Od banity do barona. Robert Węgrzyn – reaktywacja

2 godzin temu

Piotr Guzik, Krzysztof Zyzik: Dopiął pan swego. W 2009 roku nie udało się stanąć u sterów Platformy, a teraz został szefem opolskiej Koalicji Obywatelskiej. Po drodze było wyrzucenie z partii, lata politycznej banicji, a potem mozolna odbudowa pozycji.

Robert Węgrzyn, nowy lider opolskiej KO: Trwało to 15 lat, od 2011 roku, kiedy usunięto mnie z Platformy. To trochę jak powrót z dalekiej podróży. Choć dla mnie on nastąpił w 2018 roku, kiedy z ostatniego miejsca na liście udało mi się zdobyć mandat radnego sejmiku województwa opolskiego. Wtedy z podobnej pozycji kandydował też Tadeusz Jarmuziewicz, były poseł Platformy, a w tej chwili senator. Jemu się nie udało, mnie odwrotnie.

– Jak to z tym usunięciem z Platformy było? Faktycznie powodem był żołnierski żart o gejach i lesbijkach, nagrany przypadkiem na sejmowym korytarzu?

– Ten żart był niepotrzebny, a ja ze sto razy za niego przepraszałem. Ale nie wyleciałem tylko z tego powodu. Ta sprawa miała drugie, a choćby trzecie dno. Szczegółów nie mogę ujawnić. Powiem tylko, iż był to element różnego splotu okoliczności w jednym czasie. Kartka z moim nazwiskiem wisiała w reżyserce TVN przez tydzień z prostą instrukcją: „Grzać do oporu”.

– Pańscy koledzy opowiadają, iż gdy na szczycie partii trwała dyskusja nad tym, jak ukarać jednego z baronów KO za niewłaściwe zachowanie, to pan został wskazany przez premiera Tuska jako przykład osoby, której „partyjny wpiernicz” akurat dobrze zrobił.

– Te słowa padły w mojej obecności, podczas grudniowego zarządu krajowego partii. „Czasami wyrzucenie komuś dobrze robi. Najlepszym przykładem jest Robert, siedzący tutaj z podniesioną głową razem z nami przy tym stole” – tak powiedział premier.

– Docenił lojalność?

– Myślę, iż zdecydowanie mi to pomogło, iż pomimo usunięcia z partii pozostałem lojalny. Nigdzie się nie odgrywałem, nie prałem brudów. Platforma była moją pierwszą formacją. Tak jest do tej pory, nigdy nie miałem zamiaru współpracować z żadną inną. Z tego, co wiem, Donald Tusk takie osoby niezwykle ceni.

– Wyrzucenie z partii to był mocny cios?

– Los banity nigdy nie jest łatwy. Wchodząc do Sejmu w 2007 roku prowadziłem działalność gospodarczą. gwałtownie znalazłem się w składzie jednej z trzech komisji śledczych. A prowadzący biznesy usłyszeli, iż mają wybór: albo polityka, albo dalsza działalność. Wybrałem politykę.

Robert Węgrzyn, nowy szef opolskiej KO: Dla mnie największym narkotykiem jest sprawczość.

Po usunięciu z partii i utracie poselskiego mandatu w 2011 roku nie miałem gdzie wracać. W regionie rządziła Platforma. Samorządowcy bali się ze mną współpracować. Słyszałem choćby na korytarzach, jak szepczą na mój widok „O! Trędowaty idzie”.

– Co pan robił podczas banicji?

– Wróciłem do biznesu. Zbudowałem nową działalność gospodarczą od podstaw, przekazując ją mojej żonie, kiedy wszedłem do zarządu województwa. Nawiasem mówiąc, moja małżonka radzi sobie z biznesem lepiej ode mnie. Spełniłem też swoje marzenie i ukończyłem czteroletnie studia doktoranckie uwieńczone obroną doktoratu.

– Nie na Collegium Humanum?

– Nie, na Uniwersytecie Jagiellońskim. (śmiech)

– W 2023 roku, przed wyborami parlamentarnymi, był pan radnym wojewódzkim i sekretarzem Platformy w regionie. Szykował się pan do startu do Sejmu…

– Ba, wydrukowałem banery, a część z nich zdążyłem choćby rozwiesić.

