Odlot ukraińskiej aktywistki. Zaatakowała polskiego medalistę za rosyjskie pochodzenie

4 godzin temu

Natalija Panczenko, samozwańcza „liderka diaspory ukraińskiej w Polsce” nie szczędziła słów krytyki wobec rosyjskiego pochodzenia panczenisty Władimira Semirunnija, który na tegorocznej olimpiadzie wywalczył srebro dla Polski. Sportowiec za decyzję o starcie w biało-czerwonych barwach, może otrzymać zakaz wjazdu do swojej ojczyzny.

Semirunnij zwrócił się w 2023 r. do Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego z prośbą o możliwość startu dla naszego kraju. Decyzją prezydenta Karola Nawrockiego, sportowcowi przyznano polskie obywatelstwo oraz możliwość startu na Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie-Cortinie 2026.

Panczenista wywalczył dla Polski srebrny medal w biegu na 10 000 m. Po zdobyciu krążka podkreślał jak bardzo ważna jest dla niego możliwość startu w biało-czerwonych barwach. „Ten medal zdobywam dla Polski. Jedyne, jak mogę podziękować Polsce, to zdobywać medale. I ja to zrobiłem. Dziękuję bardzo panu prezydentowi (…) naprawdę pomogli mi z moim celem i moim marzeniem” – podkreślał.

Semirunnij podczas ceremonii rozdania medali śpiewał Mazurka Dąbrowskiego, mówi po polsku, oraz ma polską dziewczynę. Dla niektórych jednak, decyzje i przekonania sportowca nie mają żadnego znaczenia.

Aktywistka Natalija Panczenko, która zasłynęła m.in. z gróźb ukraińskiego „powstania” w Polsce, nie może darować sportowcowi jego rosyjskiego pochodzenia. Upust swojej frustracji dała w mediach społecznościowych, gdzie oskarżyła Semirunnija o to, iż z pochodzenia jest Rosjaninem, co już samo w sobie ma być powodem do wstydu.

„W 2019 roku jedziesz na okupowany Krym. W 2023 dumnie reprezentujesz zbrodniczą Rosję. A potem nagle – pstryk – w 2025 ekspresowo dostajesz polskie obywatelstwo, żeby w 2026 pojechać na igrzyska już jako 'Polak z krwi i kości’. Zdobywasz medal i nagle wszyscy widzą tylko krążek. Jakby wcześniejsze decyzje magicznie wyparowały” – czytamy na Facebooku.

Z kolei na profilu Euromajdan-Warszawa, którego organizatorką była Panczenko, przekonywano, iż sportowiec jest w jakiś sposób współwinny napastniczej wojny na Ukrainie. „Oczywiście warto się cieszyć z medalu dla Polski. Ale nie warto udawać, iż historia nie istnieje. To Rosjanin, który jeszcze chwilę temu reprezentował kraj prowadzący brutalną wojnę. Sport nie istnieje w próżni. Flaga na kombinezonie zmienia się szybciej niż życiorys, ale życiorysu nie da się wymazać” – podsumowano.

Warto zaznaczyć, iż urodzony w 2002 r. w Jaketynburgu łyżwiarz reprezentował Rosję na mistrzostwach świata juniorów, które odbyły się jeszcze przed wybuchem wojny. Po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę zaczął szukać możliwości startu dla innej reprezentacji. Semirunnij rozważał jazdę dla Kazachstanu, ale ostatecznie, dzięki staraniom działaczy PZŁS, wybór padł na Polskę.

Za swój start dla naszej reprezentacji, sportowiec może otrzymać zakaz wjazdu do Rosji. Rosyjski minister sportu Michał Diegtiariew chce, by sportowcy, którzy urodzili się w Rosji, ale dzisiaj reprezentują inny kraj, nie mieli możliwości powrotu do kraju. – My ich tu karmimy, edukujemy, zapewniamy trenerów i zaplecze, a potem wyrzucają paszporty i wyjeżdżają – sugerował Diegtiariew.

Źródło: sport.pl / interia.pl

PR

Idź do oryginalnego materiału