Ociepa odkrył, iż szpitale nie mają kolorów politycznych. Szkoda, iż dopiero teraz

opowiecie.info 1 godzina temu

Osiem lat rządów PiS nie wystarczyło, żeby uzdrowić polską ochronę zdrowia. Kolejki do specjalistów rosły, szpitale popadały w finansowe tarapaty, a pacjenci coraz częściej musieli szukać pomocy poza swoim regionem. Dziś poseł Marcin Ociepa, przy politycznym wsparciu Wioletty Porowskiej, organizuje w Opolu „okrągły stół” i przekonuje, iż ochrona zdrowia powinna być ponad podziałami. Piękna deklaracja. Szkoda tylko, iż tak późna.

Przyznam, iż już pierwsze zdjęcia z opolskiego „okrągłego stołu” poświęconego ochronie zdrowia wywołały u mnie głęboki niesmak. Marcin Ociepa w roli gospodarza, Wioletta Porowska u jego boku, a wszystko pod hasłem troski o pacjentów i przyszłość opolskich szpitali. Oczywiście, każdy poseł ma prawo interesować się ochroną zdrowia. Ma choćby taki obowiązek. Problem zaczyna się wtedy, gdy polityk formacji, która przez osiem lat odpowiadała za państwo, występuje nagle w roli bezstronnego arbitra i człowieka, który właśnie odkrył potrzebę naprawiania systemu. Ociepa przekonuje, iż poseł ziemi opolskiej powinien stanąć ponad podziałami. Chce rozmawiać, godzić zwaśnione strony, bronić pacjentów i pracowników. Zapewnia, iż szpital nie ma kolorów politycznych.

Bardzo słusznie, panie pośle. Tylko gdzie był pan z tą mądrością przez poprzednie osiem lat?

Przecież Marcin Ociepa nie był wówczas przypadkowym obserwatorem polskiej polityki. Był wiceministrem w rządach Zjednoczonej Prawicy. Wioletta Porowska była posłanką PiS, a wcześniej wicewojewodą opolskim. Oboje mieli polityczne możliwości zabiegania o rozwiązania systemowe. Nie twierdzę, iż osobiście odpowiadają za wszystkie zaniedbania ochrony zdrowia. Ale trudno też udawać, iż nie mieli nic wspólnego z obozem władzy, który przez osiem lat zarządzał państwem.

A przez te lata problemy nie znikały. Rosły kolejki, narastało zadłużenie wielu szpitali, pogłębiał się niedobór specjalistów. Wydawano coraz większe pieniądze, ale nie powstał system, który zapewniałby wszystkim pacjentom odpowiednio szybki dostęp do leczenia. I teraz politycy tego samego obozu przychodzą z pomysłem, żeby usiąść przy stole i zastanowić się, jak to wszystko naprawić.

Można zapytać: dlaczego dopiero teraz?

Okrągły stół, ale kto ustawia krzesła?

Sam pomysł rozmowy nie jest zły. Przeciwnie. O przyszłości szpitali trzeba rozmawiać z lekarzami, pielęgniarkami, związkowcami, dyrektorami placówek i samorządowcami. Trzeba odpowiadać na trudne pytania, a nie obrażać się na tych, którzy je zadają. Tyle iż takie rozmowy już się toczą. Zarząd województwa prowadzi analizy, spotyka się z przedstawicielami placówek i rozważa różne warianty konsolidacji.

Tymczasem Ociepa ogłasza własny „okrągły stół”, nazywając go pierwszym spotkaniem na neutralnym gruncie.

Neutralnym?

Spotkanie zorganizowane z inicjatywy polityka PiS, z udziałem jego politycznych współpracowników, może być pożyteczną debatą. Ale przedstawianie go jako przedsięwzięcia pozbawionego politycznego kontekstu wymaga już sporej wyrozumiałości. Nie wiem, czy chodzi przede wszystkim o pomoc w rozwiązaniu problemu, czy o przejęcie politycznej inicjatywy przed decyzją sejmiku. Tego nie sposób rozstrzygnąć na podstawie samych deklaracji.

Wiem natomiast, iż politycy opozycji otrzymali znakomitą okazję do pokazania się jako obrońcy pracowników i pacjentów. A przy okazji do postawienia władz województwa w roli tych, którzy muszą się tłumaczyć.

Związkowcy mają prawo pytać. Politycy powinni pamiętać

Nie zamierzam lekceważyć obaw pracowników Klinicznego Centrum Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii. Pytania o gwarancje zatrudnienia, fundusz socjalny, warunki pracy i przyszłość certyfikatu jakości są całkowicie uzasadnione. o ile połączenie placówek ma nastąpić, pracownicy powinni wiedzieć, jakie będą jego konsekwencje. Zresztą samorząd pielęgniarek i położnych zwrócił uwagę, iż zbyt późno został włączony do rozmów. Trudno nie przyznać mu racji. Przy tak poważnych zmianach nie można pomijać grupy zawodowej, która stanowi fundament funkcjonowania szpitala.

Nie oznacza to jednak, iż każda obawa jest dowodem na szkodliwość konsolidacji.

