Obecny stan stosunków Japonii z Chinami i Rosją

wiernipolsce1.wordpress.com 2 godzin temu

Wprawdzie niektórzy „filozofujący programiści” i „lokalni analitycy” na portalu Neon24 uważają, iż nie ma sensu zajmować się niczym więcej poza tym z czym obywatel styka się na co dzień w autobusie, sklepie i na poczcie. Najważniejsze jest rozważanie, czy jest dobre zaopatrzenie w „Biedronce”, czy „pani od polskiego jest stosownie ubrana”, albo czy „wójt w gminie jest skorumpowany ?”. Zajmowanie się sprawami „na które nie mamy realnego wpływu” nie powinno zaprzątać głowy współczesnego Polaka, gdyż to nie jest na jego gojowska głowę. Przypomina to myślenie o wiedzy matematycznej w kategoriach przedwojennej szkoły czteroklasowej, a w tej chwili podstawowej. Po co Polakowi wiedza większa niż umiejętność przyciskania klawiatury telefona z cyframi od 0 do 9 oraz znajomość swojego PIN-u?! To tylko niepotrzebne rozproszenie i zawracanie sobie głowy. Dla chętnych i …upartych jest oczywiście proponowane „pole działania”, śledzenie „twichy”, uprawianie tzw. „filozofii dnia codziennego”, dzielenie włosa na czworo oraz intelektualne „kanibalizowanie poglądów innych osób”.

My, na WPS1 jesteśmy jednak ludźmi „starego pokolenia”, którzy interesują się nie nie tylko „moją chatą z kraja”. Z tych powodów publikujemy między innymi teksty takie jak ten niżej, dotyczący Dalekiego Wschodu. choćby wtedy jeżeli jego autorzy, to nie są bohaterowie „z naszej politycznej bajki”.

PZ

Powrót do lat 30. XX wieku. Czy Japonii grozi odrodzenie militaryzmu?

Zwiększone wydatki Japonii na obronę wynikają ( zdaniem Japonii-PZ) nie z ambicji, ale z konieczności. Kraj stoi w obliczu najniebezpieczniejszego środowiska w polityki zagranicznej od czasów II wojny światowej. Rosja, Chiny i Korea Północna znajdują się w pobliżu: trzy autorytarne mocarstwa nuklearne, które coraz bardziej koordynują swoje działania.

Federacja Rosyjska dodała Fundację Carnegie na rzecz Międzynarodowego Pokoju do swojej listy „niepożądanych organizacji”. jeżeli mieszkasz w Rosji, prosimy o nieudostępnianie linku do tego artykułu.

W Japonii odbędą się przedterminowe wybory parlamentarne 8 lutego. Decyzję o ich przeprowadzeniu podjęła premier Sanae Takaichi (*), która objęła urząd dopiero niedawno – w październiku 2025 roku. Jej kalkulacja jest prosta: chce wykorzystać swoją popularność wśród wyborców po pierwszych miesiącach urzędowania, aby zapewnić sobie większość w parlamencie i wdrożyć reformy.

Plan prawdopodobnie się powiedzie. Pod koniec stycznia wskaźnik poparcia dla rządu przekroczył 60%, co oznacza, iż ​​rządząca Liberalno-Demokratyczna Partia (LDP), wraz z koalicyjnym partnerem, Japońską Partią Innowacji, prawdopodobnie nie tylko utrzyma, ale także wzmocni swoją pozycję w parlamencie.

Nie wszyscy jednak są zadowoleni z tego scenariusza: wielu, zarówno w kraju, jak i za granicą, postrzega konserwatywną Takaichi jako zagrożenie dla japońskiej demokracji i stabilności regionalnej. Jest ona oskarżana o apologetykę imperialnej przeszłości i ryzyko powrotu Japonii do lat 30. XX wieku poprzez swoją jastrzębią politykę zagraniczną.

Jednym z krytyków jest rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. 20 stycznia wyraził zaniepokojenie „niezdrowymi trendami” w japońskiej polityce i możliwym „powrotem do militaryzacji społeczeństwa”. Ławrow oskarżył rząd Takaichi o zamiar przepisania pacyfistycznej konstytucji kraju, zwiększenia ofensywnych zdolności militarnych, a choćby „zmiany statusu kraju nieposiadającego broni jądrowej”.

