Osamotnieni — jak świat zostawił walczącą Warszawę

dzienniknarodowy.pl 6 godzin temu
Zdjęcie: Osamotnieni — jak świat zostawił walczącą Warszawę


Powstanie Warszawskie wybuchło w nadziei na pomoc — nadciągającej Armii Czerwonej i zachodnich aliantów. Pomoc jednak nie nadeszła. Sowieci zatrzymali ofensywę nad Wisłą i przez tygodnie odmawiali alianckim samolotom prawa lądowania, a zrzuty z Włoch okupione były ogromnymi stratami załóg. Osamotnienie walczącej stolicy stało się jednym z najbardziej gorzkich rozdziałów II wojny światowej.

Armia Czerwona nad Wisłą

Pod koniec lipca 1944 roku sowieckie czołgi docierały na przedpola warszawskiej Pragi, a moskiewska propaganda wzywała mieszkańców stolicy do powstania przeciw Niemcom. Gdy jednak zryw wybuchł, ofensywa Armii Czerwonej na tym odcinku zamarła. Sowieci zatrzymali się na prawym brzegu Wisły i przez większość trwania Powstania pozostawali bierni, obserwując zagładę miasta z drugiej strony rzeki.

Postawa ta miała podłoże polityczne. Józef Stalin nazwał Powstanie awanturą i odmawiał realnego wsparcia. Zniszczenie niepodległościowej Armii Krajowej — wiernej legalnemu rządowi RP na uchodźstwie — rękami Niemców leżało w interesie Moskwy, która szykowała się do narzucenia Polsce podporządkowanej sobie władzy. Osamotnienie Warszawy nie było więc wyłącznie kwestią militarną, ale elementem zimnej kalkulacji.

Odmowa i spóźniona operacja „Frantic"

Bierność Sowietów miała jeszcze jeden wymiar. Przez wiele tygodni Stalin odmawiał zachodnim aliantom prawa lądowania samolotów na lotniskach po sowieckiej stronie frontu. Bez tego amerykańskie i brytyjskie maszyny nie mogły prowadzić skutecznych, wahadłowych lotów z zaopatrzeniem dla powstańców.

Dopiero 18 września 1944 roku Moskwa zgodziła się na jedną taką operację. W ramach akcji „Frantic 7" nad Warszawę nadleciała duża formacja amerykańskich „latających fortec" B-17, które zrzuciły ponad tysiąc zasobników z bronią i zaopatrzeniem. Zrzut wykonano jednak z dużej wysokości, przez co zdecydowana większość ładunku spadła na tereny opanowane przez Niemców. Pomoc okazała się spóźniona i w znacznej mierze symboliczna.

Most powietrzny z Włoch

Realne wsparcie z powietrza płynęło przez cały czas Powstania z odległych baz we Włoszech, w rejonie Brindisi i Foggii. Loty odbywały polskie, brytyjskie i południowoafrykańskie załogi, pokonując około półtora tysiąca kilometrów w jedną stronę nad terytorium wroga. Nad płonące miasto zrzucano broń, amunicję i lekarstwa.

Cena tych lotów była wysoka. Załogi ginęły od niemieckiej artylerii przeciwlotniczej i myśliwców, a wiele maszyn nie wróciło do baz. Znaczna część zrzutów — z powodu ognia npla i kurczącego się obszaru w rękach powstańców — spadała poza zasięgiem walczących. Mimo to lotnicy raz po raz podejmowali ryzyko, by nieść pomoc osamotnionej stolicy.

Desant Berlinga

W połowie września próbę odsieczy podjęli żołnierze 1. Armii Wojska Polskiego generała Zygmunta Berlinga, walczącej u boku Sowietów. Od 15 września forsowali oni Wisłę, próbując uchwycić przyczółki na Czerniakowie i Powiślu i połączyć się z powstańcami. Desant, słabo wsparty i pozbawiony realnego zaplecza, załamał się po kilku dniach krwawych walk, pochłaniając tysiące ofiar. Sam Berling niedługo potem został odsunięty od dowodzenia.

Bezsilna dyplomacja Zachodu

Los Warszawy próbowano ratować także na szczeblu dyplomatycznym. Premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill oraz prezydent USA Franklin Delano Roosevelt kierowali do Stalina apele o umożliwienie pomocy powietrznej dla powstańców i o wsparcie zrywu. Sowiecki przywódca pozostawał jednak nieugięty — grał na zwłokę, odmawiał lądowania samolotom, a Powstanie oficjalnie deprecjonował. Zachodni alianci, dla których kooperacja ze Związkiem Sowieckim była warunkiem pokonania Niemiec, nie zdecydowali się wywrzeć realnej presji na Moskwę. W praktyce oznaczało to, iż sprawa polska została podporządkowana wielkiej strategii koalicji, a Warszawa pozostawiona własnemu losowi. Kilka miesięcy później, na konferencji w Jałcie, mocarstwa zachodnie zgodziły się na pozostawienie Polski w sowieckiej strefie wpływów.

Gorzka lekcja

Powstanie Warszawskie stało się symbolem osamotnionej Polski — kraju, który mimo sojuszy i deklaracji został w decydującej chwili pozostawiony samemu sobie. „Zdradzeni sojusznicy" to motyw, który głęboko zapisał się w polskiej pamięci narodowej. Płynie z niego trwała lekcja: o własnym bezpieczeństwie i suwerenności naród może myśleć poważnie tylko wtedy, gdy opiera je na własnej sile, a nie wyłącznie na obietnicach innych.

Idź do oryginalnego materiału