Nowy burmistrz New Britain Bobby Sanchez: „Chcę tego, co najlepsze dla New Britain”

bialyorzel24.com 1 godzina temu

Minęło siedem miesięcy odkąd Bobby Sanchez, wcześniej reprezentant stanowy, został zaprzysiężony jako 41. burmistrz New Britain. Pierwsze półrocze swojej kadencji ocenia pozytywnie, wyszczególniając sporą listę osiągnięć i projektów, które w tej chwili realizuje jego administracja. Niestety, nowy burmistrz, myśląc o przyszłości miasta, musi jednocześnie mierzyć się z konsekwencjami afery związanej z poprzednimi władzami, która wyszła na jaw kilka miesięcy temu. O tym, jak sobie z tym radzi, o tegorocznym Festiwalu Małej Polski oraz o kwestiach ważnych dla polskich przedsiębiorców z Broad Street rozmawiał w połowie czerwca z „Białym Orłem”.

Bobby Sanchez objął funkcję 41. burmistrza New Britain w listopadzie ubiegłego roku. Fot. Facebook.com/MayorBobbyNB

„Biały Orzeł”: Kilka dni temu odbył się 13. Festiwal Małej Polski. W tym roku gościł Pan na nim po raz pierwszy jako burmistrz New Britain. Co to wydarzenie oznacza dla miasta i jakie ma ono znaczenia dla Pana osobiście?

Burmistrz New Britain Bobby Sanchez: Festiwal Małej Polski jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ celebruje on polską kulturę, która jest mocno utożsamiona z naszym miastem. Podczas tego jednego dnia ludzie mogą doświadczyć adekwatnie wszystkiego, co związane jest z Polską. Jedzenie jest fantastyczne. Muzyka jest świetna. Uczestnicy festiwalu mogą się spotykać z sąsiadami, znajomymi, a choćby z obcymi i porozmawiać o tym, co ich łączy, o Polsce, o polskiej kulturze, o New Britain. Uważam, iż nasza polska dzielnica, czyli „Mała Polska”, to jeden z największych skarbów, jakie mamy tutaj w mieście.

W tym roku organizatorzy festiwalu nadali Panu tytuł „a Little Polish” czyli uczynili Pana trochę polskim…

Tak, to prawda, stałem się „odrobinę polskim” tego dnia. To był bardzo miły gest. Mam tę plakietkę u siebie w biurze. Festiwal i ta dzielnica są dla mnie bardzo ważne. adekwatnie jeszcze jako reprezentant stanowy brałem udział we wszystkich jego wcześniejszych edycjach. Mieszkam zaraz obok „Małej Polski”, na Washington Street, więc przez polską dzielnicę przejeżdżam każdego dnia. I myślę, iż każdy, kto mieszka w New Britain, jest „odrobinę polski”.

Kilka tygodni temu w ramach cyklicznych spotkań organizowanych w różnych dzielnicach miasta spotkał się Pan również z przedsiębiorcami z „Małej Polski”. Jakie obawy albo sugestie usłyszał Pan od nich i czy wyszły podczas spotkania jakieś konkretne sprawy, którymi Pana administracja planuje się zająć?

Bardzo cenię sobie te spotkania, dają mi szansę porozmawiać z ludźmi, nie tylko właścicielami firm, ale także z mieszkańcami, ponieważ są to zawsze dwa rodzaje spotkań w każdej dzielnicy. Podczas spotkania z polskimi przedsiębiorcami najwięcej uwagi poświęcono kwestiom dotyczącym parkowania. Chodziło głównie o rozszerzenie możliwości bezpłatnego parkowania na Broad Street poza święta Bożego Narodzenia, i zniesienie opłat podczas innych świąt, takich jak Święto Dziękczynienia czy Wielkanoc, kiedy sporo ludzi robi tutaj zakupy. Myślę, iż nie będzie żadnego problemu z wprowadzeniem tych zmian. Podniesiona została też kwestia samej ilości miejsc parkingowych wzdłuż ulicy, ponieważ pewna ich część została wyeliminowana podczas remontu ulicy kilka lat temu. Uczestnicy spotkania zwrócili też uwagę na przekraczanie prędkości i rosnącą ilość wypadków samochodowych, do jakich wychodzi na Broad Street. Jesteśmy bardzo otwarci na zainstalowanie progów zwalniających (tzw. „speed bumps” – red.), o ile lokalna społeczność będzie za takim rozwiązaniem. Miasto adekwatnie jest w trakcie instalowania progów zwalniających w ramach programu pilotażowanego, ale w pierwszej kolejności będą one rozmieszczone w okolicach parków. Warto zaznaczyć, iż są one ruchome, mogą być zdejmowane w zimie podczas odśnieżania dróg, ale także o ile lokalna społeczność uzna, iż nie przyniosły oczekiwanych efektów bądź stanowią utrudnienie. Bezpieczeństwo jest dla mnie i dla mojej administracji jednym z priorytetów. Uczestnicy spotkania również narzekali na quady i skutery jeżdżące z dużą prędkością po ulicach. Przyglądamy się temu problemowi. Są one nielegalne, ale na ogół unikamy tego, żeby ścigała ich policja, ponieważ o ile zjadą na chodnik czy prywatną posesję, stanowią ryzyko dla pieszych i dla mienia.