– A potem okazało się, iż wyparował pan z listy do Sejmu…

– Do tej pory nie do końca wiadomo, komu można przypisać to, iż z niej wyleciałem.

– Podobno wpływowe kobiety w otoczeniu premiera. Miał pan dostać po kilkunastu latach jeszcze za knajacki żart.

– No tak, ale z drugiej strony słyszałem, iż około dwóch tygodni po wyborach z 15 października, podczas spotkania w wąskim gronie kierowniczym, ze strony premiera padło pytanie: „Czy Robert wszedł do Sejmu?”. Odpowiedziała mu grobowa cisza. Donald Tusk ponowił pytanie. przez cały czas cisza. Z tego wynika, iż nie wiedział, iż zniknąłem z sejmowej listy. Ale, jak wspomniałem, do tej pory nie wiadomo ostatecznie jak to się stało i chyba już nie ma sensu tego drążyć.

– Po wygranej obozu demokratycznego w ostatnich wyborach pana nazwisko przewijało się w kontekście osób do objęcia funkcji wojewody.

– Takie przekazy faktycznie się pojawiły. Dzieje się tak, gdy ktoś chce przetestować reakcje na dane nazwisko. Albo by spalić kandydata w czasie, gdy realizowane są ustalenia. Z mojej perspektywy też już nie ma co tego roztrząsać. W ostatecznym rozrachunku wszystko dobrze się ułożyło.

– W 2023 nie udało się panu zostać wojewodą. Teraz drugie podejście?

– Krótko przed wyborami w KO pojawiły się pogłoski, iż w razie wygranej będę zabiegał o tę funkcję. Nie ma w tym źdźbła prawdy. Podkreślam, iż wybór na szefa partii w regionie nie rodzi też żadnych reperkusji w zarządzie województwa. Nie zmienia też nic w kwestii moich relacji z wojewodą Moniką Jurek czy marszałkiem Szymonem Ogłazą.

– Te głosy są reakcją na fakt, iż marszałek Szymon Ogłaza i wojewoda Monika Jurek mają wyższą urzędowo pozycję od pana, choć został pan właśnie ich partyjnym szefem.

– Jedno z drugim się nie gryzie. W partii jesteśmy partnerami. Każdy z nas pełni dość wysokie stanowisko urzędnicze. Zaś moje obowiązki jako szefa KO na Opolszczyźnie są nakierowane przede wszystkim na organizację roboty partyjnej. Na tej niwie to cel priorytetowy, aby organizacyjnie i personalnie przygotować partię do wyborów parlamentarnych i samorządowych. jeżeli przyjdzie nam podejmować jakieś decyzje, to będziemy to robić kolegialnie. To nowoczesny sposób zarządzania, a nie autorytarne rządy, jak ma to miejsce w PiS.

– Przy wszystkich różnicach, KO też jest partią wodzowską.

– Nie podpiszę się pod teorią, iż partia jest formacją wielu liderów. Lider jest jeden. Natomiast to, iż ów lider konsultuje swoje decyzje w gronie najbliższych współpracowników z zarządu, jest oczywiste. Po to one są, by sięgać po opinie tych ludzi.

– A po co w ogóle był panu ten cały start w wyborach szefa partii?

– Myślę, iż moja historia sprzed 15 lat miała tu znaczenie. W ten sposób pokazałem nie tylko koleżankom i kolegom z partii, ale i mieszkańcom województwa, iż choćby jak się popełni błąd, przy odpowiedniej postawie i mocnej determinacji można z tego wyjść. Choć droga ku temu jest długa. Podobnie z powrotem do samej partii, on też jest dłuższy i trudniejszy niż wstępowanie do niej po raz pierwszy. I to nie było dla mnie aż tak oczywiste, jak może się wydawać. Robiłem to z pewnymi oporami.

– Ale jednak nie na tyle dużymi, by sobie ten powrót odpuścić. Polityka aż tak uzależnia?

