Od połowy czerwca mieszkańcy obwodu penzeńskiego w Rosji zgłaszają obławy na mężczyzn, przymuszanie ich do podpisywania kontraktów wojskowych oraz wywożenie na front. 26 i 27 sierpnia rosyjska policja zaprzeczyła udziałowi w tym procederze. Doniesienia pokazują rosnący koszt wojny Putina i ryzyko dalszej mobilizacji przeciw Ukrainie.
Mieszkańcy mówią o zatrzymaniach i przymusie
Relacje o obławach napływają z Penzy, Kamienki, Kuźniecka, Baszmakowa i innych miejscowości obwodu penzeńskiego. Według mieszkańców oraz niezależnych rosyjskich mediów mężczyzn zatrzymują na ulicach, w domach i pod pretekstem wizyty w urzędzie. Następnie mają być przewożeni do punktów werbunkowych i zmuszani do podpisania kontraktu z rosyjskim Ministerstwem Obrony.
Niezależny portal IStories opisał 21 sierpnia relacje mieszkańców regionu. Wynika z nich, iż w akcjach mieli uczestniczyć policjanci, funkcjonariusze Rosgwardii, pracownicy komisariatów wojskowych oraz ludzie w cywilnych ubraniach. Część rodzin próbowała blokować pojazdy i nagrywać zatrzymania. W Baszmakowie mieszkańcy utworzyli grupę ostrzegającą przed pojawieniem się domniemanych werbowników. Liczyła ona ponad 300 osób.
To są poważne oskarżenia, ale wymagają jasnego zastrzeżenia. Relacje pochodzą od mieszkańców, ich rodzin i mediów działających poza kontrolą Kremla. Nie wszystkie przypadki można niezależnie potwierdzić, a rosyjskie władze stanowczo zaprzeczają prowadzeniu przymusowego naboru.
Policja zaprzecza, ale przyznaje, iż trwa sprawdzanie
Regionalne MSW oświadczyło 26 sierpnia, iż policjanci nie wożą zatrzymanych do komisariatów wojskowych. Według tej wersji funkcjonariusze wykonują zwykłe czynności wobec osób podejrzewanych o naruszenie prawa, a mieszkańcy utrudniają legalne zatrzymania. Urząd zaznaczył zarazem, iż sprawdzane są przypadki ludzi, którzy mogli podszywać się pod policjantów.
Nowa fala doniesień pojawiła się po relacji matki 33-letniego mieszkańca osiedla Zaria. Kobieta twierdzi, iż jej syn zniknął 19 sierpnia w pobliżu sklepu, a trzy dni później znalazł się w Doniecku. Według niej nie planował zawarcia kontraktu wojskowego. Policja nie potwierdziła jej wersji.
Ten spór ma znaczenie większe niż jeden rosyjski region. Kreml chce uzupełniać wojsko bez ogłaszania powszechnej mobilizacji, która mogłaby uderzyć w społeczne poczucie bezpieczeństwa w dużych miastach. Ostrzeżenia przed kolejną rosyjską mobilizacją należy więc traktować jako sygnał możliwości, a nie dowód przesądzonej decyzji.
Wojna wraca do rosyjskich domów
Obławy opisane w Penzie pokazują system, który potrzebuje kolejnych ludzi do prowadzenia agresji na Ukrainę, ale obawia się powiedzieć obywatelom wprost, jak wysoka jest cena tej polityki. Przymus, groźby i niejawne metody, jeżeli relacje mieszkańców zostaną potwierdzone, byłyby świadectwem słabości modelu opartego na pozornej dobrowolności. Nie oznacza to jednak rychłego załamania rosyjskiej armii. Państwo autorytarne potrafi długo przerzucać koszty wojny na prowincję.
Dla Polski płynie z tego trzeźwa lekcja. Rosja może mieć problemy z naborem, a zarazem pozostawać zdolna do prowadzenia wojny i działań pod progiem otwartego konfliktu. Werbowanie wykonawców do sabotażu w Europie jest drugą stroną tej samej polityki: Kreml szuka tanich narzędzi nacisku i chroni własne centrum przed kosztami.
Polska odpowiedź nie może opierać się na nadziei, iż rosyjskie kłopoty rozwiążą problem za nas. Potrzebujemy silnej armii, odpornego państwa i twardej ochrony wschodniej flanki. Opór mieszkańców Penzy pokazuje pęknięcie w rosyjskim systemie. Naszym obowiązkiem jest dopilnować, by to pęknięcie nie przesłoniło realnego zagrożenia dla Polaków.
Źródło: Interia Wydarzenia, IStories, regionalne MSW obwodu penzeńskiego
Źródło: Interia Wydarzenia