Bobby Sanchez i gubernator stanu Ned Lamont podczas tegorocznego Festiwalu Małej Polski. Fot. Facebook.com/MayorBobbyNB

Czy w odniesieniu do kwestii miejsc parkingowych i parkometrów, które rzeczywiście ciążą na lokalnych przedsiębiorcach z Broad Street, najlepsze, na co mogą oni i ich klienci liczyć, to zniesienie opłat w okresie świątecznym?

Nie powiedziałbym, iż całkowite usunięcie parkometrów z Broad Street jest wykluczone. Myślę, iż jest to wciąż temat otwarty… Problem w tym, iż miasto polega na dochodzie, jaki one generują. Ale obiecałem naszym polskim przedsiębiorcom, iż się temu przyjrzę i taki mam zamiar. Będą kolejne spotkania, na których, mam nadzieję, będziemy mogli przedstawić konkretne rozwiązania, a uczestnicy spotkań będą mogli je ocenić, podzielić się ze mną tym, co o nich myślą. Zależy mi na ciągłej komunikacji oraz na tym, żeby nie było niespodzianek, żeby nie było w dalszych działaniach elementu zaskoczenia. Dla przykładu: niektóre osoby sugerowały, iż nie były świadome kilka lat temu, ile miejsc parkingowych wyeliminują nowe chodniki. Więc ustaliliśmy wspólnie, iż o ile coś będzie miało znaczący wpływ na lokalną społeczność, będą poinformowani z góry, będzie to konsultowane. Taką obietnicę złożyłem podczas spotkania.

Wspomniał Pan, iż podobne spotkania realizowane są w różnych dzielnicach miasta. Czym różnią się w nich problemy od tych, jakie przedstawili Panu mieszkańcy czy przedsiębiorcy z „Małej Polski”?

Są pewne podobieństwa. Kwestia przekraczania prędkości jest problemem, który dotyka całe miasto. Myślę, iż wszyscy mieszkańcy miasta otwarci są na wypróbowanie progów zwalniających, przynajmniej na niektórych ulicach. Często pojawia się też temat kamer mierzących prędkość, a takie będą niebawem zainstalowane w kilku częściach miasta, począwszy od stref przy szkołach. Dokładne lokalizacje kamer były i są konsultowane z mieszkańcami miasta, żeby nie było zaskoczeń. Ale o ile ktoś zdecyduje się przekroczyć prędkość, będzie musiał liczyć się z konsekwencjami. Pierwsze kilka wykroczeń będzie wiązać się z ostrzeżeniem, ale w przypadku kolejnych, będą to już kary pieniężne. Nie możemy dalej tolerować przekroczeń prędkości na ulicach New Britain, pomyślmy, ile ludzi odniosło już obrażenia wskutek wypadków i potrąceń! W innych dzielnicach często mówi się też o koniecznych remontach chodników, będziemy starali się je wyremontować począwszy od tych w najgorszym stanie. Podczas spotkania w „Małej Polsce” poruszone zostały podobne kwestie, szczególnie w zakresie bezpieczeństwa. Niektórzy też życzyliby sobie, aby w mieście było więcej wydarzeń… na co też jesteśmy otwarci i chcemy wspierać grupy, które chcą się podjąć ich organizacji. w tej chwili nasz kalendarz się cały czas wzbogaca o nowe wydarzenia i doświadczenia, w jakich mogą partycypować mieszkańcy New Britain.

Minęło dokładnie 7 miesięcy, odkąd pełni Pan funkcję burmistrza. Jak oceniłby Pan to pierwsze półrocze i czy są jakieś konkretne osiągnięcia, które chciałby Pan podkreślić?

