Opłatę ma pobierać urząd skarbowy. Zapłaci niemal każdy dorosły. Nowy system w planach od 1 stycznia 2027

1 godzina temu

Abonament radiowo-telewizyjny ma zniknąć, ale nie oznacza to, iż media publiczne przestaną kosztować obywateli. W jego miejsce ma wejść opłata audiowizualna, doliczana automatycznie do rozliczenia podatku dochodowego i ściągana przez urzędy skarbowe. Nie będzie zależeć od tego, czy ktoś ma telewizor, nie będzie wymagać rejestracji sprzętu i, w odróżnieniu od dzisiejszego abonamentu, będzie praktycznie nie do ominięcia. Data wpisana do projektu to 1 stycznia 2027 r.

Fot. Warszawa w Pigułce.

Fiskus zastąpi kontrolera Poczty Polskiej, a ściągalność ma wynosić niemal 100 procent

Powodem zmiany jest wieloletnia niewydolność obecnego systemu. Dziś kontroler Poczty Polskiej musi uzyskać zgodę na wejście do mieszkania i wykazać, iż urządzenie odbiera sygnał, a same postępowania są czasochłonne i rzadkie. W efekcie ściągalność abonamentu nie przekracza 30 proc. W 2023 roku opłatę uiściło mniej niż 1,5 mln gospodarstw domowych, podczas gdy odbiorników w Polsce jest ponad 13 mln. Ministra kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska przyznawała, iż faktyczna dobrowolność poboru sprawiła, iż wpływy nie pokrywają kosztów utrzymania Telewizji Polskiej i Polskiego Radia.

Nowy model likwiduje ten problem u podstaw, bo przenosi pobór do administracji skarbowej. Urząd nie musi niczego udowadniać ani wchodzić do mieszkania: nalicza należność automatycznie, ma dostęp do danych podatkowych i może stosować sankcje takie same jak przy zaległościach podatkowych. W praktyce w deklaracji podatkowej pojawi się osobna pozycja, a przy rozliczeniu elektronicznym kwota opłaty znajdzie się w podsumowaniu należności do zapłaty. Formalnie ma to być opłata publiczna, a nie podatek, ale eksperci zwracają uwagę, iż konstrukcja jest podatkowa: danina jest obowiązkowa, pobiera ją fiskus i jest powiązana z systemem podatkowym. Dla płacącego różnica pozostaje więc głównie formalna.

Opłata obejmie osoby od 26. do 75. roku życia i nie będzie zależeć od posiadania telewizora

Kluczowa zmiana polega na przeniesieniu ciężaru z gospodarstwa domowego na osobę fizyczną. Obowiązek ma powstawać po ukończeniu 18 lat, ale przewidziano szerokie zwolnienia, między innymi dla uczniów i studentów do 26. roku życia oraz osób po 75. roku życia, co w praktyce zawęża krąg płacących do przedziału od 26 do 75 lat. Poza tym z opłaty mają zostać zwolnione osoby o najniższych dochodach, osoby z niepełnosprawnościami oraz bezrobotni. Wszyscy pozostali zapłacą niezależnie od tego, czy w domu stoi telewizor, radioodbiornik czy nie stoi nic.

Szacowana wysokość to około 8-9 zł miesięcznie, czyli mniej więcej 100 do 108 zł rocznie na osobę dorosłą, z coroczną waloryzacją zapisaną w założeniach. Dla porównania dzisiejszy abonament za telewizor wynosi 30,50 zł miesięcznie, czyli 366 zł rocznie, płatne z góry do 25. dnia każdego miesiąca. Nowa opłata jest więc od niego kilkukrotnie niższa, tyle iż liczona od osoby, a nie od gospodarstwa domowego, i pobierana od tych, którzy dziś nie płacą wcale. We wstępnych założeniach pojawiała się także kwestia objęcia systemem urządzeń takich jak komputery i telefony, co przy modelu niezwiązanym z odbiornikiem traci zresztą praktyczne znaczenie.

Trzy rzeczy mogą zatrzymać reformę, a ustawy wciąż nie ma w Sejmie

Podstawą jest projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji oraz niektórych innych ustaw, oznaczony numerem UC130, przygotowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Założenia opublikowano 5 grudnia 2025 r. w Wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów, sam tekst trzy dni później, a konsultacje publiczne zakończyły się 23 stycznia 2026 r. To w tym dokumencie znalazł się zapis o uchyleniu ustawy z 21 kwietnia 2005 r. o opłatach abonamentowych z dniem 1 stycznia 2027 r. Harmonogram jednak nie wytrzymał: rząd zakładał najpierw skierowanie projektu do Sejmu w lutym lub marcu, potem w drugim albo trzecim kwartale, a ministra kultury mówiła o zakończeniu prac najpóźniej do sierpnia. Sierpień się zaczyna, a projektu w Sejmie nie ma.

