Obajtek i Nisztor wciąż nietykalni? Prokuratura nie działa, Tusk wprowadzany w błąd

1 dzień temu

W cieniu skandali i afer, gdy opinia publiczna domaga się sprawiedliwości, Daniel Obajtek i Piotr Nisztor wciąż pozostają nietykalni. Mimo twardych dowodów, nagrań, fałszywych zeznań i potencjalnego szantażu na najwyższych szczeblach władzy – prokuratura zdaje się nie zauważać tego, co dla wszystkich obywatela staje się coraz bardziej oczywiste: ktoś bardzo wpływowy trzyma nad nimi parasol ochronny.

Rok milczenia w sprawie, która powinna trwać miesiąc

Daniel Obajtek i Piotr Nisztor zeznawali przed sądem w pewnej sprawie. Obaj twierdzili przed sądem, iż ich relacja była czysto służbowa, a Nisztor nigdy nie zabiegał o pracę dla swojej rodziny w Orlenie. Problem w tym, że… istnieje nagranie, na którym Piotr Nisztor robi dokładnie to – prosi Obajtka o zatrudnienie ojca i żony. Dowód koronny? Taśma z 2018 roku opublikowana przez Onet.



Chcesz czytać więcej wewnętrznych informacji ze świata polityki i mediów? Prosimy o obserwowanie naszego profilu na Facebooku oraz na Twitterze. Proszę o lajkowanie i podawanie dalej naszych wpisów - w ten sposób możemy zrobić dla Ciebie więcej.


Do prokuratury trafiło więc zawiadomienie o przestępstwie Nisztora i Obajtka ale nic się w tej sprawie nie dzieje. Dlaczego? Część prokuratury liczy na to, iż sprawa się przeleży, iż nikt nie będzie się nią interesował i iż za jakiś czas do władzy wróci PiS to wtedy sprawę się umorzy.

W sprawie wprowadzany jest w błąd premier Donald Tusk, którego zapewniono, iż sprawa idzie adekwatnym trybem. A nie idzie wcale.

Hak na Morawieckiego, czyli jak Obajtek chciał „wziąć premiera na smycz”

Co ciekawe, z ujawnionych materiałów wynika, iż Obajtek nie dał rodzinie Nisztora pracy za darmo. W zamian za zatrudnienie bliskich, zażądał od dziennikarza haków na ówczesnego premiera – Mateusza Morawieckiego. Miało to nie być do publikacji, ale „do wzięcia za mordę”, jak sugerował sam Obajtek.

Tu nie mówimy już o kolesiostwie czy nepotyzmie. To już strefa szantażu. Gra, w której taśmy są orężem, a lojalność wobec partii – warunkiem bezkarności.

Nisztor – dziennikarz, informator, funkcjonariusz?

Kim adekwatnie jest Piotr Nisztor? Dziennikarzem? Tajnym współpracownikiem CBA? Operatorem kombinacji operacyjnych wymierzonych w przeciwników politycznych?

W jednej ze spraw sądowych potwierdzono, iż był on współpracownikiem służb. W innych – iż otrzymuje wciąż materiały z prokuratury i CBA, które wykorzystuje przeciwko niewygodnym osobom. W międzyczasie szczuje media na przeciwników politycznych, publikuje teksty w „Gazecie Polskiej” i pełni rolę tuby propagandowej partii rządzącej w czasach PiS.

Policjanci ranni przez ujawnienie tożsamości agenta

To jednak nie koniec. Gdy Nisztor zdekonspirował Tomasza Szwejgierta – byłego współpracownika CBA – doprowadził do sytuacji, w której trzech policjantów zostało rannych podczas akcji zatrzymania niebezpiecznego bandyty. Dlaczego? Bo Nisztor ujawnił pseudonim operacyjny Szwejgierta i detale operacji „Kąck”. Efekt? Dekonspiracja jednej z najważniejszych akcji policji przeciwko przestępstwom.

Złota zasada PiS – dowody z przestępstwa też się przydadzą

Władza przygotowała się zawczasu. Jeszcze za rządów PiS przyjęto zasadę, iż dowody zdobyte w sposób nielegalny – np. podsłuchy, Pegasus, nielegalne nagrania – mogą być wykorzystywane w procesach. Oficjalnie: dla dobra państwa. W praktyce – by mieć haki na każdego. Dla Obajtka, Kamińskiego czy Wąsika to był prezent od losu. A raczej od Jarosława Kaczyńskiego.

Prokuratorzy ślepi i głusi

Dlaczego więc nie ma zarzutów? Dlaczego nie ma aktu oskarżenia? Dlaczego nikt nie analizuje taśm, które są w prokuraturze od miesięcy? Dlaczego nikt nie przesłuchuje Marka Falenty – głównego bohatera afery taśmowej – który publicznie mówił o swoich kontaktach z Jarosławem Kaczyńskim?

Odpowiedź jest prosta. Ochrona. Parasol. I strach, iż jak pociągnie się za jedną nitkę – rozleci się cała sieć.

Idź do oryginalnego materiału