Broń atomowa jest „ostatnim tabu” niemieckiej polityki bezpieczeństwa. Pomimo tego, istnieją powody, aby przemyśleć kwestię jej posiadania przez Niemcy – pisze komentator „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i stawia kanclerzowi Merzowi za przykład prezydenta Polski.
„Niemcy, podobnie jak cała Europa, stoją w obliczu dwóch epokowych zwrotów: Putin wypowiedział wojnę europejskiemu porządkowi pokojowemu, a (Donald) Trump nie czuje się powołany do tego, aby bronić tego porządku przed agresorem ze Wschodu” – zauważa w czwartek komentator „FAZ”.
Głównym powodem, dla którego Europejczycy nie wspierają Ukrainy z dostateczną mocą, jest strach przed eskalacją włącznie z użyciem bomby atomowej. Putin ubezpiecza od czasu zajęcia Krymu swoją wojnę napastniczą własnym parasolem atomowym.
„Odstraszanie atomowe Kremla działa” – ocenił komentator. Jego zdaniem właśnie obawa przed uderzeniem nuklearnym była powodem zwlekania kanclerza Olafa Scholza z decyzją przekazania Ukrainie broni wielkiego kalibru. Jest też powodem odmowy dostarczenia Ukrainie pocisków Taurus przez obecnego kanclerza, chociaż jako lider opozycji Merz opowiadał się za tym.
W tej sytuacji, według FAZ, „atomowe darmozjady” w Europie skazane są, tak jak w gorącej fazie zimnej wojny, na atomowy parasol USA. Już wtedy istniały wątpliwości, czy Amerykanie podczas konfliktu ze Związkiem Sowieckim „pójdą na całość”, wystawiając na szwank własną egzystencję. Trump poprzez swoją postawę wobec Europy dodatkowo podsycił te wątpliwości. Putin ma podstawę, by uważać, iż może prowadzić wojnę przeciwko europejskim krajom NATO, nie narażając się na nuklearny konflikt z Ameryką.
Dziennik zauważa, iż Merz dostrzega ten problem, gdyż w przeciwnym razie nie poruszałby publicznie tematu posiadania broni atomowej i nie rozmawiał o tym z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Jednak potencjał nuklearny Francji i Wielkiej Brytanii nie zastąpi konwencjonalnego i atomowego potencjału USA, który jest konieczny, aby skutecznie odstraszać Putina.
Pytanie, czy umierać za Wilno, Warszawę czy Berlin pojawi się o wiele szybciej w Paryżu niż w Waszyngtonie. Jak odpowiedzą na nie pani prezydent Marine Le Pen czy premier Nigel Farage, można sobie już dziś wyobrazić – ocenia „FAZ”.
W obliczu niepewności dotyczących solidności amerykańskiego parasola atomowego oraz skuteczności odstraszania Putina przez „francuskie i brytyjskie parasolki”, lekkomyślne nie jest myślenie o niemieckiej bombie atomowej ale brak takiego myślenia.
Powtarzanie, iż Niemcy przez cały czas są skazane na amerykańskie odstraszanie, nie rozwiązuje problemu wiarygodności Trumpa ale jedynie powiększa potencjał szantażu. Inne państwa nie muszą czekać na to, aż Berlin przezwycięży swoje lęki wobec bomby atomowej. „Polski prezydent, chociaż wręcz czci Trumpa, myśli już o polskiej bombie i chce ją mieć” – pisze w konkluzji komentator „FAZ”.
Prezydent Karol Nawrocki będąc gościem „Śniadania Rymanowskiego” na antenie Telewizji Polsat powiedział, iż popiera pomysł przystąpienia przez Polskę do programu nuklearnego. Chodzi o stworzenie niezależnego potencjału jądrowego, aby budować bezpieczeństwo narodowe. Słowa te zostały zacytowane przez światowe media i odbiły się szerokim echem.
Pomysł przystąpienia do programu nuklearnego poparł lider Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun. „Broń niekonwencjonalna dla Wojska Polskiego (…) to imperatyw polskiej racji stanu, rzecz niezbędna dla długoterminowego zabezpieczenia bytu i interesu narodowego, której wykonalność nie ulega najmniejszej wątpliwości – napisał polityk. Jak podkreślił, jego ugrupowanie „stanowczo poprze tę koncepcję”, o ile tylko jej elementem będą gwarancje, iż „guzik atomowy” pozostanie w polskich rękach.
PAP
/ oprac. PR
Niemcy pozyskają broń atomową? Główny dziennik RFN wprost: Dyskusja trwa

3 godzin temu