Myślę, iż było ono bardzo produktywne. Oczywiście bardzo głośną i dużą sprawą jest toczące się śledztwo dotyczące poprzedniej administracji. Może niektórzy myślą, iż to jest wszystko, na czym się skupiamy, ale tak nie jest. Bardzo dużą częścią tych ostatnich miesięcy były starania, aby zdobyć dodatkowe pieniądze na edukację od stanu. Byłem na Kapitolu trzy razy w tygodniu, rozmawiając z kierownictwem, rozmawiając z gubernatorem, i udało mi się uzyskać dodatkowe 13.3 miliona dolarów dla Rady Edukacji, co jest większą kwotą, niż kiedykolwiek została przyznana od stanu. Otrzymaliśmy też obligację w wysokości 5 milionów dolarów na remont Allen Street, bo właśnie tyle nam brakowało, żeby rozpocząć prace. Niedawno miasto otrzymało też więcej funduszy w ramach projektu „Vision Zero”, na poprawienie bezpieczeństwa dla pieszych, w tym budowę chodników i instalację świateł. To był grant na 783 tysiące dolarów, który został przyznany dopiero w zeszłym tygodniu. Aktywnie szukamy pieniędzy na inne projekty. Remont Willow Street był niedofinansowany, więc nie został rozpoczęty, miał zacząć się w styczniu, ale brakowało nam 550,000 dolarów. Ponownie musiałem aktywnie zabiegać o te pieniądze i dostaliśmy je. Dzięki temu remont Willow Street i rozbudowa sąsiedniego parku posuną się przodu, a to było coś bardzo ważnego dla lokalnych mieszkańców. Aktywnie słuchamy ludzi w każdej części miasta i zdobywamy granty, rozmawiamy ze stanem, rozmawiamy z rządem federalnym, żeby sprowadzić więcej zasobów dla miasta. Chcę tego, co najlepsze dla New Britain.

Wspomniał Pan o trwającym śledztwie dotyczącym poprzedniej administracji. To bardzo głośna sprawa, która przyniosła dużo negatywnej uwagi New Britain. Jak reagują mieszkańcy miasta na tę sprawę i jakie kroki podejmuje Pan i Pana administracja, żeby przywrócić zaufanie do władz miasta?

Większość opinii, jakie do mnie docierają, a cały czas rozmawiam z mieszkańcami miasta, są stwierdzające, iż dochodzenie było i jest konieczne, pomimo że, z czym niestety muszę się zgodzić, nie przedstawia New Britain w najlepszym świetle. Ludzie chcą, a powiedziałbym choćby iż muszą, mieć zaufanie do lokalnych władz i zobowiązuję się je przywrócić. Od pierwszego dnia mówiłem, iż stawiam na przejrzystość, iż zobowiązuję się do tego, aby mieszkańcy miasta byli częścią ratusza i tego, co się w nim dzieje. Przez te ostatnie miesiące przyjrzeliśmy się różnym miejskim politykom, wprowadzaliśmy zmiany i pociągnęliśmy ludzi do odpowiedzialności. To ważne, żebyśmy pociągali ludzi do odpowiedzialności, jeżeli na to zasługują, włącznie ze mną. Pomimo iż zaistniała sytuacja jest negatywna, to wskutek tego dzieje się wiele innych pozytywnych rzeczy.

W ostatnich latach centrum miasta przeżywa w pewnym sensie boom deweloperski. Nowe projekty stawiały na transport publiczny i bliskość do CTfastrak, ale sporo mieszkań w tych nowych budynkach wciąż stoi pusta…

Zgadza się, zagospodarowanie ich od strony lokatorów było i jest powolne. Zarówno mieszkańcy tej części miasta, jak i lokalni przedsiębiorcy wciąż wskazują na przestępczość jako jedną z największych barier do ściągnięcia do centrum miasta nowych mieszkańców, w tym rodzin z dziećmi. W centrum miasta element kryminalny koncentruje się w okolicach stacji CTfastrak, sporo bezdomnych i osób uzależnionych od narkotyków napływa tu z Hartford. Ale aktywnie pracujemy nad tym z policją stanową i z departamentem transportu. W okolicach stacji permanentnie stoi teraz radiowóz, a wcześniej nie było tam stałej obecności policji. Są podejmowane jakieś kroki. Chcemy też usunąć ławki na ulicy Columbus i przenieść mieszczący się tam przystanek autobusowy na obszar stacji CTfastrak. Szukamy też lepszego miejsca, aby móc przenieść w nie ośrodek dla bezdomnych z centrum miasta. Nie jest tajemnicą, iż w centrum New Britain istnieje spory problem z bezdomnością. To ludzie, którzy wiele przeszli, ludzie skrzywdzeni, często z problemami psychicznymi. Chcemy im pomóc, a nie dodatkowo krzywdzić. Mamy w mieście sporo ośrodków, które wykonują dobrą pracę w tym zakresie, jak choćby Hope Center, Wheeler Clinic czy CMHA, i myślę, iż będą one jeszcze bardziej pomocne.

Problemy z bezdomnością i narkotykami w okolicach CTfastrak znane są od lat, ale wcześniej władze miasta twierdziły, iż stacja należy do stanu i jest to problem władz stanowych, nie New Britain. Czy to, co Pan opisuje, jest zmianą zdania w tej kwestii?

