurek mówi wprost: „Tego dzisiaj polski obywatel nie ma”. PiS zostawił po sobie system, w którym nikt nie wie, czy wyrok jest wyrokiem, a sędzia – sędzią.

Dlatego wystąpienie ministra było czymś więcej niż prezentacją projektu ustawy. Było aktem oskarżenia wobec polityki, która pod hasłem „reformy” wprowadziła chaos, straty finansowe i erozję zaufania. Żurek nie proponuje rewolucji, ale odbudowę. Po latach demolki to już i tak ambitny plan.

Idź do oryginalnego materiału