Weźmy sprawę certyfikatu jakości. Związkowcy alarmują, iż jego utrata mogłaby oznaczać zmniejszenie przychodów o około 71 tys. zł miesięcznie. To poważna kwota, wymagająca wyjaśnienia. Tyle iż przez cały czas nie ma ostatecznej odpowiedzi, czy w konkretnym przypadku planowanego połączenia szpital rzeczywiście utraci akredytację. Samorząd województwa zamierza wystąpić o precyzyjną interpretację. Nie można więc przedstawiać ryzyka jako przesądzonej straty.

I jeszcze jedno. Szpitale, o których mowa, nie są bankrutami wymagającymi natychmiastowego ratunku. To dobrze funkcjonujące placówki. Konsolidacja ma służyć przyszłości, a nie likwidowaniu obecnego zadłużenia. Można się z takim pomysłem nie zgadzać. Ale warto przynajmniej uczciwie przedstawić jego cel.

Jedenaście tysięcy dzieci. O tym warto rozmawiać

W całej tej dyskusji pojawiła się liczba, która powinna zainteresować nas znacznie bardziej niż polityczne deklaracje. Według danych NFZ przywołanych podczas spotkania około 11 tysięcy dzieci korzysta z leczenia poza województwem opolskim. W regionie brakuje między innymi dziecięcej kardiologii, nefrologii i odpowiednio rozwiniętej rehabilitacji.

Jedenaście tysięcy.

Za tą liczbą są rodzice organizujący wyjazdy, biorący urlopy, ponoszący koszty podróży. Są dzieci, które zamiast otrzymać specjalistyczną pomoc blisko domu, muszą jechać do innych województw. Właśnie dlatego samorząd województwa chce stworzyć Centrum Pediatrii. Rozważane połączenie Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego ze szpitalem przy Reymonta ma otworzyć drogę do pozyskania około 70 mln zł na tę inwestycję.

To nie oznacza, iż konsolidacja automatycznie rozwiąże wszystkie problemy. Trzeba jeszcze udowodnić, iż przyjęty model będzie korzystny dla pacjentów i nie zniszczy tego, co dobrze funkcjonuje. Ale odrzucanie zmian bez rzetelnego rozważenia ich konsekwencji również byłoby nieodpowiedzialne.

Zuzanna Donath-Kasiura powiedziała podczas spotkania rzecz, z którą trudno polemizować: – o ile my sobie sami tego w naszym województwie nie poukładamy, nikt za nas tego nie zrobi.

I to jest chyba najważniejszy argument za poważną rozmową o przyszłości regionalnej ochrony zdrowia.

A może trochę odpowiedzialności za własne osiem lat?

Najbardziej irytuje mnie w tej historii nie sam „okrągły stół”, ale polityczna amnezja jego organizatorów. Marcin Ociepa chce dziś zakończyć rywalizację między szpitalami powiatowymi. Zauważa, iż konkurują one o pacjentów, kontrakty NFZ i lekarzy. Postuluje stworzenie wspólnego organu prowadzącego. To są konkretne propozycje. Warto je analizować. Ale przecież konkurencja między szpitalami nie zaczęła się wczoraj. Niedobór lekarzy również nie pojawił się po zmianie rządu. Problemy z finansowaniem ochrony zdrowia nie są odkryciem października 2026 roku. Skoro Ociepa dostrzega je dzisiaj tak wyraźnie, to dlaczego jego obóz polityczny nie rozwiązał ich, kiedy miał do dyspozycji rząd, większość parlamentarną i osiem lat?

Nie oczekuję od posła, iż przestanie zajmować się ochroną zdrowia tylko dlatego, iż jego partia przegrała wybory. Oczekuję natomiast odrobiny konsekwencji i pamięci. Bo odpowiedzialność polityczna nie kończy się w dniu utraty władzy.

Pacjent nie potrzebuje kolejnego politycznego widowiska

Przed opolskim sejmikiem ważna decyzja. Wciąż pozostają pytania o zatrudnienie, akredytację, finansowanie i organizację opieki. Należy na nie odpowiedzieć przed ewentualnym połączeniem placówek. o ile „okrągły stół” Ociepy pomoże te kwestie wyjaśnić, będzie to jego rzeczywisty sukces. I nie zamierzam mu tego sukcesu odmawiać tylko dlatego, iż jest politykiem PiS.

Ale jeżeli okaże się przede wszystkim sposobem na podgrzewanie konfliktu i zdobywanie politycznych punktów, będzie to kolejny przykład wykorzystywania problemów ochrony zdrowia do partyjnej walki. A na to pacjenci naprawdę nie zasługują.

Marcin Ociepa przekonuje dziś, iż szpital nie ma kolorów politycznych. Zgadzam się. Szkoda tylko, iż przypomniał sobie o tym dopiero wtedy, gdy jego partia przestała rządzić.

Bo szpitale rzeczywiście nie mają kolorów politycznych. Ale politycy mają polityczne życiorysy. I nie można ich wymazać, organizując jeden okrągły stół.

Fot. Roman Kolek

Idź do oryginalnego materiału