
Od kilkudziesięciu lat jesteśmy świadkami jednej z najbardziej podstępnych i niszczycielskich operacji społecznych w historii Zachodu. Nie chodzi wcale o podatki, inflację czy biurokrację. Najgłębsze spustoszenie nie dokonuje się w portfelach, lecz w duszach. A przede wszystkim — w duszach kobiet.
Lewicowy marsz przez instytucje, rozpoczęty w połowie XX wieku, nie tylko rozmontował religię, szkołę i rodzinę. Przede wszystkim wygenerował kulturowy lęk przed macierzyństwem. Kobieta — niegdyś symbol życia, opieki, ciepła i przyszłości — została przekształcona w neurotyczną wersję mężczyzny: samowystarczalną, sterylną, wypaloną karierą i samotnością. Feministyczna utopia emancypacji przerodziła się w demograficzną i cywilizacyjną dystopię.
Nie przypadkiem kobiety są dziś najłatwiejszym celem propagandy. Mainstreamowe media perfekcyjnie nauczyły się, jak uruchamiać u kobiet emocjonalne reakcje, które całkowicie zawieszają zdolność logicznego rozumowania. Widać to doskonale na przykładzie ataków na wolnościowe środowiska polityczne — zwłaszcza Konfederację — gdzie każdy pretekst, od egzotycznych żartów po marginalne kazuistyki prawne, służy jednemu: oderwaniu kobiet od myślenia w kategoriach cywilizacyjnych.
Weźmy choćby temat ciąży z gwałtu. Prawdopodobieństwo zajścia w ciążę w wyniku takiego aktu jest statystycznie znikome — szacuje się, iż to mniej niż 1 przypadek na tysiące gwałtów, a same gwałty są w Polsce i tak rzadkie. A jednak wystarczy hasło: „kobieta zmuszona do rodzenia dziecka z gwałtu”, by miliony kobiet reagowały histerycznie, jakby chodziło o epidemię. To nie jest racjonalna reakcja. To efekt wieloletniego programowania strachu — strachu przed ciążą, przed dzieckiem, przed rolą matki.
A przecież z punktu widzenia biologii i zdrowia kobieta jest zaprojektowana do bycia matką. Ciąża to nie choroba, lecz naturalny stan fizjologiczny, który w wielu aspektach sprzyja zdrowiu: zmniejsza ryzyko raka piersi i jajników, reguluje gospodarkę hormonalną, a karmienie piersią poprawia metabolizm i wzmacnia więź z dzieckiem. Ciąża leczy, a nie kaleczy — to prawda, której nie usłyszysz w mediach głównego nurtu.
Co więcej, również z punktu widzenia antropologii i ewolucji kobieta nie istnieje w próżni. Człowiek jako gatunek przetrwał dzięki strukturze rodzinnej i międzypokoleniowej. Jesteśmy jedynym gatunkiem ssaków, u którego babcie pełnią realną funkcję biologiczną: wspierają wychowanie wnuków, przedłużając opiekę i transfer wiedzy. To oznacza, iż kobieta ma wpisaną w swoje istnienie rolę nie tylko matki, ale i babki, filaru społeczności. Bez tej roli kobieta nie spełnia swojej natury, a społeczeństwo się degraduje.
Dlatego marketing polityczny, który próbuje „zdobywać kobiecy elektorat” za pomocą miękkich obrazków czy uprzejmego tonu, jest skazany na porażkę. Kobiet nie da się odzyskać dla wolności bez wcześniejszego odzyskania ich dla cywilizacji. Trzeba odbudować w nich wewnętrzne przekonanie, iż ich podstawową funkcją i najwyższym powołaniem jest tworzenie życia, nie rywalizacja z mężczyznami w wyścigu szczurów.
To zadanie wymaga pokoleń i kulturowej kontrrewolucji. Trzeba zacząć od dzieciństwa — nie bez powodu w zdrowych cywilizacjach dziewczynki bawiły się lalkami, a nie robotami. Tak kształtuje się instynkt macierzyński. Trzeba tworzyć sztukę, edukację, religię i narracje, które przywrócą kobietom radość z macierzyństwa, zamiast straszyć je porodem jak egzekucją.
Bo jeśli tego nie zrobimy, jeśli nie przywrócimy kobiet cywilizacji, to nawet najczystszy libertarianizm nie ocali świata. Zostaniemy z wolnym rynkiem i pustą kołyską. Z triumfem wolności i brakiem ludzi, którzy mogliby z niej korzystać.
Cywilizacje nie giną, gdy upadają ich rządy. Giną, gdy kobiety przestają chcieć być matkami.
Grzegorz GPS Świderski
]]>https://t.me/KanalBlogeraGPS]]>
]]>https://Twitter.com/gps65]]>