Kto będzie kolejnym sekretarzem generalnym ONZ i przygotuje organizację do nowych czasów?
Jedną z najbardziej widocznych dzisiaj przywar natury ludzkiej jest tendencja do przedstawiania przeszłości – zwłaszcza tej, w której miało się udział – w bardzo romantycznej formie. Ulegają temu szczególnie zachodni liberalni intelektualiści, przeżywający coś na kształt zespołu stresu pourazowego z powodu rozpadu powojennego globalnego porządku. W rezultacie wspominają to, czego byli częścią przez ostatnich kilkadziesiąt lat, zapominając rzeczy złe i wyolbrzymiając dobre. W praktyce sojusz euroatlantycki nigdy nie był ani w pełni harmonijny, ani symetryczny, ani pokojowy.
Tak samo zresztą było z porządkiem liberalnym po 1989 r., w erze spłyconej interpretacji „końca historii” Francisa Fukuyamy. W pamflecie z późnych lat 80. wbrew pozorom nie sugerował on, iż wszyscy dojdziemy do horyzontu zdarzeń, którym będzie liberalna demokracja, stawiając tym samym kropkę w ludzkich dziejach. Wręcz przeciwnie, o czym Fukuyama przypomina w wydanej niedawno autobiografii „In the Realm of the Last Man” – alarmował, iż jeżeli koniec historii nastąpi, przyniesie dekadencką i nihilistyczną nudę, która grozić będzie ujawnieniem się kolejnych destruktywnych dynamik międzyludzkich. Dlatego osoby komentujące jego „Koniec historii” zawsze trzeba pytać, czy doczytały książkę do końca.
To istotny wstęp – tłumaczy problemy ze zrozumieniem kryzysu, w którym znalazła się Organizacja Narodów Zjednoczonych. Jej kłopoty, strukturalne i polityczne, nie są żadną tajemnicą. Po powrocie Donalda Trumpa do władzy Stany Zjednoczone na dobre odwróciły się od samej idei multilateralizmu, a co za tym idzie – od zaangażowania się, także finansowego, w instytucje wielostronne. Dlatego łatwo wpaść w pułapkę poznawczą i przyjąć, iż ONZ jest w kryzysie, bo ruch MAGA odciął kroplówkę finansową i zamroził wsparcie humanitarne w postaci inicjatyw USAID. To fałszywa ocena. Każe myśleć, iż przed nadejściem Trumpa, choćby tego pierwszego, wszystko w ekosystemie ONZ działało co najmniej dobrze. A to prawdą nie jest.
Mit przeszłości
Łatwo jest podchodzić do historii ONZ romantycznie. Wspominać pierwszych, wielkich sekretarzy generalnych, którzy gasili kolejne pożary wybuchające w podzielonym na trzy części świecie. Prawda wygląda zaś tak, iż ich sprawczość zawsze była umiarkowana, chociażby z powodu ograniczonego wpływu na decyzje dwóch zimnowojennych mocarstw – USA i ZSRR. Dobrze ilustruje to wywiad, którego niedawno w podkaście Gideona Rachmana z „Financial Timesa” udzielił Thant Myint-U, wnuk U Thanta, sekretarza generalnego ONZ z lat 1961-1971. Utyskiwał on, iż dzisiaj nikt nie pamięta roli, jaką odegrał jego dziadek w deeskalacji w czasie kryzysu kubańskiego, iż wszyscy przypisują sukces prezydentowi Kennedy’emu i jego ludziom. Problem w tym, iż gdyby ONZ funkcjonowała zgodnie ze swoim założeniem i mandatem – co także nie było do końca winą U Thanta – do tego kryzysu w ogóle by nie doszło, dlatego iż USA i ZSRR powinny prowadzić dialog na forum Rady Bezpieczeństwa.
Jednocześnie nie można umniejszać wpływu ONZ na ogólny obraz ostatnich 80 lat. Organizacja powstała po to, by odebrać ludzkości możliwość wpędzenia się w kolejną wojnę światową – i na razie udało się taki stan utrzymać. Nie doszło również do konfrontacji nuklearnej, choć proliferacji broni jądrowej reżim wielostronny nie zatrzymał. Rakiet jest więcej, podobnie jak państw posiadających tę broń. Gigantyczne postępy poczyniono w kwestiach, które w Karcie Narodów Zjednoczonych były mniej uwypuklone, takich jak dostęp do edukacji, wyrównywanie szans rozwojowych chłopców i dziewczynek, zdrowie publiczne. Poza tym ONZ, z pomocą wielu różnych organizacji wywodzących się z jej ekosystemu, stała się największym na świecie zbieraczem i agregatorem danych, o czym też mówi się bardzo mało. Tymczasem o wielu rzeczach dziejących się w społeczeństwach Afryki, Azji czy Ameryki Łacińskiej wiemy dzięki temu, iż istnieje ONZ, która te społeczeństwa w różny sposób bada. Rządy tych państw mają za mało zasobów
Post Od nowa zjednoczeni pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

3 dni temu












