Niemiecki dziennik "Berliner Zeitung" napisał 30 sierpnia, iż cztery lata po rosyjskiej inwazji pogarszają się relacje Polaków z Ukraińcami. Polskie badania potwierdzają zmianę nastrojów: 52 proc. badanych sprzeciwia się przyjmowaniu uchodźców. Dla Polski stawką jest bezpieczeństwo, uczciwe reguły pomocy i niedopuszczenie do przemocy wobec ludzi.
Od solidarności do nieufności
Reportaż "Berliner Zeitung" opisuje zmianę atmosfery w Polsce po czterech latach wojny na Ukrainie. Niemiecka gazeta zwraca uwagę na rosnącą niechęć wobec uchodźców, zgłoszenia przestępstw motywowanych nienawiścią oraz polityczne znaczenie tematu przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. Punktem wyjścia tekstu są konkretne zdarzenia z udziałem obywateli Ukrainy, którzy mieli paść ofiarą przemocy.
Przestępstwo pozostaje przestępstwem bez względu na narodowość pokrzywdzonego. Polskie państwo ma obowiązek ścigać sprawców i chronić każdą osobę legalnie przebywającą na jego terytorium. Interpelacja poselska z 12 sierpnia opisuje trzy akty przemocy wobec obywateli Ukrainy we Wrocławiu i wskazuje, iż postępowania przez cały czas wymagały wyjaśnienia. Odpowiedzialność jest indywidualna. Narodowość nie może być ani usprawiedliwieniem czynu, ani podstawą zbiorowego oskarżenia.
Badania pokazują realną zmianę
Zmiany nastrojów nie trzeba jednak wymyślać ani sprowadzać do publicystycznej etykiety. CBOS podał w lipcu 2026 roku, iż po raz pierwszy w historii jego pomiarów przeciwnicy przyjmowania uchodźców z Ukrainy przeważyli nad zwolennikami: 52 proc. wobec 42 proc. Jednocześnie 54 proc. respondentów uznało skalę polskiej pomocy za zbyt dużą.
Inne badanie CBOS z sierpnia wskazało, iż 46 proc. Polaków negatywnie ocenia obecne stosunki polsko-ukraińskie. Obraz nie jest jednak czarno-biały. Ponad połowa badanych, dokładnie 55 proc., ma osoby narodowości ukraińskiej wśród znajomych, współpracowników, sąsiadów, przyjaciół lub rodziny. To ważna korekta wobec wygodnych opowieści o dwóch całkowicie wrogich sobie społecznościach.
Badania opinii z lat 2021-2025 już wcześniej pokazywały, iż stosunek Polaków na Ukrainę i Ukraińców zależy od bezpieczeństwa, kosztów pomocy oraz nierozwiązanych spraw historycznych. Dzisiejsza nieufność nie spadła z nieba. Jest rachunkiem za politykę, która długo wymagała solidarności od obywateli, a zbyt rzadko jasno określała jej warunki.
Pomoc musi mieć granice i zasady
Polacy przyjęli ludzi uciekających przed rosyjską agresją i ponieśli ogromny wysiłek społeczny. Mają prawo pytać o koszty świadczeń, dostęp do usług publicznych, egzekwowanie prawa oraz wkład osób pozostających w Polsce w utrzymanie wspólnego systemu. Poparcie 87 proc. badanych dla ograniczenia bezpłatnej opieki medycznej osobom nieodprowadzającym składek pokazuje, iż oczekiwanie wzajemności jest powszechne. Dane o pracy Ukraińców w Polsce są zarazem potrzebne, by bilans opierać na faktach, a nie na skrajnych hasłach.
Państwo powinno zatem prowadzić politykę warunkowej pomocy. Pierwszeństwo interesu polskich obywateli, kontrola świadczeń i skuteczne karanie przestępstw nie stoją w sprzeczności z ludzką godnością. Przeciwnie, jasne reguły ograniczają frustrację i odbierają paliwo tym, którzy chcą zamienić krytykę błędnej polityki w wrogość wobec całej narodowości.
Polska debata nie potrzebuje niemieckiego nadzorcy
Niemiecka gazeta ma prawo opisywać polskie nastroje. Nie powinna jednak zastępować Polakom własnej oceny ani redukować każdej krytyki polityki migracyjnej do uprzedzeń. Warszawa musi sama wyznaczać zasady pobytu, pomocy i integracji, kierując się bezpieczeństwem obywateli oraz zdolnością państwa do finansowania usług publicznych.
Stawka przed 2027 rokiem jest poważna. jeżeli elity będą ignorować koszty i trudne pytania, napięcie wzrośnie. jeżeli politycy zaczną budować poparcie na krzywdzie konkretnych ludzi, przekroczą granicę. Polska potrzebuje twardej, suwerennej polityki i równie twardego egzekwowania prawa wobec każdego sprawcy.
Źródło: Interia Wydarzenia, Berliner Zeitung, CBOS, Sejm RP.
Źródło: Interia Wydarzenia