– Dla mnie największym narkotykiem jest sprawczość. Sytuacja, gdy podejmowane decyzje mają realny wpływ na rzeczywistość. Przykładem nasza wspólna, historyczna decyzja o zakupie nowoczesnego taboru kolejowego. Nie jest zresztą tak, iż ten ruch ma samych zwolenników. Krytycy twierdzą, iż ponosimy zbyt duże nakłady na kolej. Uważam jednak, iż warto to zrobić. Ten tabor będzie służyć mieszkańcom przez wiele, wiele lat.

– Czekaliśmy, kiedy w tej rozmowie pojawi się transport kolejowy…

– To faktycznie mój konik (śmiech). Sprawny i nowoczesny transport publiczny – nie tylko kolejowy, ale i autobusowy – to jeden z kluczy do tego, aby zatrzymać młodych ludzi w regionie. Dla pokolenia Z liczy się mobilność i możliwość podróżowania w komfortowych warunkach, z dostępem do internetu. Oni żyją inaczej niż pokolenie ich rodziców. Bez tego wewnętrznego ciśnienia, jakie my mieliśmy, by jak najszybciej kupić własne auto, jak najszybciej wziąć wielki kredyt na zakup mieszkania czy budowę domu. Sprawny transport zbiorowy to oczywiście tylko jedna ze składowych. Bo liczy się też dostęp do opieki zdrowotnej, żłobków i przedszkoli, czy całego wachlarza usług publicznych.

– Młodzi, poza tym, iż nie chcą aż tak ciężko jak rodzice zasuwać i żyć na kredyt, mają jeszcze jedną cechę. Światopoglądowo skręcają na prawo. Jak KO chce ich do siebie przekonać?

– Na przykład odwrócić relacje pomiędzy wyborcami, a przedstawicielami partii w terenie. Musimy wsłuchać się w to, co mieszkańcy mają nam do powiedzenia. Krytykę przyjmować z pokorą i wyciągać wnioski. A także lepiej komunikować to, co dla nich robimy. Dlatego w kampanii mówiłem, iż z polityką musimy zejść dwa poziomy niżej. Na poziom gmin i sołectw. Bo cóż z tego, iż podczas wyborów prezydenckich Rafał Trzaskowski wygrał w skali województwa z Karolem Nawrockim, jeżeli na ten wynik w dużej mierze zapracowały duże ośrodki miejskie? Analizowałem to, na wsiach wygrywał kandydat popierany przez PiS. Na tym poziomie musimy być zdecydowanie bardziej aktywni.

– Tylko jak, skoro choćby w dużych opolskich powiatach macie tylu członków, iż weszliby do jednego autobusu.

– To jest problem. Dlatego jako nowy lider stawiam przed szefami powiatów dwa zadania. Pierwsze, to zrobienie porządku z „martwymi duszami”. To ludzie, którzy przed laty zapisywali się do partii, ale nie płacą składek i nie przejawiają jakiejkolwiek aktywności. Takich osób w naszych szeregach nie potrzebujemy.

– A drugi cel?

– Nie powinno być tak, iż w Kędzierzynie-Koźlu, drugim największym mieście województwa opolskiego, KO liczy 34 aktywne osoby. Będę oczekiwał większej aktywności w terenie i zapraszania do współpracy nowych osób do partii. Chcę ją też otworzyć dla tych, którzy z niej kiedyś odeszli.

– Kogoś pan ma na myśli?

– Na przykład Andrzeja Kopcia radnego w Kędzierzynie-Koźlu. Człowieka niezwykle doświadczonego, który przez lata był z nami. Szkoda, iż nie ma go w partii.

– Przejdźmy do Opola, bo to tutaj jest największa struktura partii w województwie i tu wynik wyborów był „na żyletki”. Władzę zdołał utrzymać dotychczasowy wicemarszałek Zbigniew Kubalańca.

– Przemysław Pospieszyński przegrał z nim o włos, dziewięcioma głosami. Uważam, iż uzyskany wynik daje mu solidny, polityczny mandat, by mieć wpływ na to, co dzieje się w mieście. Nie wyobrażam sobie odsunięcia go na bok. Oczekuję dalszej współpracy pomiędzy nim a Zbigniewem Kubalańcą.

