Ocean wszedł na ulice USA. Rekordowe przypływy zalewają oba wybrzeża

1 godzina temu
Zdjęcie: przypływy


Mieszkańcy południowej Kalifornii przemierzają ulice swoich miast w kajakach i na paddleboardach. Morska woda wdziera się do budynków również na Florydzie oraz w Karolinie Północnej i Karolinie Południowej. Paradoksalnie nie jest to skutek burzy, ale tzw. king tides. Jak powstają rekordowe przypływy, które pod koniec października 2026 r. zalały wschodnie i zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych?

King tides, czyli astronomiczne anomalia

Oceanami na całym świecie rządzą dobrze znane nauce zjawiska pływów, które są skutkiem przyciągania grawitacyjnego Księżyca i Słońca oraz ruchu Ziemi. Ich wysokość i częstotliwość zależą od kształtu wybrzeża, głębokości morza, ukształtowania dna i warunków atmosferycznych. Raz na jakiś czas wszystkie te czynniki nakładają się na siebie i możemy wtedy obserwować wyjątkowo silne przypływy, które określane są mianem king tides.

W fakcie pojawiania się silniejszych przypływów w czasie pełni lub nowiu nie ma nic nieoczekiwanego ani nienaturalnego, a mimo to październikowy wzrost poziomu morza zaskoczył mieszkańców czterech przybrzeżnych stanów USA. Jak tłumaczą naukowcy, źródłem niszczycielskiego fenomenu było nałożenie się na siebie efektów kilku niesprzyjających czynników.

El Niño znów przypomina o swojej sile

Rekordowe przypływy są pochodną stale rosnącego poziomu mórz, wynikającego zarówno z faktu topnienia lodowców, jak i zwiększania się objętości wody wraz ze wzrostem temperatury. To jednak nie wszystko. Sytuację na zachodnim wybrzeżu USA dodatkowo komplikuje super El Niño, które nie tylko podgrzewa wodę Pacyfiku, ale również wpływa na jej cyrkulację. W rezultacie wody przybywa właśnie wzdłuż wybrzeża, co prowadzi do zalewania ulic okolicznych miast.

Eksperci z NOAA wyjaśniają, iż wpływ na obecną sytuację w USA mają również fale Kelvina, czyli wyjątkowo rozległe fale oceaniczne, które przesuwają się wzdłuż równika oraz wybrzeży obu Ameryk. Okresowo potrafią one podnosić poziom wody na zachodnim wybrzeżu choćby o 15–30 cm.

Przypływy, które przejdą do historii

Dramatyczne zalania w USA są wynikiem nieszczęśliwej kumulacji zdarzeń astronomicznych i meteorologicznych, ale nie da się zignorować faktu, iż wzrost średniego poziomu morza grozi powtarzaniem się takich zjawisk w nieodległej przyszłości.

O skali problemu donoszą amerykańskie media: w San Pedro przypływ wyniósł 8 stóp, czyli ponad 2,4 m, najwięcej w historii lokalnych pomiarów, a w północnej Kalifornii przewyższył poziom wody obserwowany w okresie normalnego przypływu o prawie 60 cm. Rekordy padły również w Santa Barbara, San Diego i La Jolla, a na Florydzie odnotowano nie tylko absolutne maksimum king tide, ale także trzeci najwyższy poziom wody w ostatnich trzech dekadach.

Niestety, prognozy na przyszłość nie są optymistyczne. NOAA przewiduje, iż południowo-zachodnie wybrzeże USA w okresie 2026/27 może doświadczyć 3–6 dni zalewania podczas wysokich przypływów, a w południowo-wschodniej części kraju prawdopodobne jest pobicie rekordu liczby dni z zalewaniem przy wysokim stanie morza.

Wysokie przypływy stają się poważnym zagrożeniem dla infrastruktury przybrzeżnych miast, zwiększając ryzyko wystąpienia cofki w kanalizacji deszczowej, zalewania ulic i podtapiania budynków. Skutki tego zjawiska dotyczą również środowiska naturalnego – przypływy powodują erozję plaż, a wdzierająca się na ląd woda morska zwiększa zasolenie gleb i przybrzeżnych zbiorników słodkowodnych. Poniekąd jest to ponury wgląd w przyszłość, która czeka wiele światowych wybrzeży w nadchodzących dekadach.

Idź do oryginalnego materiału