Na Placu Piłsudskiego odbyła się kolejna miesięcznica smoleńska: aktywiści rozstawili ogromny baner, który widać choćby z daleka. Musiał go też widzieć Jarosław Kaczyński, który rano pojawił się na miejscu i przemawiał. To dlatego był tak wściekły? Miesięcznica smoleńska. Kaczyński się pieklił, aktywiści go zagłuszali Kolejny miesiąc, kolejna miesięcznica i… kolejne zamieszanie pod pomnikiem ofiar katastrofy smoleńskiej na Placu Piłsudskiego w Warszawie. W poniedziałek rano Jarosław Kaczyński i jego ekipa zjawili się na placu Piłsudskiego. Towarzyszyli mu między innymi Mariusz Błaszczak, Antoni Macierewicz, Anna Zalewska czy Marek Suski. — Ciągle to słyszymy. Słyszymy to, co miesiąc. Tego przestrzegania prawa w dalszym ciągu nie ma. Tego rodzaju demonstracje powinny być odsunięte o 100 metrów od demonstracji, którą chcą zakłócić. Prokuratura już dawno powinna wydać zakaz obecności tych ludzi, bo nieustannie obrażają i uprawiają putinowską propagandę — mówił Jarosław Kaczyński i dodawał, iż „dzisiejszy radykalny brak poparcia dla Tuska i jego rządy to zapowiedź zmiany władzy. Ta nowa władza te wszystkie sprawy załatwi”. Jarosławowi Kaczyńskiemu jak zwykle towarzyszyli też aktywiści, którzy zagłuszali jego przemówienie. Cały czas słychać było okrzyki „kłamca, kłamca”. Prezes PiS postanowił to skomentować. — Przychodzimy tu i żadne wrzaski lumpenproletariatu tego nie zmienią. Jestem pewien, iż przyjdzie dzień zwycięstwa i