Popularne internetowe pytanie brzmi: „Jaki towar bierzesz, iż tak mocno kopie?” Dokładnie takie samo pytanie się nasuwa, po sejmowym wystąpieniu Donalda Tuska i chociaż mało w tym oryginalności, to zasadność pełna. Afera Zondacrypto została przegrzana, co nie znaczy, iż zachowania polityków PiS, a ściślej Suwerennej Polski jest godne pochwały. Nie jest i co więcej nie ma dla takich zachowań usprawiedliwienia, ale wypadałoby zachować jakieś racjonalne ramy i proporcje przy analizowaniu tej sprawy.
Dokładnie tego zabrakło Donaldowi Tuskowi, który nie pierwszy raz przebrał się za Romana Giertycha i wygłosił kuriozalne przemówienie w Sejmie. Już pierwsza historia sprzedana przez media, o tym jak szeregowy poseł opozycyjny Michał Moskal miał spowodować, iż koalicja rządząca przyjmie wersję ustawy o kryptowalutach uwzględniając jego poprawki, brzmi jakby autor inspirował się „dobrym towarem”. Powszechnie wiadomo, iż to z politykami posiadającymi władzę, a nie z opozycją, biznesmeni załatwiają swoje lobbystyczne interesy. Samo spotkanie Moskala z Kralem było ze wszech miar naganne, jednak interpretacja tego wydarzenia jest całkowicie oderwana od rzeczywistości, tym bardziej, iż autorem poprawek był Janusz Kowalski, który zdecydowanie potępił zachowanie Moskala i oczywiście żadna poprawka nie przeszła.
Szybko się okazało, iż ta historia brzmi dość słabo, to i towar musiał być słaby, bo znacznie mocniejszą historię opowiedział Donald Tusk. najważniejszy fragment tej baśni brzmiał następująco:
Człowiek pośredniczący w rozmowach między Zbigniewem Ziobrą a osobą, która szefowała przedsięwzięciu Zondacrypto, ta osoba twierdzi: Zbyszek zapoznał się z aktami, to jest skandal. Mówi, iż gdyby wiedział, iż taka sprawa się toczy, to natychmiast by interweniował. Obiecał, iż jak wróci do władzy w Ministerstwie Sprawiedliwości, czego jest pewien, to ukręci łeb wszystkim tym sprawom i żebym się nie martwił (…). Główna postać w aferze Zondacrypto stwierdza: Umówiliśmy się na łączną kwotę 2 mln zł. Wypłaciłem 500 tys. zł ze swojego rachunku bankowego. Dalsze wpłaty były niemożliwe, bo bank zadawał setki pytań i finalnie wypowiedział mi umowę rachunku bankowego. Ziobro przestraszył się i podobno chciał zwracać pieniądze, ale ostatnio sam publicznie przyznał, iż wypłacił sobie z fundacji te pieniądze i przeznaczył na swoje potrzeby (…). A najważniejsze w tej współpracy było to, iż pan X obiecywał mi, iż jak Nawrocki zostanie prezydentem, to on załatwi mi ułaskawienie, gdybym został skazany w tej sprawie. To było za te wszystkie płatności, tj. CPAC, reklamy i kongres organizowany w USA.
Człowiek, który okradł ponad 30 tysięcy ludzi i sprytnie się ulotnił, nagle popełnia taką naiwność, a raczej totalną głupotę, inwestując dwa miliony złotych w spalonego polityka, który obiecuje, iż wróci do władzy oraz w polityka, który ma zostać prezydentem. I na tym nie koniec, bo jak wiadomo ostatecznie ten sam Przemysław Kral idzie do Romana Giertycha, a nie do Zbigniewa Ziobry, czy Karola Nawrockiego, chociaż Karol Nawrocki faktycznie został prezydentem. W tle tej całej historii z mchu i paproci pojawia się jeszcze tajemniczy pan X, rzekomo polityk pośredniczący w przeprowadzaniu misternej akcji. Donald Tusk nie ujawnił nazwiska X „dla dobra śledztwa”, ale każdy obywatel choć trochę śledzący polską politykę doskonale wie, iż powód był zupełnie inny. Gdyby X był czołową postacią sceny politycznej Donald Tusk wymieniłby jego nazwisko wielokrotnie, tak jak zostało ujawnione nazwisko Moskala i byłego agenta CBA Chodzińskiego. Mocny towar bierze autor tej opowieści i jeszcze mocniejszy wszyscy, którzy tę bajkę kupili.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

2 dni temu








