Debata o deregulacji nowych technik genomowych (new genomic techniques –NGT), czyli tzw. nowych GMO wchodzi w kluczową fazę przed planowanym na maj decydującym głosowaniem plenarnym w Parlamencie Europejskim. Stawka? Nasze prawo do wiedzy o tym, co trafia na nasze talerze. Tymczasem międzynarodowa kampania społeczna „Blacked-Out Ingredients” na ostatniej prostej chce wywrócić brukselski stół, wykorzystując innowacyjne narzędzie do wysyłki e-maili do decydentów. Cel? Wspólnie z europejskimi obywatelami przekrzyczeć głos korporacji i sprawić, by głos zwykłego konsumenta był słyszalny. Czy ten „cyfrowy oręż” zdoła ochronić europejskie rolnictwo przed dyktatem korporacji?
W sercu obecnego sporu leżą NGT, które już niedługo mają być wszechobecne na talerzach w Unii Europejskiej.
Zwolennicy tych technologii przekonują, iż precyzyjna edycja genów to tylko nowoczesna i szybsza wersja tradycyjnego krzyżowania roślin, która pozwoli uodpornić uprawy na drastyczne zmiany klimatyczne. Jednak dla krytyków, w tym licznych ekspertów, organizacji społecznych, rolniczych i konsumenckich – NGT to po prostu na nowo opakowane GMO, które poprzez zmianę genów de facto pozostają sztuczną ingerencją w naturę, której skutków (zwłaszcza długofalowych) nie jesteśmy w stanie przewidzieć.
Głównym celem forsowanych w tej chwili w Brukseli przepisów jest deregulacja nasion i żywności produkowanej przy użyciu właśnie tych nowych metod. W praktyce oznaczałoby to radykalne złagodzenie dotychczasowych zasad takich jak dla dotychczasowych GMO, które już nie musiałyby być poddawane tak rygorystycznym testom pod kątem wpływu na środowisko naturalne i zdrowie ludzi, jak miało to miejsce do tej pory. Zwolennicy tego rozwiązania podkreślają, iż z technicznego punktu widzenia NGT obejmują zbiór metod takich jak ukierunkowana mutageneza czy cisgeneza (często z wykorzystaniem tzw. molekularnych nożyc CRISPR-Cas9), które pozwalają na edycję DNA bez wprowadzania obcego materiału genetycznego z innych gatunków, co było domeną transgenezy, czyli klasycznych GMO.
Unijna propozycja zakłada właśnie wyodrębnienie konkretnej kategorii roślin NGT, które zostaną zrównane w świetle prawa z odmianami hodowanymi konwencjonalnie, czyli takimi które uprawiamy od setek lat.
W ujęciu prawnym oznacza to nic innego jak wyłączenie ich spod restrykcyjnych wymagań dotychczasowej dyrektywy GMO (2001/18/WE), zwalniając tym samym producentów z obowiązku ścisłego monitorowania upraw, zapewnienia identyfikowalności w łańcuchu dostaw oraz co najważniejsze – znakowania produktów, które trafiają na półki sklepowe.
Żywność bez metryki, nasiona pod kluczem. Jak deregulacja uderzy w nasze talerze?
Jeśli proponowane prawo zostanie przyjęte w swoim obecnym kształcie, jego konsekwencje dla przeciętnego obywatela będą drastyczne. Przede wszystkim, jak już wspomnieliśmy,
nowe przepisy zniosą wymogi dotyczące znakowania wielu „nowych GMO”, co wprost odbierze konsumentom możliwość świadomego decydowania o tym, czy chcą kupować żywność modyfikowaną genetycznie, czy też nie.
To wyeliminuje nie tylko wolność wyboru, ale też kluczową ochronę dla producentów żywności i nasion wolnych od modyfikacji. Tym samym istnieje ogromne ryzyko, iż na sklepowych półkach masowo pojawią się produkty z ukrytymi składnikami NGT, o których nikt nas nie poinformuje.
Drugim, równie niebezpiecznym skutkiem deregulacji, jest monopolizacja rynku rolnego. Wszystkie nasiona poddane nowym modyfikacjom będą najpewniej opatentowane. Organizacje konsumenckie już teraz alarmują, iż
nowe prawo odda kontrolę nad nasionami (a w konsekwencji nad całą produkcją żywności) w ręce kilku gigantycznych międzynarodowych korporacji.
