Niezawodny pocieszyciel Jarosława Kaczyńskiego

1 tydzień temu

Prezes Jarosław Kaczyński przy najbardziej optymistycznym podejściu do sytuacji, jaka się wytworzyła w partii PiS i trwa, co najmniej od dwóch lat, nie może powiedzieć, iż jest wesoło. jeżeli już poszukiwać jakiegoś odniesienia do wesołości, to raczej będzie to śmieszność, która przeradza się w tragifarsę. Wydarzenia z ostatnich miesięcy i szczególnie dni to jedno wielkie pasmo komicznych pomyłek i końca komedii nie widać. Średnio raz dziennie centrala z Nowogrodzkiej ogłasza wyciągniecie konsekwencji, po czym recytuje mantrę o jedności i samodzielnym zwycięstwie.

Konflikt pomiędzy frakcjami dawno wymknął się spod kontroli i w zasadzie żadna ze stron nie ma pojęcia, czym jaki będzie finał, bo eksponowane emocje nie są żadną grą, jak chcą niektórzy, ale autentyczną spiralą wzajemnych pretensji i chyba też nienawiści. W czasach świetności partii i najwyższej formy prezesa, interpersonalne animozje były kasowane błyskawicznie, a słowo Jarosława Kaczyńskiego zamykało wszelkie dyskusje. Niestety dla PiS i ku uciesze największego wroga, te czasy się skończyły i ta forma prezesa także nie wróci. „Genialna strategia” pojawia się wyłącznie w kontekście sarkastycznym, czemu się trudno dziwić, skoro praktycznie każda decyzja kierownictwa PiS kończy się katastrofą. Tak było z próbą wygaszenie konfliktów, tak jest z powołaniem premiera in spe Przemysława Czarnka i nie inaczej wygląda to przy sprawach znacznie mniejszej wagi.

Jarosław Kaczyński nie potrafi sobie poradzić z tak prostym problemem, jak zawieszenie w prawach członka klubu PiS posła Łukasza Mejzy, który choćby nie jest członkiem PiS, ale za to regularnie obciąża wizerunek partii. Całkowicie niezrozumiałe było też celowe i demonstracyjne „wyjęcie karty” przy głosowaniu dotyczącym odrzucenia weta prezydenta. Późniejsze tłumaczenie prezesa Kaczyńskiego, iż on w ogóle jest przeciwnikiem rynku kryptowalut, a do tego rzadko rozmawia z prezydentem, wprowadziło w osłupienie wielu wyborców PiS. Przykładów potwierdzających fatalny stan partii i kondycję prezesa dałoby się wymienić jeszcze bardzo wiele, ale każdemu wypada okazać przynajmniej odrobinę współczucia i poczęstować czym słodkim po całej beczce goryczy. Takie pocieszenie do Jarosława Kaczyńskiego przyszło i to z nieoczekiwanej strony, choć tak nie do końca nieoczekiwanej.

W sporze pomiędzy PiS i KO od dawna działa świadczenie wzajemnej pomocy, co prawda rozumiane bardzo osobliwie, ale za to regularność i niezawodność jest imponująca. Gdy jedni popełnią jakiś błąd, drudzy natychmiast popełniają głupotę albo pakują się w inną aferę. Donald Tusk miał wczoraj ciężki dzień w Sejmie, najpierw harcownicy z PiS wmiesili na salę obrad wielkie zdjęcie premiera z działaczką KO skazaną za współudział w wyjątkowo odrażającym przestępstwie pedofilii i w dodatku to jej dziecko było ofiarą. Potem Zbigniew Bogucki doprowadził premiera do kompletnego rozstroju nerwów i żołądka, a gdy się wydawało, iż najgorsze minęło, to odezwali się koalicjanci. Pierwsza publicznie pożaliła się Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, która zarzuciła Tuskowi: „dziaderstwo”, „mobberstwo” i szantaż. Do koleżanki partyjnej, z podobnym przekazem, dołączył były przewodniczący Polski 2050 Szymon Hołownia.

Polska 2050 praktycznie przestała istnieć, ale formalnie przez cały czas jest członkiem koalicji i bez niej koalicja traci większość w Sejmie. Donald Tusk doskonale o tym wie, mimo to zagroził, iż Polska 2050 wyleci z koalicji, jeżeli zagłosuje za wotum nieufności dla minister sprawiedliwości Pauliny Hennig-Kloski. adekwatnie Tusk ma rację, bo partie wchodzące w skład rządu muszą zachowywać się lojalnie wobec każdego z ministrów, ale te racje są przedstawione w typowy dla Tusk sposób, czyli arogancko, szyderczo i bez poszanowania politycznych partnerów.

Na ten standardowy model postępowania Donalda Tuska zwrócił uwagę drugi koalicjant, niegdyś człon „Trzeciej drogi”. Łagodniej wypowiedział się Władysław Kosiniak-Kamysz, ale i tak wyraźnie dał do zrozumienia, iż pani minister do orłów nie należy. W dyplomatę nie bawił się inny polityk PSL Marek Sawicki, znany z bezpośrednich wypowiedzi, tak jak ta: „Czas skończyć z dojeżdżaniem partnerów wewnątrz rządu – zaapelował do Donalda Tuska”. Być może kłopoty Donalda Tuska z koalicjantami to inna skala niż kryzys w PiS, ale w tej chwili to największe, bo jedyne pocieszenie dla Jarosława Kaczyńskiego.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału