Odrzucić podszepty zawodowych rewolucjonistów!

myslpolska.info 2 godzin temu

Od pewnego czasu państwa Europy Zachodniej mierzą się z falą niezadowolenia społecznego. Europa płonie ku uciesze różnorakich lewaków i anarchistów. Hiszpania, Francja, Belgia, Włochy a choćby Albania były zmuszone wysłać oddziały prewencyjne na ulice. Protesty w początkowej fazie miały w dużej mierze słuszne korzenie – był to sprzeciw wobec sztucznie napędzanej drożyźnie i bezrozumnemu zbrojeniu. Były to demonstracje wymierzone w idiotyczną politykę państw zachodnioeuropejskich, które podporządkowały się zbiurokratyzowanej i zideologizowanej Brukseli. Do słusznych protestów Europejczyków przyłączyły się jednak hordy agresywnego lewactwa, stronnicy bezrozumnej polityki migracyjnej i zamorscy beneficjenci socjalnych przywilejów na Starym Kontynencie.

Tym samym protesty, które mogły mieć korzystny kierunek zostały przekierowane przez określone siły kierownicze w stronę tępej chuligańskiej orgii. Niszczone są zabytki naszej kultury, dewastowane ulice miast, okradane sklepy i bici ludzie. Rany odnoszą broniący ładu i porządku. Nie ma większego znaczenia, iż większość protestów jest pokojowa – bo przekaz medialny zdominowało lewactwo z którym nie poradzili sobie lub nie chcieli poradzić organizatorzy protestów. Tak długo jak liderzy protestów nie poradzą sobie z bandziorami występującymi pod ich sztandarami słuszność protestów schodzi na drugi plan. Moim zdaniem tych protestów nie da się już odzyskać. Głupota lub nieumiejętność odcinania się organizatorów od licznych prowokatorów skanalizowała ten sprzeciw. Zakładając oczywiście, iż nie było on od samego początku starannie wyreżyserowany.

Europa nie potrzebuje kolejnej lewackiej rewolucji jak ta, która przeorała mentalnie nasz kontynent w 1968 roku. Dokładnie wiemy jakie tamta rewolta miała korzenie, czyje oblicze i jakie były jej długofalowe skutki. Sprzeciw wobec bruskelskich szaleństw nie powinien mieć twarzy lewackiego bandziora niszczącego elewacje wielowiekowych zabytków Starego Kontynentu. Ludzie nie mający nic wspólnego z naszą tradycją nie powinni narzucać swoich – moim zdaniem nieakceptowalnych – wzorców zachowania kulturowego Europejczykom. Bandziorów należy traktować jak bandziorów.

Jeśli politycy Europy, których krytykujemy w tym wypadku słusznie radykalnie wystąpią przeciwko antyeuropejskim barbarzyńcom to należy ich pochwalić. Wszyscy pamiętamy co Mefistofeles w „Fauście” Wolfganga von Goethego mówi głównemu bohaterowi, gdy się przedstawia – „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”. Czasem w polityce tak się zdarza, iż nasz przeciwnik lub choćby wróg czyni rzeczy dla nas korzystne. jeżeli Emmanuel Macron lub Giorgia Meloni zdławią lewacki bunt w swoich państwach skierowany nie przeciwko polityce prowojennej i antyspołecznej polityce Brukseli, a przeciwko kulturze starych państw Europy – to należy temu tylko i wyłącznie przyklasnąć. choćby lepiej, ze kasztany z ogniska są wyciągane cudzymi rękami. Warto odnotować, iż fatalna polityka dotycząca kierunku polityki Brukseli została dostrzeżona zarówno w Federacji Rosyjskiej jak i Stanach Zjednoczonych.

Oczywistością jest to, iż przywódcy dzisiejszej Europy borykają się z problemami, które sami stworzyli. Elita Europy przez długie lata lekceważyła problemy z integracją przybyszów, ich radykalizacją społeczno-religijną oraz przemocą na przedmieściach licznych metropolii. Politycy starej chadecji i socjaldemokracji ulegli podszeptom lewacko-trockistowskich szaleńców marzących o światowej ciągłej rewolucji. Wojny wszystkich ze wszystkimi, mającej rzekomo prowadzić do raju tolerancji na naszym globie. Do tego doszła wymuszona przez oderwanych od rzeczywistości liberalnych intelektualistów europejskich kretyńska poprawność polityczna i tradycja kajania się, za dawne realne lub urojone winy pradziadów. Elementami wspierającymi dzisiejszych bandziorów było również wyeliminowanie tradycji chrześcijańskiej w Europie.

Moim zdaniem za obecnymi radykalizacją protestów stoją te same siły, które pchnęły Europę w stronę szaleńczej polityki klimatycznej, migracyjnej. obyczajowej i ku konfrontacji militarnej. To te same siły, które kodują przez dziesięciolecia w społeczeństwach Europy niechęć do polityki Chin, Rosji i środowisk tradycjonalistycznych w tanach Zjednoczonych. To te same siły, które każdego stronnika państwa narodowego, tradycji i tożsamości nazywają faszystą mimo tego, iż kilka ma wspólnego z włoskim ustrojem w latach 1922-1943. Te same siły, które wszędzie węszą nacjonalizm z dziką rozkoszą usprawiedliwiają szowinizm banderowski. Pewną nowością jest tylko wykorzystanie naiwności pewnych środowisk, które same się zdefiniowały jako „antysystem”. Środowiska te stały się dzisiaj narzędziem wrogów państwa narodowego. Pamiętajmy jednak, iż w 1968 roku również wykorzystano licznych idealistów do celów odwrotnych od deklarowanych.

Mieszkańcy naszego kontynentu powinni jak najszybciej powrócić do swojej tradycji i kultury. Powinny przewektorować swoja politykę na wspieranie państwa narodowego i oparcie się o równowagę tradycyjnych sił na globie. Mieszkańcy Europy powinni wesprzeć zaś siły stawiające na pokój, suwerenizm i etnizm. Rządzący powinni wspierać mądrą polityka prosocjalną skierowaną przede wszystkim do Europejczyków. Zaś sama Europa powinna natychmiastowo skorygować swoją politykę konfrontacyjną względem Federacji Rosyjskiej, Chin i Stanów Zjednoczonych. Stawiać na dialog i pokój. Tylko to może ograniczyć działania szaleńców globalistów marzących o powstaniu totalitarnego superpaństwa pozbawionego kultury i tradycji. Tylko to może nas ochronić przed antycywilizacyjną rewoltą, zastojem gospodarczym i zderzeniem cywilizacyjnym, które może skończyć się opacią atomową. Czas powracać do normalności.

Łukasz Jastrzębski

Idź do oryginalnego materiału