Orbán na długo zapamięta wiec w bastionie opozycji. Kompletnie puściły mu nerwy

2 godzin temu
Premier Węgier Viktor Orbán został wybuczany podczas jego ostatniego spotkania z wyborcami w Győr. Na dwa tygodnie przed wyborami parlamentarnymi w kraju Fidesz traci poparcie, a sondaże dają nadzieję opozycji na historyczne zwycięstwo.


Kampania wyborcza na Węgrzech wchodzi w decydującą fazę. W piątek 27 marca Viktor Orbán pojawił się w Győr, mieście położonym na północnym zachodzie kraju. Choć wizyta miała być rutynowym elementem mobilizacji elektoratu, zakończyła się dla szefa rządu wyjątkowo nieprzyjemnie. Zamiast spodziewanych braw, polityk musiał zmierzyć się z głośną dezaprobatą zgromadzonych mieszkańców.

Wygwizdany premier w bastionie opozycji


Spotkanie w Győr od samego początku przebiegało w napiętej atmosferze. Miasto jest znane z dużej aktywności sympatyków opozycyjnej partii TISZA, która w tej chwili wyrasta na najpoważniejszego rywala dla rządzącego od kilkunastu lat Fideszu. Gdy tylko Viktor Orbán zaczął przemawiać, z tłumu wydobyły się głośne gwizdy i buczenie. Była to reakcja na obecność polityka, który do tej pory rzadko spotykał się z tak otwartym sprzeciwem podczas własnych wieców.

Premier Węgier nie zdecydował się na łagodzenie nastrojów. Wręcz przeciwnie – w odpowiedzi na gwizdy przyjął konfrontacyjny ton. "Możecie gwizdać na to tam z tyłu, drodzy mieszkańcy, możecie gwizdać na to. Pchacie wóz Ukrainy, a nie stoicie po stronie Węgrów" – zwrócił się bezpośrednio do protestujących. Orbán oskarżył demonstrantów o działanie w interesie sąsiedniego państwa i chęć przekazywania węgierskich pieniędzy na wsparcie Kijowa.

Narracja o Ukrainie jako broń wyborcza


Wystąpienie w Győr wpisuje się w szerszą strategię komunikacyjną Fideszu. Orbán od miesięcy buduje narrację, w której każde działanie opozycji przedstawiane jest jako uleganie wpływom ukraińskim lub zachodnim. Podczas wiecu premier przekonywał, iż Ukraińcy udzielają finansowego i politycznego wsparcia partii TISZA, aby doprowadzić do zmiany rządu na taki, który będzie realizował interesy Kijowa kosztem Węgier.

Stwierdził również, iż protestujący dążą do wciągnięcia Węgier w konflikt zbrojny, co jest stałym elementem straszenia wyborców przez obóz rządzący. Reakcja tłumu w Győr pokazuje, iż te argumenty trafiają na coraz większy opór, zwłaszcza wśród młodszej i miejskiej części elektoratu.

Sikorski punktuje relacje z Moskwą


Nagranie z incydentu w Győr błyskawicznie obiegło media społecznościowe, a udostępnił je m.in. minister spraw zagranicznych RP Radosław Sikorski na platformie X. Szef polskiej dyplomacji nie pozostawił filmu bez komentarza, uderzając w najczulszy punkt polityki Orbána. Sikorski zwrócił uwagę na hipokryzję w słowach węgierskiego premiera dotyczących rzekomego transferu pieniędzy na Ukrainę.

"Właściwie to Viktor Orbán przez cały czas chce kupować rosyjską ropę, a tym samym wysyłać pieniądze Węgrów do Moskwy" – skwitował sytuację Sikorski. To bezpośrednie nawiązanie do utrzymywanych przez Budapeszt bliskich relacji gospodarczych z Rosją mimo trwającej agresji na Ukrainę.

Widmo utraty władzy po wielu latach


Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się już 12 kwietnia 2026 roku i wszystko wskazuje na to, iż będą to najważniejsze głosowania od dekad. Sytuacja polityczna w kraju nad Dunajem jest bezprecedensowa – opozycyjna partia TISZA wyprzedza Fidesz w większości niezależnych sondaży.

Idź do oryginalnego materiału