Nowy, drakoński, 12 proc. podatek dla Polaków. Lewica wychodzi z nowym pomysłem. Miliony Polaków mogą łapać się za portfele

1 godzina temu

Niektórzy pracownicy mieliby więcej pieniędzy w portfelu. Emeryci i renciści ze świadczeniem do 2 500 zł płaciliby zero. Ale kto zarabia powyżej pewnego progu zapłaciłby znacznie więcej. Lewica chce wprowadzić nowy podatek, który dotknalby blisko 4 mln Polaków.

Fot. Shutterstock

Nowa Lewica 24 lutego przedstawiła rządowi gotowy projekt likwidacji składki zdrowotnej i zastąpienia jej nowym podatkiem. NFZ zyskałby choćby 30 mld zł rocznie. Minister Domański już skomentował pomysł mówiąc, iż nie jest to projekt całego rządu, ale Nowej Lewicy.

9 proc. składki wylatuje, wchodzi 12 proc. podatek – i to dla korporacji też

Projekt Nowej Lewicy zakłada całkowite zniesienie składki zdrowotnej i zastąpienie jej 12-procentowym podatkiem zdrowotnym, naliczanym od podstawy opodatkowania PIT i CIT. To kluczowa różnica w porównaniu z obecnym systemem – firmy płacące dziś tylko CIT w ogóle nie odprowadzają składki zdrowotnej. Przy nowym podatku musiałyby. Przedsiębiorstwa, które rozliczają się z fiskusem w Polsce, mogą liczyć na ulgę: zamiast 12 proc. zapłacą efektywnie 5 proc., bo Lewica przewiduje odliczenie 7 punktów procentowych dla firm regularnie odprowadzających podatki. Ale te, które unikają płacenia CIT w Polsce nie dostaną żadnej taryfy ulgowej.

Dla osób fizycznych reforma przewiduje kwotę wolną w wysokości 30 000 zł rocznie – identyczną jak w PIT. Oznacza to, iż dochody poniżej tego progu nie podlegają podatkowi zdrowotnemu w ogóle. Według wyliczeń głównego doradcy podatkowego inFaktu Piotra Juszczyka, którego wypowiedź przytacza portal WNP.pl, na zmianie zyska każdy pracownik zarabiający do ok. 11 000 zł brutto miesięcznie. Przy wynagrodzeniu 12 000 zł podatek zdrowotny zaczyna być wyższy niż obecna składka. Powyżej – różnica rośnie na niekorzyść lepiej zarabiających.

Ekonomista Jan Oleszczuk-Zygmuntowski, który współpracował z Lewicą przy projektowaniu reformy, tłumaczył w rozmowie z TVN24, iż „ktoś, kto zarabia pensję minimalną, będzie płacił o 200 zł mniejszy podatek zdrowotny niż składkę. Przedsiębiorca, który nie zarabia, który w danym miesiącu nie może sobie na to pozwolić, nie płaci”. Dodał, iż efektywna stawka dla uczciwych firm na CIT wyniesie tylko 5 proc.

Emeryci zyskują, liniowcy i ryczałtowcy – już niekoniecznie

Jedną z bardziej namacalnych zmian byłaby sytuacja emerytów i rencistów z niskimi świadczeniami. Dziś seniorzy ze świadczeniem do 2 500 zł nie płacą zaliczki na PIT – ale i tak potrącana jest im 9-proc. składka zdrowotna. Po reformie emerytura lub renta do 2 500 zł byłaby wolna zarówno od podatku dochodowego, jak i zdrowotnego, co oznacza realne zwiększenie wypłat „na rękę” bez żadnych dodatkowych formalności.

Zupełnie inaczej wyglądałaby sytuacja przedsiębiorców na podatku liniowym i ryczałcie. Liniowcy dziś płacą składkę zdrowotną w wysokości 4,9 proc. dochodu – po reformie podatek zdrowotny wyniósłby 12 proc. (z możliwością odliczenia do 5 proc. efektywnie). Były wiceminister zdrowia, senator Wojciech Konieczny, pytany przez money.pl wprost przyznał: „W przypadku liniowców to prawie dwukrotnie większe obciążenie”. Ryczałtowcy z kolei w tej chwili płacą składkę w formie ryczałtu uzależnionego od przychodu – po zmianie ich obciążenia również by wzrosły, choć skala zależałaby od konkretnych dochodów.

