Spór wokół historii bywa w Polsce gorący, ale rzadko bywa uczciwy. Ostatnie tygodnie przyniosły kolejną odsłonę tego zjawiska – tym razem z udziałem aktorki Joanny Szczepkowskiej, prezydenta Karola Nawrockiego oraz jego doradcy, historyka Andrzeja Nowaka. To, co miało być debatą o symbolach i przeszłości, przerodziło się w pokaz instytucjonalnej zarozumiałości, połączonej z przekonaniem o własnej racji i mentorskim tonem przyjętym przez otoczenie Nawrockiego.
Szczepkowska od tygodni krytykuje prezydenta z PiS, często ostro i bez oglądania się na konwenanse. Można dyskutować o formie – aktorka używa słów mocnych, czasem prowokacyjnych – ale sens jej wystąpień jest jasny: sprzeciw wobec zawłaszczania historii przez obecnego lokatora pałacu prezydenckiego. Iskrą zapalną stały się słowa prezydenta o koronie Bolesława Chrobrego jako „symbolu suwerenności i niepodległości państwa polskiego oraz zwycięskim symbolu Rzeczpospolitej”. Brzmi dumnie, ale – jak zauważa Szczepkowska – jest to narracja uproszczona do granic publicystycznego sloganu.
„Korona Bolesława Chrobrego nie jest symbolem suwerenności i niepodległości państwa polskiego. Chrobry bowiem nie bronił Polski, tylko skutecznie najeżdżał i łupił obce tereny” – pisała aktorka. To głos niewygodny, bo burzący szkolno-patriotyczny obrazek historii jako nieustannej obrony przed wrogami. Szczepkowska przypomina, iż średniowiecze rządziło się inną logiką, a budowanie dzisiejszych pojęć suwerenności na realiach sprzed tysiąca lat jest nadużyciem.
Reakcja Pałacu Prezydenckiego mówi jednak więcej o jego lokatorach niż o samej aktorce. Szczepkowska poinformowała, iż otrzymała list od doradcy prezydenta, prof. Nowaka. „Generalnie po słowach pełnych uznania, jestem tam pouczona czym jest kultura, a czym być nie powinna” – relacjonowała. Dalej pozostało ciekawiej: „Jestem też pouczona o tym, iż Chrobry wielkim królem był, a uwagi podważające ten fakt nie mieszczą się w kanonach kultury”.
To klasyczny przykład strategii władzy: zamiast wejść w merytoryczną polemikę, ustawić się w roli arbitra kultury i dobrego tonu. Nowak, historyk o niewątpliwym dorobku, występuje tu nie jako uczony, ale jako strażnik jedynej słusznej narracji. List – „niemiłosiernie długi”, jak pisze Szczepkowska – zdaje się mieć jeden cel: zdyscyplinować krytyczkę i przypomnieć jej miejsce w hierarchii.
W tym kontekście Nawrocki również nie wypada najlepiej. Prezydent, który chętnie mówi o symbolach i wielkości, nie potrafi znieść ich zakwestionowania. Zamiast odpowiedzieć argumentami, pozwala, by jego otoczenie wysyłało listy-pouczenia. To gest słaby, bo zdradzający lęk przed debatą. Prezydentura nie polega na wygłaszaniu podniosłych fraz, ale na gotowości do rozmowy – także z tymi, którzy myślą inaczej.
Szczepkowska w tej historii pełni rolę niewygodnego lustra. Przypomina, iż historia nie jest własnością Pałacu ani jego doradców. Że kultura nie polega na potakiwaniu władzy, ale na stawianiu pytań. Można nie zgadzać się z tonem aktorki, ale trudno odmówić jej jednego: odwagi mówienia rzeczy niepopularnych.
A Nawrocki i Nowak? Zamiast pouczać o kanonach kultury, mogliby spróbować je współtworzyć – zaczynając od szacunku dla krytyki. Bo państwo, które boi się pytań o własne mity, samo podcina korzenie swojej dojrzałości.

4 godzin temu
















