O niematematycznym zerze / Hardy

publixo.com 1 godzina temu

Twardym szeryfem siebie nazywał,
„Wy miękiszony! – innych tak zwał.
Pewny, iż nikt go nigdy nie ruszy,
publiczną forsę trwonił, gdzie chciał.

Jednak spadł z konia – wynik wyborów.
Pycha zniknęła, uśmiech też spełzł.
Gdy pod nogami grunt zaczął parzyć,
spieprzył na Węgry, w trwodze na fest.

Tak to pis-twardziel, mocarny w gębie,
tchórzem podszyty okazał się.
Z polską Temidą nie chciał mieć styku,
by za przestępstwa nie siedzieć, więc

„na Węgrzech Orban mi gwarantuje
spokojne życie, już troski precz!”.
Wszystko do czasu. Tenże nie przetrwał,
w ichnich wyborach spadł z konia też.

„Gdzie nam się podziać?! O my, nieszczęśni! –
wraz z kumplem wyje. – „Czas pryskać gdzieś!
Rosja? Białoruś? Przyjmą nas chyba.
Nasze zasługi… Putin je chce”.
***
To kwestia czasu. Cierpliwość cnotą.
„Temida czeka, by zważyć cię.
Nie rycz na próżno. Wrócisz do Polski,
tu cię przyjmiemy… i cela też”.
Idź do oryginalnego materiału