Wirtualna Polska dotarła do drugiej części dokumentu NIK – tej, która dotyczy już nie beneficjentów, a samego Ministerstwa Sprawiedliwości i sposobu zarządzania Funduszem Sprawiedliwości. Kontrola obejmowała okres od 2021 do czerwca 2024 r., ale jak wynika z opisu, oceniano również działania i dokumenty ujawnione do zakończenia kontroli, czyli do maja 2025. Raport miał być prawomocny od końca sierpnia 2025, a mimo to nie został dotąd opublikowany w całości.
Konkursy "dla wybranych", oceny bez kompetencji
Z ustaleń kontrolerów wynika, iż kadry odpowiedzialne za ocenę wniosków i rozliczanie umów były niedoszacowane od lat, a kompetencje osób oceniających często nie przystawały do skali programów. W raporcie ma się pojawiać przykład stażysty oceniającego wnioski o dotacje, a także sytuacje, gdy wielomilionowe projekty inwestycyjne oceniali ludzie bez wiedzy merytorycznej z danej dziedziny.
NIK opisuje też mechanizm "poprawiania" kart ocen tak, by finalny wynik konkursu mógł się zmienić już po pracy komisji. W skrajnych przypadkach w aktach miały znikać wersje negatywne, a pojawiać się nowe, pozytywne – podpisywane przez inne osoby.
Procedury miały tworzyć wrażenie konkursu, ale decyzja tak naprawdę zapadała gdzie indziej. A jeżeli brakowało fachowości, to resort potrafił sięgać po zewnętrznych "ekspertów", tyle iż niekoniecznie tam, gdzie było to logiczne z punktu widzenia pomocy ofiarom przestępstw.
Promocja ważniejsza niż pomoc
Jednym z najbardziej uderzających fragmentów raportu ma być porównanie wydatków na autopromocję i na rzeczywiste wsparcie pokrzywdzonych. NIK wylicza, iż w 2023 r. koszty umów promocyjnych i zakupu czasu antenowego były wyższe niż łączna pula przeznaczona w tym okresie na psychoterapię, pomoc psychiatryczną i psychologiczną oraz pomoc prawną dla ofiar przestępstw.
Do tego dochodzi krytyka sposobu prowadzenia działań promocyjnych. W raporcie pojawiają się wątki naruszeń zasad zamówień publicznych i brak twardej weryfikacji, czy za publiczne pieniądze rzeczywiście dostarczono to, co zapisano w umowach.
Po zmianie władzy miało być uzdrowienie, a NIK widzi chaos
Ciekawe są także fragmenty dotyczące okresu po przejęciu resortu przez nową władzę. NIK ma wskazywać, iż problemy kadrowe nie zniknęły, a po reorganizacji liczba osób "na froncie" rozliczeń i nadzoru jeszcze spadła. Jednocześnie podejmowane działania naprawcze miały być niespójne, bez jasnej koncepcji.
Ministerstwo ogłaszało konkursy, po czym je odwoływało, tłumacząc potrzebą zmian w przepisach, ale kompleksowej nowelizacji nie dowożono. Potem na tych samych zasadach uruchamiano kolejne nabory, co tak naprawdę oznaczało kolejną porcję nikomu niepotrzebnej pracy.
Kontrolerzy mają też krytycznie oceniać to, iż przy świadomości ograniczonych kadr resort koncentrował się na uruchamianiu nowych typów placówek, zamiast stabilizować istniejącą sieć wsparcia. NIK przyznaje, iż rozliczanie "dziedzictwa" poprzedników i równoległe śledztwa utrudniały pracę, ale jednocześnie stawia twardą tezę, iż to nie może być wymówka dla zaniechań w realizacji podstawowych celów funduszu.
Pół miliona bez sprawdzenia, czy usługa w ogóle została wykonana
W raporcie ma się też pojawić bardzo gorzki opis Społecznej Rady Funduszu Sprawiedliwości, powołanej w 2024 r. przez ówczesnego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, by pomóc w uporządkowaniu sytuacji. Według ustaleń NIK rada miała gwałtownie stracić impet, bo po kilku protokołowanych posiedzeniach jej prace miały przejść w formułę niesformalizowanych rozmów, a sprawozdanie z działalności trzeba było z niej wydobywać ponaglaniami. Efekt jest taki, iż organ, który miał być wsparciem reform, w praktyce nie dostarczył narzędzi do odblokowania funduszu.
Jednym z przykładów jest opis sytuacji z opłaceniem zobowiązań promocyjnych odziedziczonych po poprzednikach. NIK ma wskazywać, iż resort zapłacił ok. 500 tys. zł za emisje spotów, mimo iż według ustaleń nie zweryfikowano, czy wykonawca zrealizował umowę w uzgodnionym zakresie.
Tłumaczenie, iż "nie było narzędzi, by to sprawdzić", kontrolerzy mieli uznać za nieprzekonujące. choćby gdy celem było "posprzątanie" po poprzednikach, to zdaniem NIK zrobiono to zbyt bezrefleksyjnie.

1 godzina temu