Konieczność corocznego zakupu drogich, opatentowanych nasion drastycznie uderzy w i tak trudną sytuację ekonomiczną europejskich rolników, zmuszając ich de facto do stosowania wielkoobszarowych, intensywnych monokultur i zwiększonego zużycia pestycydów.
Dekady oporu. Trudna historia walki o suwerenność żywnościową
Obecna batalia w Brukseli to kolejny rozdział długiej walki, którą organizacje pozarządowe toczą od wielu lat. Początki tego ruchu sięgają przełomu wieków, kiedy to pierwsza generacja roślin transgenicznych próbowała na szeroką skalę wkroczyć na europejskie rynki. W Polsce środowiska obywatelskie, w tym m.in. Instytut Spraw Obywatelskich, od ponad dwóch dekad konsekwentnie patrzą decydentom na ręce, prowadząc kampanie na rzecz utrzymania kraju wolnego od upraw GMO. Działania te nie ograniczały się jedynie do wąskich grup aktywistów, ale z czasem ewoluowały w szerokie koalicje zrzeszające społeczników, rolników, pszczelarzy, lokalnych przetwórców i coraz bardziej świadomych konsumentów, co zaowocowało między innymi symbolicznymi, ale ważnymi politycznie deklaracjami sejmików wojewódzkich o tworzeniu stref wolnych od GMO.
Piszemy o Ludziach, a nie o władzy
Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!
Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą
Historia tego oporu to też setki tysięcy zebranych podpisów pod petycjami i apelami, burzliwe debaty na sejmowych komisjach rolnictwa, protesty pod ministerstwami i mozolna edukacja społeczeństwa. Kampanie informacyjne latami uświadamiały opinii publicznej zawiłości rynku punktując na przykład legislacyjny paradoks, w którym Polska formalnie zakazuje upraw modyfikowanych, ale jednocześnie jest głęboko uzależniona od importu modyfikowanej śruty sojowej dla przemysłu paszowego.
Kiedyś głównym orężem społeczników były papierowe petycje, uliczne pikiety i bezpośredni lobbing na „krajowym podwórku”. Organizacje przez lata budowały w debacie publicznej świadomość, iż żywność to nie tylko zwykły towar handlowy. Traktowano ją jako fundament bezpieczeństwa narodowego, gwarant różnorodności biologicznej i filar lokalnej suwerenności.
Dziś jednak sytuacja uległa drastycznej zmianie.
W dobie propozycji deregulacji dotyczących nowych technik genomowych (NGT), „pole bitwy” przeniosło się na poziom zaawansowanych legislacyjnie organów Unii Europejskiej.
Ewentualne zrównanie w prawie unijnym roślin NGT z odmianami konwencjonalnymi sprawi, iż wypracowane latami krajowe mechanizmy obronne i lokalne zakazy staną się bezużyteczne w obliczu zasad tzw. jednolitego rynku wspólnotowego.
Tym samym w tym nowym układzie sił tradycyjne metody obywatelskiego nacisku przestały wystarczać. Decyzje zapadają bowiem już z dala od narodowych parlamentów, w brukselskich gabinetach, gdzie ton dyskusji nadają świetnie zorganizowane grupy interesów. Odpowiedzią na wielomilionowe budżety lobbingowe korporacji musi być innowacyjna i masowa presja cyfrowa. Społecznicy zostali zmuszeni, by odłożyć na bok megafony na rzecz klawiatur i sięgnąć po rozwiązania, które pozwolą zauważyć głos zwykłego obywatela Europy.
„Zamazane składniki”. Cyfrowy sprzeciw w twoich rękach
W odpowiedzi na nadchodzące głosowanie narodziła się ogólnoeuropejska kampania „Blacked-Out Ingredients” (pol. „Zamazane składniki”). Jej przekaz jest bardzo jasny: jeżeli informacje na opakowaniach przestaną odzwierciedlać rzeczywistość, zostaniemy całkowicie pozbawieni kontroli nad tym, co jemy. Trudno bowiem podejmować świadome decyzje, nie wiedząc, co dokładnie trafia do naszego koszyka.
Aby przełamać mur obojętności unijnych urzędników, twórcy kampanii oddadzą w ręce obywateli niezwykle proste, a zarazem potężne narzędzie do wysyłki e-maili.