Debata na temat tego, kto jest odpowiedzialny za obszar, na którym mieści się CTfastrak, ma długą historię. Ale wraz z moją administracją przyjęliśmy tutaj bardziej aktywną postawę. Nie przerzucamy całej odpowiedzialności na stanowe agencje, ale patrzymy na nich jak na partnerów, z którymi chcemy aktywnie pracować i znaleźć rozwiązania. W ciągu kilku tygodni powinno się udać przenieść przystanek autobusowy z Columbus na obszar CTfastrak. To powinno przyczynić się do usunięcia części problemu z centrum miasta. Patrzymy na to jak na partnerstwo ze stanowymi agencjami, innymi podmiotami, i mam nadzieję, iż choćby te małe kroki, które podejmujemy, doprowadzą do zauważalnych różnic.

Jak twierdzi Sanchez, kontakt z lokalnymi mieszkańcami i przedsiębiorcami jest priorytetem dla nowej administracji. Fot. Facebook.com/MayorBobbyNB

Jako reprezentant był Pan bardzo silnym rzecznikiem edukacji. Jak ten dorobek przeniósł się na Pana obecną rolę jako burmistrza i jakie są niektóre z Pana postulatów, o ile chodzi o szkoły publiczne w New Britain?

W tym roku rada edukacyjna miasta zwróciła się do nas z prośbą o dodatkowe 18.5 milionów dolarów z budżetu miasta. Była to największa dodatkowa kwota, o jaką rada się zwróciła kiedykolwiek. To było dość trudne wyzwanie, bo dałem słowo i nie mam zamiaru podnosić podatków. Rzeczy są wystarczająco drogie, w tym paliwo i produkty spożywcze. Poszły do góry też ceny za wodę i znam seniorów, którzy mają ciągły dylemat – czy zapłacić rachunek za podatki czy za wodę, żyjących pod presją, iż może będą musieli opuścić swój dom, bo nie stać ich na jego utrzymanie. ale z obecnego budżetu miasta byliśmy w stanie wygospodarować jedynie dodatkowy milion dolarów na szkolnictwo. Kolejne 13.3 milionów wywalczyliśmy od władz stanowych, co nie było łatwe, bo inne miasta dostały o wiele mniej, choćby w przeliczeniu na ucznia. Odnośnie do wyników uczniów i postępów niektóre wskaźniki spadły, niektóre poszły w górę. To nie jest satysfakcjonujące, bo wszyscy chcemy widzieć postęp w naszych szkołach. Jestem 100% za edukacją i będziemy ciągle w nią inwestować. Poza wsparciem budżetowym, jest na horyzoncie kilka projektów, remontów, w tym w Smith School, gdzie powstanie przedszkole dla około 300 dzieci. Później remontowana ma być szkoła Jefferson. Wielu mieszkańcom miasta marzy się nowa szkoła średnia, a to nie jest tania propozycja. Hartford niedawno wydało na nową szkołę średnią 200 milionów dolarów. Będziemy zabiegać o granty i szukać nowych źródeł dofinansowania, aby móc inwestować w szkolnictwo, a jednocześnie ograniczyć wpływ finansowy na mieszkańcach miasta, czyli – mówiąc prosto – bez podnoszenia podatków.

Podatki od nieruchomości są wrażliwym tematem. przez cały czas podtrzymuje Pan obietnicę, iż nie pójdą one do góry?

Stawka podatkowa w nowym roku fiskalnym pozostanie taka sama. Tak zwany „mil rate” wynosił 39.18 dolarów, kiedy objąłem funkcję burmistrza i przez cały czas tyle samo wynosi. Wymagało to cięć w budżecie każdego departamentu miejskiego, łącznie na jakieś 12 milionów dolarów, co było sporym wyzwaniem. Ale powtarzałem od pierwszego dnia mojemu zespołowi: nie chcę widzieć żadnej podwyżki rachunków za wodę, rachunków za kanalizację i podatków. Przez ostatnie 10 lat miały miejsce w naszym mieście znaczne podwyżki rachunków za wodę. Wiem, bo sam jestem właścicielem domu. To, co się dzieje na poziomie federalnym, odbija się tutaj na kieszeniach mieszkańców miasta. Mamy prezydenta, który prowadzi agresywną politykę celną i to szkodzi wszystkim. Cena benzyny jest ekstremalnie wysoka. A kiedy benzyna idzie w górę, co się dzieje? Transport żywności idzie w górę. I kto za to płaci? Konsument. Dlatego nie chciałem słyszeć o żadnych podwyżkach podatków i mam nadzieję, iż w przyszłym roku też uda nam się ich uniknąć.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Darek Barcikowski

Idź do oryginalnego materiału