Państwo na gwarancji. Sprawa Ardanowskiego i rachunek PiS

12 godzin temu
Zdjęcie: Jan Ardanowski


Przez lata politycy Prawo i Sprawiedliwość powtarzali, iż ich rządy to epoka „wstawania z kolan”, a państwo wreszcie przestało być bezradne wobec wielkich interesów. Tymczasem akt oskarżenia, który właśnie trafił do sądu przeciwko byłemu ministrowi rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, pokazuje inną twarz tej narracji: państwo jako instrument ryzykownych decyzji, podejmowanych wbrew faktom, wiedzy i zdrowemu rozsądkowi.

Prokuratura Regionalna w Warszawie zarzuca Ardanowskiemu przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków przy udzielaniu gwarancji finansowych przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. Chodzi o dwie głośne sprawy z lat 2018–2019: gwarancje bankowe i kredytowe dla spółki Eskimos S.A. na skup 500 tys. ton jabłek przemysłowych oraz gwarancję kredytową dla Spółdzielni Mleczarskiej Bielmlek. Łączny rachunek dla państwa? Blisko 130 mln zł wydatków, które – jak twierdzi prokuratura – były „niecelowe i nieoszczędne”.

Według śledczych Ardanowski działał „wspólnie i w porozumieniu” z kierownictwem KOWR oraz innymi urzędnikami, mimo iż miał wiedzę o fatalnej kondycji finansowej beneficjentów. W przypadku Eskimos S.A. prokuratura wskazuje na zadłużenie spółki, brak zaplecza technicznego i doświadczenia w prowadzeniu skupu jabłek na skalę ogólnokrajową. Mimo to gwarancje sięgnęły 100 mln zł. W drugim wątku – dotyczącym Bielmleku – decyzja o gwarancji do 30 mln zł zapadła, choć spółdzielnia miała poważne problemy ze spłatą zobowiązań.

To nie jest już polityczny spór o to, czy państwo powinno interweniować na rynku rolnym. To pytanie o granice odpowiedzialności władzy. Prokuratura nie pozostawia złudzeń: były minister, jak czytamy w komunikacie, „wyrządził szkodę interesowi publicznemu”. Zarzucane czyny zagrożone są karą do 10 lat pozbawienia wolności, a czterech podejrzanych w tej sprawie przyznało się do winy i dobrowolnie poddało karze. To szczegół, który trudno zbyć wzruszeniem ramion.

Dla PiS sprawa Ardanowskiego jest wyjątkowo niewygodna. Były minister przez lata uchodził za jednego z bardziej „merytorycznych” członków rządu, polityka znającego wieś i rolnicze realia. Dziś ta legenda zderza się z twardymi ustaleniami śledczych. jeżeli prokuratura ma rację, decyzje podejmowane pod hasłem ratowania rolników w istocie ratowały źle zarządzane podmioty kosztem publicznych pieniędzy.

W tej historii pobrzmiewa coś więcej niż tylko osobisty dramat polityka. To opowieść o stylu rządzenia, w którym lojalność i polityczna determinacja zastępowały procedury, analizy ryzyka i elementarną ostrożność. PiS przez osiem lat budował narrację o państwie silnym i sprawczym. Akt oskarżenia wobec Ardanowskiego pokazuje jednak, iż ta „sprawczość” bywała niebezpiecznie bliska samowoli.

Dziś Ardanowski ma realne kłopoty, a jego sprawa staje się symbolem szerszego problemu: rozliczenia decyzji podejmowanych w czasach, gdy władza była przekonana o własnej nieomylności. To moment próby nie tylko dla byłego ministra, ale i dla partii, która przez lata brała go w obronę. Bo jeżeli odpowiedzialność ma być czymś więcej niż sloganem, to właśnie teraz przychodzi czas na jej sprawdzenie.

Idź do oryginalnego materiału