Poseł Joanna Wicha z Nowej Lewicy tłumaczyła na antenie TOK FM, iż celem jest stabilizacja finansowania zdrowia: „To jest rozwiązanie, które daje pewność, iż nie trzeba będzie tego budżetu co roku łatać i minister finansów nie będzie się musiał drapać po głowie, skąd uszczknąć pieniądze”.

30 mld zł rocznie więcej dla NFZ. Ale dziura rośnie szybciej niż wpływy

Lewica szacuje, iż reforma przyniosłaby NFZ dodatkowe 30 mld zł rocznie. To liczba, która robi wrażenie, ale warto zestawić ją z aktualną skalą problemu. Luka w finansach Narodowego Funduszu Zdrowia w 2025 r. miała sięgnąć ok. 14 mld zł, a w 2026 r. – choćby 23 mld zł, jak wynika z danych przywołanych przez Gazetę Prawną. Przy takim tempie przyrostu deficytu 30 mld zł dodatkowych wpływów daje realny bufor, ale nie gwarantuje trwałej równowagi – zwłaszcza jeżeli weźmie się pod uwagę rosnące koszty świadczeń i starzenie się społeczeństwa.

Reforma miałaby się opierać na 3 filarach. Pierwszym jest właśnie podatek zdrowotny zastępujący składkę. Drugi to tzw. podatek tłuszczowy – oficjalnie zwany opłatą od żywności wysokopalatalnej (HPF) – nakładany na wysoko przetworzone produkty spożywcze i niezdrową żywność. Wszystkie wpływy z tego podatku miałyby trafiać w całości do NFZ. Trzeci filar to ujednolicenie akcyzy na alkohol, co według Lewicy miałoby uprościć obecny, chaotyczny system regulacyjny. Senator Konieczny podkreślał, iż reforma celowo „przesuwa ciężar z pracy na kapitał, z ludzi na korporacje” i z niezdrowej konsumpcji na tych, którzy ją generują.

Domański mówi „nie”, rząd podzielony

Projekt Lewicy trafił do rządu – i tu zaczęły się schody. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański w Radiu Zet nie pozostawił złudzeń: „Składka zdrowotna jest procentowa, więc jeżeli mielibyśmy płacić wszyscy taką samą kwotę, oznaczałoby to, iż osoby zarabiające mniej płaciłyby wyższą składkę niż obecnie. Takie rozwiązanie naszego poparcia by nie miało”. Dodał też, iż nie planuje wprowadzania nowych podatków w 2026 r.

Tymczasem premier Donald Tusk równolegle zapowiadał powrót do pomysłu obniżenia minimalnej składki zdrowotnej dla przedsiębiorców – co Lewica konsekwentnie blokuje. Minister pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk próbowała tonować napięcie, twierdząc, iż obie koncepcje nie stoją ze sobą w sprzeczności i są „różnymi wariantami tej samej dyskusji”. Koalicjanci z KO byli świadomi projektu przed jego prezentacją – jak podaje „Rzeczpospolita” – ale jest mało prawdopodobne, by reforma weszła jako projekt rządowy.

W tle wisi jeszcze jedno: prezydent Andrzej Duda w poprzedniej kadencji zawetował ustawę obniżającą składkę zdrowotną dla przedsiębiorców, która miała wejść w życie właśnie od 2026 r. Przez to w tym roku obowiązują stare zasady – minimalna składka wzrosła do 432,54 zł miesięcznie, bo jest liczona od 9 proc. minimalnego wynagrodzenia (4 806 zł). Gdyby plan Lewicy miał być realizowany, wymagałby zmian w setkach ustaw – według szacunków samej partii. To skala porównywalna do Polskiego Ładu.

10 proc. najbogatszych finansuje resztę – czy to sprawiedliwe?