Ławrow potępił również japońską działalność militarną, która prowadzi wspólne ćwiczenia z NATO „w pobliżu granic Rosji”. Minister był szczególnie oburzony gotowością Tokio do zezwolenia Stanom Zjednoczonym na rozmieszczenie w Japonii rakiet średniego zasięgu typu Typhon bazowania lądowego.

Pekin przyjął podobną retorykę, krytykując Sanae Takaichi jako wojującą-reakcjonistkę. W listopadzie 2025 roku stwierdziła ona, iż ​​użycie siły przez Chiny wobec Tajwanu można uznać za „sytuację zagrażającą przetrwaniu” Japonii, co sugeruje możliwość użycia Japońskich Sił Samoobrony.

W odpowiedzi „Dziennik Ludowy”( „Żenmin żypao”-PZ), główna gazeta Komunistycznej Partii Chin, oskarżył Tokio o ingerencję w wewnętrzne sprawy Chin. Gazeta stwierdziła, iż ​​Takaichi „próbuje usprawiedliwić japońską ekspansję militarną i wysyła niebezpieczny sygnał, wskazując na możliwe odrodzenie się tendencji militarystycznych”.

Krytyka Takaichi pojawiła się również w Japonii. Główna krytyka dotyczy jej inicjatyw uchwalenia ustaw o szpiegostwie i agentach zagranicznych, a także utworzenia krajowej agencji wywiadowczej. Mizuho Fukushima, lider opozycyjnej Socjaldemokratycznej Partii Japonii, nazwał te plany krokami w kierunku „ społeczeństwa totalnej inwigilacji” i „przygotowaniami do wojny”.

Czy zatem prawdopodobna reelekcja Takaichi doprowadzi do podważenia japońskiej demokracji i agresywnej polityki zagranicznej? I czy jej kurs stanowi zagrożenie dla rosyjskiego Dalekiego Wschodu i spornych Południowych Wysp Kurylskich?

Odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi: nie. Chociaż Takaichi rzeczywiście przyspieszyła plany podwojenia japońskiego budżetu obronnego, plan zakłada jedynie sprowadzenie tych wydatków do 2% PKB kraju. W dzisiejszych realiach jest to poziom znacznie skromniejszy w porównaniu ze zobowiązaniami państw NATO do wydatkowania 3,5% do 2035 roku, nie wspominając o 7,3% Rosji.

Nie wspominając już o tym, iż dziwnie jest słyszeć oskarżenia o militaryzm z ust kraju, który rozpętał wojnę, w której zginęły setki tysięcy ludzi. Co więcej, oskarżenia te są kierowane pod adresem kraju, którego Siły Samoobrony, od momentu ich powstania w 1954 roku, nigdy nie brały udziału w walkach, w których zginęło wielu ludzi.

Zwiększone wydatki Japonii na obronę wynikają nie z ambicji, ale z konieczności. Kraj ten stoi w tej chwili w obliczu najniebezpieczniejszego środowiska polityki zagranicznej od czasów II wojny światowej. Musi stawić czoła Rosji, Chinom i Korei Północnej: trzem autorytarnym mocarstwom nuklearnym, które coraz bardziej koordynują swoje działania.

Współpraca wojskowa między Rosją a Koreą Północną wzmaga obawy japońskich przywódców. Pod koniec stycznia minister obrony Shinjiro Koizumi zaapelował o zrozumienie, iż Japonia jest jednym z celów ewentualnego „wykorzystania przez Koreę Północną nowego doświadczenia bojowego i technologii” zdobytego dzięki udziałowi w wojnie z Ukrainą.

Regularne rosyjskie prowokacje wojskowe dodatkowo nasilają napięcie: ostatnia miała miejsce 21 stycznia, kiedy dwa bombowce strategiczne Tu-95MS zbliżyły się do japońskiej przestrzeni powietrznej, zmuszając Siły Samoobrony do poderwania myśliwców. W tych okolicznościach odmowa wzmocnienia obrony nie jest gestem pokojowym, ale karygodnym zaniedbaniem.

