OD WŁASNEGO PISMA DO OUTSOURCINGU. JAK GMINA GDÓW UCZYŁA SIĘ OSZCZĘDZAĆ NA INFORMACJI

gazetagdowianin.pl 1 tydzień temu
Współczesne biuletyny samorządowe bywają krytykowane za wizerunkowy ton, ale mało kto pamięta, iż pod koniec lat 90-tych XX wieku lokalne władze w gminie Gdów mierzyły się z zupełnie innym problemem – drastycznymi kosztami własnego wydawnictwa.
W lutym 2000 roku Rada i Zarząd Gminy Gdów podjęły jednomyślną decyzję o zawieszeniu wydawania dwumiesięcznika urzędowego „Wiadomości Gdowskie”. Decyzja ta nie była dziełem przypadku, ale efektem prac specjalnie powołanej komisji, która wzięła pod lupę finanse samorządowej redakcji.
Liczby nie kłamały. W pierwszym półroczu 1999 roku wydanie zaledwie trzech numerów gazety (uwzględniając etat pracownika Urzędu Gminy) pochłonęło 20 691 zł, podczas gdy dochód ze sprzedaży wyniósł zaledwie 951 zł. Koszt wyprodukowania jednego egzemplarza sięgnął aż 6580 zł. Przejście w drugim półroczu na umowy zlecenie nieco obniżyło rachunek – trzy numery kosztowały po 4087 zł każdy – ale wciąż obciążało to skromny budżet gminy.
Pod okiem ówczesnego sekretarza gminy Stanisława Florka wypracowano radykalny zwrot akcji. Zamiast utrzymywać własny aparat redakcyjny, zadecydowano o powierzeniu obsługi medialnej dwóm zewnętrznym tytułom prasy lokalnej. Plan zakładał: obniżenie kosztów o ponad 50%, zwiększenie częstotliwości publikacji z cyklu dwumiesięcznego na miesięczny oraz udostępnienie łącznie 8 stron (po 4 w każdym z dwóch miesięczników) dla komunikatów gminy za stałą kwotę 800 zł miesięcznie.
Rok 2000 w gminie Gdów upływał nie tylko pod znakiem debat nad mediami, ale i intensywnej rozbudowy infrastruktury. W tamtym okresie realizowano m.in. pierwsze najważniejsze kilometry sieci kanalizacyjnej w samym Gdowie oraz reformowano lokalną oświatę, co przyniosło gminie wymierne oszczędności rzędu kilkuset tysięcy złotych rocznie. Poszukiwanie tańszych alternatyw dla „Wiadomości Gdowskich” wpisywało się zatem w szerszy trend zaciskania pasa i racjonalizacji wydatków publicznych na przełomie wieków, zanim na polskim rynku samorządowym na dobre zagościły darmowe biuletyny wójtów i burmistrzów.
Idź do oryginalnego materiału