– Ale jeszcze zanim kampania rozkręciła się na dobre, środowisko wicemarszałka w radzie Opola pozbawiło Przemysława Pospieszyńskiego funkcji przewodniczącego klubu. W kuluarach było też słychać, iż jeżeli dotychczasowy szef KO w stolicy regionu zachowa władzę, to możliwe są dalsze ruchy wymierzone w osoby, które postawiły na pana. Na przykład wycofanie rekomendacji dla Barbary Kamińskiej do bycia przewodniczącą rady miasta.

– Władze powiatowe w KO mają dość dużą autonomię. Zasadniczo nie będę ingerował w ich decyzje. Chyba, iż nastąpi ruch, który wystawi wizerunek formacji na szwank. A o czymś takim mówilibyśmy, gdyby partia sama zawnioskowała i głosowała za odwołaniem swojej przewodniczącej. Powiem wprost: nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Szczególnie, iż po wyborach musimy być jak monolit. Na szeregu frontów. I jednym z nich jest kwestia renegocjacji umowy koalicyjnej, jaką mamy w Opolu z prezydentem Arkadiuszem Wiśniewskim.

– Dlaczego?

– jeżeli mamy być partnerami, a nie kwiatkami do kożucha, to nasi radni nie mogą tylko podnosić rąk za uchwałami pana prezydenta. Musimy mieć większy wpływ na decyzje, także poprzez wprowadzenie swojego wiceprezydenta. Bo strona wykonawcza jest równie ważna jak uchwałodawcza. To nie jest zbyt śmiały postulat zważywszy na fakt, iż klub KO jest liczniejszy od klubu prezydenta Opola.

– Macie już kandydata?

– Na razie bez nazwisk, choć na pewno jest kilka osób, które widziałbym w roli wiceprezydenta Opola z naszego nadania.

– Czy wśród nich jest Przemysław Pospieszyński?

– Nie odpowiem na to pytanie. Z prostych powodów. Rekomendacja będzie pochodzić od ciał statutowych. A te po wyborach jeszcze się nie ukonstytuowały.

– Zakładamy, iż plan jest taki, by wiceprezydent Opola z nadania KO mógłby być potem waszym kandydatem na prezydenta w wyborach samorządowych w 2029 roku. Szczególnie, gdy nie uda wam się znieść dwukadencyjności i Arkadiusz Wiśniewski nie będzie mógł się ubiegać o reelekcję.

– Musimy być gotowi na wystawienie własnego człowieka. Nie możemy sobie pozwolić na to, by najbliższe lata przespać i na ostatniej prostej znaleźć się bez swojego przedstawiciela w walce o fotel prezydenta stolicy regionu.

– Skąd my to znamy. Przespaliście temat w 2018 roku, kiedy na kilka miesięcy przed wyborami pojawił się dość zaskakujący kandydat, prof. Kazimierz Ożóg, który chwilę później zrezygnował, a dziurę zgodziła się łatać Barbara Kamińska.

– Należy się jej za to polityczny Oscar, ponieważ ona wiedziała, iż idzie na ścięcie. Na dodatek robiła to za własne pieniądze. Podobna sytuacja już się nie może powtórzyć. Dlatego już teraz deklaruję, iż na wybory w 2029 roku wystawimy własnego kandydata na prezydenta Opola. Zrobimy jednak coś, co robią już praktycznie wszyscy, a czego my jeszcze nie robiliśmy. Przeprowadzimy dogłębne badania wśród mieszkańców, sprawdzimy ich oczekiwania i preferencje. Na tej podstawie wyłonimy osobę, która będzie miała największe szanse na wygranie walki o schedę po Arkadiuszu Wiśniewskim.

– A jeżeli dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast będzie cofnięta, to rozważycie poparcie dla Arkadiusza Wiśniewskiego, jak w ostatnich wyborach?