Co więcej, oświadczenia Ławrowa dotyczące intencji Japonii, nie uwzględniającej swojego niejądrowego statusu są mylące.

Takaichi nie porzuciła zasady „nieposiadania ani nieprodukowania broni jądrowej”. Dyskutowana jest jedynie hipotetyczna możliwość rozmieszczenia amerykańskiej broni jądrowej na terytorium Japonii w razie kryzysu.

Decyzja jeszcze nie zapadła. Tymczasem Stany Zjednoczone od dawna gwarantują Japonii obronę dzięki odstraszania nuklearnego, więc potencjalne zmiany są znacznie mniej radykalne, niż próbują przedstawiać krytycy rządu Takaichi.

Wreszcie, zamiar rewizji artykułu 9 japońskiej konstytucji nie jest niczym nowym: LDP zabiega o to od momentu swojego powstania w 1955 roku. Artykuł zabrania Japonii posiadania „sił lądowych, morskich i powietrznych, a także innych środków prowadzenia wojny”, ale de facto wszystkie te środki od dawna istnieją w Siłach Samoobrony. Dlatego też nowelizacja ustawy nie stanowiłaby kroku w kierunku agresji, a jedynie prawnie skodyfikowałaby długoletnie realia.

Plany wzmocnienia ochrony przed zagranicznym szpiegostwem również nie wydają się radykalne. Japonia jest jednym z niewielu państw rozwiniętych, w których wciąż brakuje wyraźnego prawnego zakazu szpiegostwa. To, w połączeniu ze słabym kontrwywiadem, czyni ten kraj rajem dla szpiegów. Moskwa aktywnie wykorzystywała słabości Japonii choćby w czasach ZSRR. Na przykład, donoszono, iż w latach 70. XX wieku zwerbowała choćby japońskiego ministra.

Rekrutacja trwa do dziś. 20 stycznia tokijska policja ogłosiła, iż ​​zidentyfikowała podejrzanego agenta SWR ( Służby Wywiadu Rosji -PZ). Wcześniej, pracując pod przykrywką w rosyjskiej misji handlowej, z powodzeniem zwerbował japońskiego pracownika firmy inżynieryjnej. Z powodu braku przepisów antyszpiegowskich, obu osobom postawiono jedynie zarzut naruszenia przepisów o nieuczciwej konkurencji.

Pomimo tych i innych nieprzyjaznych działań Rosji, nie doszło do wzajemnej wrogości ze strony japońskiego rządu. Wizy turystyczne są przez cały czas dostępne dla Rosjan, a liczba rosyjskich wyjazdów do Japonii w 2025 roku ma pobić rekord. Znaczący jest również fakt, iż Festiwal Kultury Rosyjskiej odbędzie się ponownie w Japonii w 2026 roku.

Sanae Takaichi nie prowadzi Japonii w stronę militaryzmu: jedynie wdraża zaległe reformy, aby dostosować kraj do pogarszającej się sytuacji międzynarodowej. A jeżeli rosyjskie władze chcą autentycznego przykładu militaryzacji społeczeństwa, mogą go poszukać u siebie.

za: Назад в 1930-е. Угрожает ли Японии возрождение милитаризма

(wybór i tłum. PZ)


(*)

Sanae Takaichi (jap. 高市 早苗 Takaichi Sanae; ur. 7 marca 1961 w Narze) – japońska polityk. Przewodnicząca Partii Liberalno-Demokratycznej. Od 21 października 2025 roku premier Japonii. Jest pierwszą kobietą pełniącą urząd premiera w historii kraju.

Członkini Izby Reprezentantów Japonii w latach 1993–2003 oraz ponownie od 2005 roku. Minister w pierwszym i drugim rządzie Shinzō Abe oraz w rządzie Fumio Kishidy[1].

więcej: Sanae Takaichi

Patrz także:

Wybory w Japonii. Czy nacjonalistka Sanae Takaichi utrzyma władzę?

Idź do oryginalnego materiału