Pierwszą przeszkodą są pieniądze. W opinii z 29 grudnia 2025 r. Minister Finansów i Gospodarki uznał, iż w budżecie państwa do 2028 roku nie ma środków na media publiczne i konieczne jest znalezienie innego źródła dochodów. Ma to znaczenie, bo projekt przewiduje przekazywanie mediom publicznym pieniędzy bezpośrednio z budżetu, początkowo w kwocie 2,5 mld zł rocznie, a opłata audiowizualna doliczana do PIT jest w Ocenie Skutków Regulacji jednym z rozważanych wariantów zabezpieczających. Drugą przeszkodą są zastrzeżenia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która skrytykowała projekt zarówno w części dotyczącej finansowania, jak i przebudowy własnego składu.

Trzecia jest najpoważniejsza. Projekt nie dotyczy wyłącznie opłaty: przewiduje też likwidację Rady Mediów Narodowych i przywrócenie dziewięcioosobowego składu KRRiT z sześcioletnimi kadencjami. To materia ustrojowa, która wymaga podpisu prezydenta. Karol Nawrocki nie zajął oficjalnego stanowiska wobec tej ustawy. Ministra Cienkowska wyrażała nadzieję na podpis, wskazując, iż prezydent wielokrotnie mówił o normalnym funkcjonowaniu mediów publicznych, ale w doniesieniach prasowych pojawiają się nieoficjalne sygnały z Pałacu Prezydenckiego o możliwym wecie. Precedens jest znany: prezydent zawetował już kompleksową nowelizację Kodeksu postępowania karnego, a obecna większość sejmowa nie ma głosów, by weto odrzucić. Ponieważ likwidacja abonamentu siedzi w tej samej ustawie co zmiany ustrojowe, weto oznaczałoby upadek całości.

366 zł rocznie dziś, około 108 zł po zmianie, ale zapłacą też ci, którzy dziś nie płacą

Zestawienie kwot pokazuje, dlaczego reforma jest jednocześnie obniżką i podwyżką, zależnie od tego, po której stronie się dziś stoi. Gospodarstwo domowe z zarejestrowanym telewizorem płaci w tej chwili 366 zł rocznie i po zmianie zapłaci mniej więcej 108 zł od osoby dorosłej, czyli przy dwóch dorosłych około 216 zł. To realna oszczędność dla tych, którzy płacą uczciwie. Odwrotnie wygląda to dla ponad dwóch trzecich gospodarstw, które dziś nie płacą nic: dla nich zmiana oznacza wejście do systemu, z którego nie da się wyjść, bo nalicza go urząd skarbowy w rozliczeniu rocznym, a nie kontroler pukający do drzwi.

Najkosztowniejszym błędem jest natomiast uznanie, iż skoro abonament i tak znika, to od dzisiaj można przestać płacić. Stan prawny się nie zmienił: ustawa o opłatach abonamentowych obowiązuje, stawki KRRiT są wiążące, Poczta Polska przez cały czas prowadzi kontrole, a kara za używanie niezarejestrowanego odbiornika wynosi trzydziestokrotność miesięcznej stawki. Do tego likwidacja abonamentu nie umarza starych długów: zgodnie z założeniami projektu zaległości mają być egzekwowane do 31 grudnia 2028 r., czyli jeszcze przez dwa lata po planowanym zniesieniu opłaty. Osoba, która przestała płacić w 2024 roku w oczekiwaniu na reformę, wyjdzie na tym gorzej niż ta, która płaciła regularnie.

Emerytom i rencistom warto przy okazji przypomnieć o progu dochodowym zwalniającym z dzisiejszego abonamentu, który w tym roku rośnie z 4090,86 zł do 4451,78 zł brutto. Zwolnienie nie działa automatycznie, trzeba je zgłosić w placówce Poczty Polskiej wraz z dokumentem potwierdzającym wysokość świadczenia. Dopóki ustawa nie zostanie uchwalona przez Sejm i Senat oraz podpisana przez prezydenta, każda data pozostaje planem projektodawcy. Postęp prac widać w Wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów pod numerem UC130 oraz na stronie Rządowego Centrum Legislacji i to tam pojawi się informacja o przyjęciu dokumentu przez rząd.

Idź do oryginalnego materiału