Obrazy ze Lwowa mogą nie wrócić na Ukrainę. Spadkobiercy Lubomirskich idą do sądu

dzienniknarodowy.pl 6 godzin temu
Zdjęcie: Obrazy ze Lwowa mogą nie wrócić na Ukrainę. Spadkobiercy Lubomirskich idą do sądu


Spadkobiercy Andrzeja Lubomirskiego złożyli w słupskim Sądzie Okręgowym wniosek o zabezpieczenie dwóch obrazów ze zbiorów lwowskich, które od początku wojny są prezentowane w Muzeum Pomorza Środkowego. Rodzina chce, by dzieła zostały w Polsce i nie wróciły na Ukrainę po zakończeniu działań wojennych. Pełnomocnik spadkobierców zapewnia, iż nie chodzi o prywatne przejęcie kolekcji.

Dwa portrety w centrum sporu

W sercu sprawy stoją dwa dzieła prezentowane na słupskiej wystawie. Pierwsze to „Portret Roksolany”, olej nieznanego autora datowany na XVI wiek. Drugie to „Portret młodzieńca” pędzla Alojzego Rejchana z 1850 roku. Wartość obu płócien oszacowano według doniesień na około 150 tysięcy złotych, choć ich znaczenie dla historii kolekcji lwowskiej trudno wyrazić w pieniądzach. Oba trafiły nad Bałtyk jako część zbiorów ewakuowanych po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji, gdy ratowano je przed skutkami ostrzału. Dziś to właśnie one, a nie cała wielka kolekcja, stały się przedmiotem precedensowego postępowania.

Jak lwowskie zbiory znalazły się nad Bałtykiem

Obrazy pokazano na ekspozycji „Kresy Europy – ze skarbca Lwowskiego Muzeum Historycznego”, którą otwarto 10 czerwca i która potrwa do 18 października. Na wystawę złożyło się ponad sześćset eksponatów: zabytki archeologiczne, numizmaty, ordery oraz portrety związane z dawną Rzeczpospolitą. Kolekcję prezentowano wcześniej w Lublinie i we Wrocławiu, a jesienią ma trafić do Warszawy. Muzealnicy przypominają, jak ważnym ośrodkiem był Lwów dla polskiej kultury, nauki i pamięci narodowej. Depozyt miał być gestem opieki nad zagrożonym dziedzictwem, a stał się zarzewiem sporu o własność.

Roszczenie spadkobierców

Wniosek o zabezpieczenie złożył pełnomocnik spadkobierców, mecenas Maciej Obrębski. Jego celem jest zakaz wywozu dzieł z kraju do czasu rozstrzygnięcia sporu o ich własność. Przed wojną obrazy należały do Ordynacji Przeworskiej Andrzeja Lubomirskiego, a historycznie wiązały się z dawnym Muzeum Lubomirskich we Lwowie oraz z Ossolineum. Pełnomocnik podkreśla, iż rodzinie nie chodzi o przejęcie zbiorów przez osoby prywatne, ale o pozostawienie ich w polskiej instytucji kultury, na przykład w tworzonym we Wrocławiu Muzeum Książąt Lubomirskich. Taki obrót sprawy przenosi wieloletni spór o kresowe dziedzictwo z debaty publicznej na salę sądową. Rodzina Lubomirskich od lat zabiega o zwrot rozproszonych zbiorów dawnej ordynacji.

Stanowisko strony lwowskiej

Lwowskie muzeum stoi na stanowisku, iż dzieła należą do ukraińskiego zasobu państwowego, a do Polski przyjechały wyłącznie na czas wojny, by uchronić je przed zniszczeniem. W tym ujęciu polska instytucja jest jedynie depozytariuszem, który ma obowiązek zwrócić powierzone obiekty. Strona ukraińska ostrzega, iż próba zatrzymania dzieł podważa zaufanie, na którym opiera się ratowanie zabytków w czasie wojny. Spór tym samym wykracza poza dwa płótna i dotyka reguł, według których sąsiedzi powierzają sobie skarby kultury. Kijów podkreśla, iż po wojnie wszystkie powierzone obiekty mają wrócić na Ukrainę.

Depozyt, który stał się próbą

Sprawa dotyka więc czegoś więcej niż dwóch obrazów. Pokazuje, jak trudno rozdzielić opiekę nad zagrożonym dziedzictwem od pytania o jego prawowitego właściciela, zwłaszcza gdy w grę wchodzi pamięć o utraconych Kresach. Sąd w Słupsku będzie musiał rozważyć zarówno dokumenty własnościowe, jak i szerszy kontekst historyczny, którego nie da się zamknąć w aktach. Niezależnie od wyroku, gest solidarności pomyślany jako schronienie dla sztuki zamienił się w test tego, komu naprawdę należy dawna kolekcja lwowska. Rozstrzygnięcie może wpłynąć na losy innych dzieł powierzonych Polsce w czasie wojny.

Źródło: Kresy.pl

Idź do oryginalnego materiału