Tragedia w Jarosławiu. 31-letni Ukrainiec zaatakował nożem na terenie klasztoru pięć osób. Jeden z ranionych księży nie żyje. Ustalono, dlaczego napastnik przyjechał właśnie do Jarosławia. Tragedia w Jarosławiu Dramat rozegrał się w czwartek rano. 31-letni obywatel Ukrainy Ihor M. wtargnął na teren opactwa sióstr benedyktynek w Jarosławiu. Ranił nożem pięć osób, czterech księży i kobietę. Jeden z kapłanów nie przeżył ataku nożownika. – Uderzył księdza Marka w tętnicę szyjną. Ksiądz Marek upadł. Mężczyzna obok stojący ratował. Prosił, żeby dał spokój. Wtedy on się odwrócił i księdza Stanisława, który szedł do konfesjonału, zaatakował z tyłu i uderzył go w plecy, a potem pobiegł do kawiarenki i tam uderzył księdza Adriana w głowę – relacjonuje w rozmowie z TVN tragiczne zdarzenie pani Urszula, która była świadkiem zdarzenia. Przy kościele w Jarosławiu znajduje się Centrum Kultury i Informacji Chrześcijańskiej, które od początku wojny pomaga obywatelom Ukrainy. To nadaje temu dramatowi dodatkowego tragizmu. Dlaczego Ihor M. zaatakował klasztor? Skąd w ogóle wziął się w Jarosławiu? Według ustaleń, mężczyzna od kilku lat mieszkał w Niemczech. Postanowił jednak wrócić na Ukrainę. Wcześnie rano M. przyjechał samochodem na przejście graniczne w Korczowej. Dlaczego napastnik przyjechał do Jarosławia? I tu doszło do niefortunnego w skutkach splotu okoliczności. Pogranicznicy dokładnie