Roman Giertych nasłuchał się od posłów PiS z prezesem na czele. Podczas awantury w Sejmie ktoś krzyknął choćby „Janusz bij”. Teraz mecenas brutalnie podsumował zapędy politycznych przeciwników. Wyzwiska i nawoływanie do bitki Wiele już awantur w polskim Sejmie widzieliśmy, niejedną szokującą „akcję” z udziałem posłów PiS opisywaliśmy, ale to, co w środę działo się w sali plenarnej zasługuje na miano „absolute cinema”. I serio, mamy wrażenie, iż w powietrzu czuć zapach rękoczynów. Póki co dotarliśmy do momentu, w którym nawołuje się do przemocy. Ale po kolei, bo warto uporządkować środowe starcie, w którym udział wzięli Roman Giertych i Jarosław Kaczyński. Zaczęło się od tego, iż Jarosław Kaczyński wparował na mównicę i nazwał Romana Giertycha „sadystą”. Prezes PiS obwinia mecenasa za śmierć Barbary Skrzypek i tak już pewnie zostanie. Potem głos zabrał Giertych, ale za moment u jego boku zjawił się… prezes PiS, który wtargnął na mównicę i zaczął się z mecenasem przekrzykiwać. – Zostałem nazwany sadystą przez pana Jarosława Kaczyńskiego. Jarku, siadaj spokojnie, uspokój się – rzucił w stronę lidera PiS Giertych. To mocno zdenerwowało prezesa. — Nie jestem z tobą na „ty” łobuzie! – oburzył się Kaczyński. Na mównicę wtargnęli kolejni posłowie PiS i zaczęli wyzywać Giertycha od „morderców”, a