Jak informuje portal śledczy VSquare, informacja o azylu została przekazana w formie pisma węgierskiej delegacji do pozostałych przedstawicielstw państw członkowskich w Brukseli. Z lakonicznej notatki wynika, iż pod koniec grudnia Budapeszt zatwierdził wnioski dwóch osób posiadających polskie obywatelstwo.
Nie ujawniono, kogo dokładnie dotyczą te decyzje ani jaką argumentację przyjął węgierski urząd. Wiadomo jednak, iż nie jest to przypadek odosobniony. To już kolejni Polacy, których władze w Budapeszcie zgodziły się formalnie chronić przed postępowaniami prowadzonymi w Polsce. W praktyce oznacza to, iż państwo należące do tego samego unijnego kręgu prawnego uznało, iż ich sytuacja wymaga ochrony politycznej.
Romanowski jako precedens
Poprzednia głośna sprawa dotyczyła byłego wiceministra sprawiedliwości, Marcina Romanowskiego. Pod koniec 2024 r. Węgry przyznały mu status uchodźcy politycznego, mimo iż w Polsce usłyszał on szereg zarzutów dotyczących nieprawidłowości przy wydawaniu środków z publicznego funduszu. Warszawa domaga się jego rozliczenia, Budapeszt widzi w nim ofiarę politycznych porachunków.
W uzasadnieniu węgierskich władz pojawił się wówczas dokument przygotowany przez ultrakonserwatywny think tank powiązany z obozem Orbána. Ten sam ośrodek nieco później zatrudnił byłego wiceministra, tworząc mu bezpieczne zaplecze na emigracji. Równolegle polska prokuratura zaczęła sprawdzać, czy obywatele Węgier nie pomagali mu w ucieczce i ukrywaniu się przed wymiarem sprawiedliwości.
Nowe decyzje azylowe mają doskonale wpisywać się w ten wzorzec: polskie zarzuty karne kontra polityczna narracja Budapesztu o "prześladowanych konserwatystach". Dla Orbána to wygodna opowieść, która pozwala jednocześnie uderzać w unijną "dyktaturę liberalnych elit" i cementować sojusze na prawicy w regionie.
Tajemniczy azyl i długa wizyta byłego ministra
Kontekst sprawy jest szerszy niż pojedyncze wnioski azylowe. Przypomnijmy, iż pod koniec 2025 r. w Budapeszcie pojawił się były Zbigniew Ziobro, wobec którego w kraju trwały już przygotowania do postawienia zarzutów. Jego wizyta przeciągała się tygodniami, a w tym czasie doszło do spotkania z Viktorem Orbánem.
Wtedy ze strony Węgier żadnego oficjalnego komunikatu nie było. Teraz, gdy wiadomo już o dwóch nowych decyzjach na korzyść nieujawnionych z nazwiska Polaków, pojawia się pytanie, czy to właśnie ta wizyta była jednym z elementów szerszego planu.
Węgierski premier zresztą sam publicznie sugerował, iż jest gotów przyjąć kolejnych polityków z Polski, jeżeli uzna, iż są ścigani z powodów politycznych, a nie wyłącznie karnych. Przedświąteczne pismo z Brukseli pokazuje, iż te zapowiedzi nie były pustymi słowami.
Orbán buduje parasol ochronny tuż przed wyborami
Węgry wchodzą w 2026 rok z perspektywą kluczowych wyborów parlamentarnych. Po raz pierwszy od lat sondaże nie dają obozowi rządzącemu pełnej dominacji, a w kraju wyrósł silny lider opozycji, który skutecznie punktuje rządowe afery, zwłaszcza te dotyczące korupcji i wykorzystania środków publicznych.
To właśnie w tym kontekście przyznawanie azylu politycznego obywatelom innego państwa UE ma bardzo duże znaczenie. Na arenie wewnętrznej pozwala Orbánowi podtrzymywać swój wizerunek ostatniego obrońcy "prawdziwych konserwatystów" prześladowanych rzekomo przez liberalne rządy. Na arenie międzynarodowej staje się demonstracją siły wobec Brukseli i sygnałem, iż Budapeszt nie zamierza podporządkowywać się oczekiwaniom partnerów, gdy w grę wchodzi jego własna strategia polityczna.
Problem jednak w tym, iż parasol ochronny, który dziś wydaje się solidny, może się okazać kruchy, jeżeli po wyborach dojdzie nad Dunajem do zmiany władzy. Nowa większość mogłaby spojrzeć na azyl dla osób ściganych za nadużycia finansowe zupełnie inaczej niż obecny gabinet.
Dyplomatyczna mina w środku Unii
Azyl dla obywateli innego kraju członkowskiego to sygnał, iż jedno państwo de facto podważa wiarygodność wymiaru sprawiedliwości drugiego. Podobne sytuacje dotąd kojarzyły się raczej z relacjami Unii z reżimami autorytarnymi niż z wewnętrznym obiegiem prawnym w ramach Wspólnoty.
Milczenie Budapesztu w sprawie nazwisk beneficjentów nowego azylu tylko podkręca napięcie. Warszawa oficjalnie czeka na szczegóły, nie chcąc eskalować konfliktu z państwem, które wciąż jest formalnym sojusznikiem w NATO i UE. Jednocześnie każdy kolejny przypadek polskiego polityka lub urzędnika uciekającego pod skrzydła Orbána będzie rozsadzał unijną narrację o "wspólnym zaufaniu do systemów prawnych". Gdzie leży granica lojalności między partnerami w Unii, gdy interesy krajowej polityki zaczynają brać górę nad wspólnymi regułami gry?

14 godzin temu