Pozwoli ono w zaledwie dwie minuty wysłać wiadomość do wszystkich europarlamentarzystów reprezentujących nasz kraj, domagając się odrzucenia szkodliwej ustawy.
Cała akcja będzie opierała się na tzw. efekcie kuli śnieżnej. Organizatorzy przygotują też gotowe pakiety materiałów zachęcające do szerokiego udostępniania linków do narzędzia w mediach społecznościowych – na Instagramie, LinkedIn, Facebooku czy TikToku.
Szczególny nacisk położony zostanie na wykorzystanie komunikatorów i social mediów. dzięki funkcji transmisji i statusów (np. na WhatsAppie) użytkownicy mogą błyskawicznie zachęcać do działania całe grupy znajomych. Ba! Pomysłodawcy akcji zadbają choćby o kanały offline: lokalni sprzedawcy i rolnicy posiadający sklepy czy usługi abonamentowe będą mogli wydrukować dedykowane grafiki z kodem QR, ułatwiając klientom dołączenie do protestu wprost przy samej kasie.
Co najważniejsze dla wiarygodności akcji, narzędzie będzie chroniło przed sztucznym pompowaniem statystyk. Aby zadeklarowana wiadomość dotarła do polityków, nadawca będzie musiał potwierdzić swój adres e-mail, klikając w specjalny link weryfikacyjny, co gwarantuje, iż za każdym listem będzie stał autentyczny, zatroskany obywatel, a nie bot. Ten mechanizm da milionom Europejczyków siłę, by głośno powiedzieć wspólne „NIE” dla niechcianych nowych GMO na naszych talerzach.

Uwaga! Uwaga! To nie są ćwiczenia. Powtarzamy – to nie są ćwiczenia
Majowe głosowanie w Parlamencie Europejskim to absolutnie najważniejszy moment i ostateczny test dla naszego bezpieczeństwa żywnościowego.
Nie możemy pozwolić, aby decyzje o tym, co jemy, zapadały w zaciszu brukselskich gabinetów, pod dyktando potężnych, świetnie zorganizowanych grup interesów.
Zmiany, które mogą zostać niedługo uchwalone, zabetonują system na dekady, odbierając nam niezbywalne prawo wyboru i otwierając autostradę do patentowania nasion przez gigantów biotechnologicznych. jeżeli teraz jako konsumenci zamilkniemy, na nasze talerze po cichu trafią ukryte, nieoznakowane nowe GMO, a sprawa zostanie nieodwracalnie przesądzona.
Ale my nie zamierzamy milczeć. Skoro tradycyjne formy protestu przestały wystarczać, czas przenieść walkę na zupełnie nowy, cyfrowy poziom.
Już za kilka dni oficjalnie uruchomimy polską odsłonę narzędzia do masowej wysyłki e-maili. w tej chwili realizowane są ostatnie testy narzędzia, które lada moment oddamy w Wasze ręce. To nie będzie kolejna zwykła petycja, która utknie w urzędniczej szufladzie – to będzie prawdziwa fala uderzeniowa. W zaledwie dwie minuty każdy z Was będzie mógł wysłać unikalną, niemożliwą do zignorowania wiadomość prosto do skrzynek wszystkich europarlamentarzystów reprezentujących nasz kraj.
Bądźcie w pełnej gotowości. Czytajcie kolejne numery Tygodnika Spraw Obywatelskich, śledźcie uważnie nasze media społecznościowe, sprawdzajcie skrzynki mailowe i zarezerwujcie sobie tę dosłownie krótką chwilę na działanie w nadchodzących dniach. Gdy tylko zapalimy zielone światło i opublikujemy link, będziemy potrzebować pełnej mobilizacji. Będziemy potrzebować prawdziwego efektu kuli śnieżnej – masowego udostępniania narzędzia na WhatsAppie, Instagramie, Facebooku i w każdym innym miejscu w sieci.
Przypominamy – to nie są ćwiczenia. To decydujące starcie o nasz talerz, naszą wolność wyboru i przyszłość niezależnego rolnictwa. Zbierajcie siły – wirtualna bitwa o europejską żywność przed nami!

2 godzin temu







![Olsztyn. Mężczyzna o szybkich dłoniach poszukiwany. Chodzi o kradzież szczoteczek [WIDEO]](https://static.olsztyn.com.pl/static/articles_photos/46/46546/da905cb88a33329568871af05e774d26.jpg)