Lewica wprost mówi, iż to 10 proc. najbogatszych Polaków zapłaci za reformę. Filozofia projektu opiera się na 3 założeniach: utrzymanie systemu zdrowia nie może leżeć na barkach osób o niskich i średnich dochodach; truciciel płaci – alkohol i niezdrowa żywność finansują NFZ; ciężar finansowania przenosimy z pracy na kapitał. W założeniach partii przez kilka lat Polska miałaby dojść do średniego poziomu wydatków na ochronę zdrowia państw OECD, który dziś znacznie przewyższa polski wskaźnik (Polska przeznacza ok. 6 proc. PKB, średnia OECD to ok. 9 proc.).

Analitycy portalu OKO.press zwracają jednak uwagę na kilka słabych punktów projektu. Po pierwsze, termin „uczciwe płacenie CIT w Polsce” – najważniejszy dla odliczenia 7 pkt proc. przez korporacje – nie jest zdefiniowany prawnie i może być źródłem sporów. Po drugie, rozkład dochodów przedsiębiorców jest znacznie mniej równomierny niż pracowników etatowych (współczynnik Giniego dla dochodów z działalności wynosi 0,702 wobec 0,357 dla etatów), co utrudnia jednoznaczne oszacowanie, kto zyska, a kto straci. Po trzecie, sam projekt wymaga zaplecza po stronie resortu finansów – bez jego zaangażowania trudno będzie wdrożyć cokolwiek.

Reforma jest propozycją partyjną – nie rządową – i na razie tak pewnie zostanie, dopóki Lewica nie przekona koalicjantów. Tusk nie powiedział „tak”, Domański powiedział „nie”, a NFZ co miesiąc pogłębia deficyt. Prace realizowane są – Lewica zaprosiła minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę i ministra Domańskiego na spotkanie z klubem parlamentarnym jeszcze w styczniu. Czy cokolwiek z tego wyniknie – zobaczymy.

Co to oznacza dla Ciebie? Sprawdź, czy zyskasz czy stracisz

Pracownik etatowy do 11 000 zł brutto – w portfelu zostałoby Ci więcej. Obecna składka zdrowotna to 9 proc. wynagrodzenia (od podstawy po odliczeniu składek ZUS), podatek zdrowotny w wariancie Lewicy byłby niższy przy takich dochodach, dzięki kwocie wolnej 30 000 zł i progresywnej naturze podatku.

Emeryt lub rencista ze świadczeniem do 2 500 zł – przy nowym podatku świadczenie w całości trafiałoby „na rękę”. Żadnej składki zdrowotnej, żadnej zaliczki PIT. To realna zmiana dla kilku milionów najsłabiej uposażonych seniorów.

Liniowiec, czyli przedsiębiorca na podatku liniowym – to przypadek, gdzie reforma wyraźnie boli. Dziś płacisz 4,9 proc. od dochodu, po zmianie efektywna stawka wynosiłaby ok. 5 proc., ale od szerszej podstawy – bez możliwości stosowania obecnych odliczeń. W praktyce przy większości poziomów dochodów oznaczałoby to wyższe obciążenie.

Ryczałtowiec – sytuacja zależy od skali przychodów, ale generalnie zmiana byłaby niekorzystna w porównaniu z obecnymi zryczałtowanymi poziomami składki.

Właściciel lub współwłaściciel spółki z o.o. lub akcyjnej – nowość absolutna. Dziś firmy CIT nie płacą składki zdrowotnej. Po reformie zapłaciłyby od 5 proc. (uczciwy CIT) do 12 proc. (brak odprowadzania podatków w Polsce) od podstawy opodatkowania. To może oznaczać konieczność rewizji modeli finansowych i planowania podatkowego.

Na razie projekt jest propozycją, a nie uchwaloną ustawą. Żaden z terminów wdrożenia nie jest pewny. Warto jednak obserwować rozwój sytuacji – zwłaszcza iż temat deficytu NFZ wróci najdalej przy debacie budżetowej na 2027 r.

Idź do oryginalnego materiału