– Nie wierzę, by udało się znieść dwukadencyjność. W tej kwestii nie ma choćby porozumienia w samej koalicji. Ale choćby jeżeli taki projekt przeszedłby przez Sejm i Senat, to ustawę musi jeszcze podpisać prezydent Karol Nawrocki, który wiele razy powtarzał, iż tego nie zrobi. Wprowadzenie dwukadencyjności to był przecież projekt PiS. Zatem musimy mieć swojego kandydata na prezydenta Opola.

Nowy lider opolskiej KO Robert Węgrzyn w otoczeniu popierających go działaczy – fot. PIG

– W partyjnych wyborach zdobył pan blisko 70 proc. głosów. To daje mocny mandat do realizacji planów. Ale w kampanii próbowano pana spozycjonować jako kontynuatora kursu Andrzeja Buły, co miało panu zaszkodzić.

– jeżeli chodzi o utrzymanie wyników, to w tej kwestii na pewno zamierzam iść w ślady Andrzeja Buły. Za jego kierownictwa notowaliśmy tu dobre wyniki. Aby je utrzymać, a choćby poprawić, potrzebujemy zmian, o których już zdążyłem powiedzieć. Czyli więcej aktywności, pracy u podstaw i wsłuchiwania się w głos mieszkańców.

– A może też mniej wpadek, w tym mniej przypadków nadużywania stanowisk. Po latach złodziejstwa i kolesiostwa władzy PiS, było wielkie społeczne oczekiwanie na całkiem nowy styl sprawowania polityki. Nie tylko na górze, także w powiatach.

– Ci którzy mnie znają wiedzą, iż w tych sprawach jestem pryncypialny i nie zadrży mi ręka, jeżeli z powodów niejasności finansowych będę musiał podejmować trudne, a choćby bardzo trudne decyzje. Pamiętamy jak w naszym regionie kończyły się rządy SLD.

– W wyborach niemal wszyscy wasi kandydaci deklarowali przyspieszenie rozliczania PiS. Jak to się ma do faktu, iż wyborcy widzą nierzadko w terenie dokładnie coś odwrotnego – choćby przypadki zblatowania działaczy KO z PiS. I to już od pierwszych dni po wyborach z 15 października 2023 roku, kiedy to szefowie powiatu krapkowickiego, którzy dość spektakularnie promowali Marcina Ociepę z PiS, paradowali po Sejmie z plakietkami z logo Koalicji Obywatelskiej…

– Ta ostatnia kwestia to był bardzo duży zgrzyt. Sprawa była badana i ustaliliśmy, iż przepustki wystawił im klub parlamentarny KO. Resztę proszę sobie dopowiedzieć… Zaś odpowiadając na meritum pytania, stawiam sprawę jasno: nie może być żadnej współpracy z PiS. Żadnej. Ani politycznej, ani zawodowej.

– Mamy przez to rozumieć, iż szykują się zmiany na przykład w powiecie nyskim, gdzie starostą jest Daniel Palimąka, szef tamtejszej KO, a dyrektorem podległego mu szpitala radny wojewódzki Artur Kamiński, wieloletni działacz PiS i świeżo powołany doradca prezydenta Karola Nawrockiego?

– Będziemy dążyć do przecięcia takich relacji. Powód jest prosty: ludzie się w tym gubią. Słyszą deklaracje o rozliczeniach, a potem co innego widzą na swoim podwórku. I mogą odnieść wrażenie, iż to, co mówią nasi liderzy, w tym premier Donald Tusk, to tylko taki polityczny teatrzyk.

– A jeżeli to przecinanie relacji się nie uda?

– Mam świadomość, iż sukces będzie miał wielu ojców, zaś porażką będę obarczony ja, jako lider partii w regionie. Nie tylko na tym polu, ale i szeregu innych. Zamierzam jednak tak dobrać sobie współpracowników, abyśmy skutecznie realizowali cele. Biorę za skład zarządu regionu pełną odpowiedzialność. Ale też członkostwo w zarządzie będzie zobowiązywać. jeżeli ktoś nie będzie się wywiązywać z powierzonych obowiązków w sposób zadowalający, to nie dotrwa w zarządzie do końca kadencji. Wybory parlamentarne w 2027 roku są zbyt ważne. Brak pełnej mobilizacji i zaangażowania po prostu nie wchodzi w grę.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału