Obajtek: Zatrudniałem znajomych, ale tylko takich z kompetencjami
Daniel Obajtek udzielił wywiadu Pawłowi Figurskiemu z portalu Zero.pl. Jedno z pytań dotyczyło zatrudnienia w państwowych spółkach Zofii Paryły, byłej księgowej Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Pcimiu, która została szefową Lotosu oraz Elżbiety Bugaj, żony byłego wspólnika Obajtka, która otrzymała stanowisko prezeski m.in. Energi Obrót. Dziennikarz dopytywał byłego prezesa Orlenu o to, czy "śledzi ich kariery" i czy w jego słowniku "są takie słowa jak 'nepotyzm' i 'kumoterstwo'". - Tak. Bo ja czasami stosuję nepotyzm i kumoterstwo. Zdziwiłem pana? - odparł Obajtek. - Nie będę się tego wypierał. Jako prezes odpowiadałem za funkcjonowanie firmy i miałem prawo dobrać ludzi. Takich, do których mam zaufanie. Teraz też tak działam i podejrzewam, iż nie tylko ja. I może pan to nazwać nepotyzmem czy kumoterstwem, ale to po prostu kwestia chęci pracy z tymi, co do których kompetencji ma się przekonanie - dodał.
REKLAMA
Przekonywał, iż "woli zatrudnić kogoś, kogo zna od 30 lat i uważa za wybitnego fachowca niż kogoś zupełnie nieznanego". - Pewnie tym się różnię od innych polityków, iż mówię to wprost. Oni zatrudniają po znajomości, ale udają, iż tak nie jest. A ja przyznaję, iż zatrudniałem znajomych. Ale tylko takich z wysokimi kompetencjami zawodowymi i wymaganymi uprawnieniami - powiedział. Zapewniał także, iż osoby, które zatrudniał, były chwalone. - Wspomniana przez pana Elżbieta Bugaj była oceniana jako jedna z moich najlepszych współpracowniczek. Przyszła zresztą z prywatnego biznesu - przekonywał.
Obajtek starł się z dziennikarzem. "Miał pan manię prześladowczą na moim punkcie"
Paweł Figurski poruszył także temat tekstów, które pisał o Orlenie i jego prezesie dla "Gazety Wyborczej". Chodzi m.in. o artykuł, w którym, razem z Jarosławem Sidorowiczem, ujawnił słynne taśmy. Nagrania wskazywały, iż Obajtek, jako wójt Pcimia, miał "z tylnego siedzenia" kierować konkurencyjną firmą (TT Plast), chociaż jako samorządowiec nie mógł tego robić. - Myli się pan. Te taśmy były bardzo mocno poklejone, poprzecinane. Skontaktowałem się zresztą z człowiekiem, który mnie nagrywał. Potwierdził, iż te taśmy zostały zmanipulowane. choćby pan nie wie, jak on mnie wtedy przepraszał! Fakty są takie, iż nie prowadziłem działalności gospodarczej. A iż doradzałem komuś, kogo znam? To przecież nie jest żadna zbrodnia - stwierdził Obajtek w rozmowie z Zero.pl.
Dziennikarz dopytywał także o inne fragmenty ujawnionych taśm. - Poważny wywiad, poważny portal, a pan mnie pyta o rzeczy sprzed 20 lat? Po co wyciąga pan tak mało istotne kwestie? Umówiłem się z panem na poważną rozmowę, a pan żyje przeszłością bez znaczenia - odpowiedział były prezes Orlenu. - Powiem panu jedno: pan ma kompleks - dodał. Dopytywany o to, o jaki "kompleks" chodzi, odparł: - Taki, iż mnie pan nie ubił. - Jak czytałem wasze teksty w "Gazecie Wyborczej", to widać było na kilometr, iż chcecie mnie zniszczyć. Politycznie, medialnie. I gdyby w Polsce była realna odpowiedzialność za słowo, miałby pan wielkie problemy, związane z odszkodowaniami. Gdybyśmy żyli w USA, "Wyborcza" po pana tekstach byłaby bankrutem - powiedział. Na początku wywiadu przyznał, iż "nie przepadał" za Figurskim. -Pan przecież miał manię prześladowczą na moim punkcie - stwierdził.
Zobacz wideo Jak zwindykować uzębienie Obajtka? Pytamy polityków w Sejmie
Do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Danielowi Obajtkowi
W grudniu ubiegłego roku Prokuratura Regionalna w Warszawie skierowała do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia akt oskarżenia przeciwko byłemu prezesowi Orlenu Danielowi Obajtkowi, byłemu Dyrektorowi Biura Kontroli i Bezpieczeństwa w Orlenie Zbigniewowi L. oraz właścicielowi firmy detektywistycznej Wojciechowi K. Chodzi o zawarcie przez Orlen umów na usługi detektywistyczne. Polityk został oskarżony o nadużycie uprawnień i wykorzystanie zależności służbowej, aby polecić Zbigniewowi L. zawarcie dwóch umów z Wojciechem K. na łączną kwotę prawie 400 tys. zł. Według prokuratury umowy zawarto bez przeprowadzenia postępowania przetargowego. "W rzeczywistości, jak ustaliła prokuratura, umowy te służyły realizacji prywatnych interesów Daniela Obajtka i nie miały znaczenia ekonomicznego ani związku z bezpieczeństwem fizycznym czy gospodarczym spółki" - przekazano w komunikacie prokuratury. Zdaniem śledczych faktycznym celem tych umów było gromadzenie informacji, dotyczących stanu majątkowego i życia prywatnego polityków ówczesnej opozycji parlamentarnej. Prokuratura uważa, iż Obajtek swoim działaniem wyrządził spółce Orlen S.A. szkodę majątkową w łącznej kwocie 393 600 złotych. Obajtkowi może grozić do pięciu lat pozbawienia wolności.
Przeczytaj także: W Warszawie spotkanie władz PiS, a Morawiecki na Podkarpaciu. Znamy kulisy. "To już wojna"
Źródła:Zero.pl, "Gazeta Wyborcza", Prokuratura Regionalna w Warszawie

1 dzień temu











