Niemcami wstrząsnęła sprawa 12-letniego Erena z bawarskiego Memmingen, który podczas szkolnej wycieczki padł ofiarą brutalnej przemocy ze strony swoich rówieśników o imigranckim pochodzeniu. Według medialnych doniesień chłopiec był bity pasem do krwi, poniżany, a także zmuszany do zachowań o charakterze seksualnym. Szczególne oburzenie opinii publicznej wywołał fakt, iż sprawcy nagrywali całe zajście telefonami komórkowymi, a następnie publikowali materiały w mediach społecznościowych.
Niemcy powoli przestają być krajem gdzie można spokojnie żyć i zakładać rodzinę. Według ustaleń niemieckich mediów Eren miał być regularnie prześladowany przez dwóch imigrantów z klasy. Kulminacja miała nastąpić podczas szkolnego wyjazdu do austriackiego Kleinwalsertal. To właśnie tam, w schronisku narciarskim, chłopiec miał być bity pasem tak długo, aż na jego ciele pojawiły się liczne ślady pobicia. Na tym jednak horror się nie kończył.
Jak wynika z relacji świadków, 12-latek miał być częściowo rozbierany i zmuszany do zachowań o charakterze seksualnym. Wszystko po to, by jego oprawcy mogli później pochwalić się nagraniami w Internecie. W epoce mediów społecznościowych sama przemoc często już nie wystarcza – trzeba ją jeszcze sfilmować, opublikować i zdobyć kilka sekund internetowej uwagi.
Najbardziej szokujące jest jednak pytanie, które dziś zadaje sobie wielu Niemców: gdzie w tym czasie byli dorośli? Na wycieczce obecnych było pięciu nauczycieli. Pięciu opiekunów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo uczniów. Tymczasem przez kilka dni jeden z nich miał być systematycznie poniżany, bity i zastraszany. Matka chłopca nie kryje oburzenia. Jej zdaniem doszło do całkowitego załamania systemu nadzoru i zaniedbania obowiązków przez szkołę. Jak to możliwe, iż podczas kilkudniowej wycieczki, nad którą czuwało kilku nauczycieli, nikt nie zauważył brutalnego znęcania się nad dzieckiem.
Konsekwencje dla chłopca są dramatyczne. Problemy ze snem, bóle brzucha, stany lękowe i trauma, której nie da się usunąć jedną rozmową z psychologiem. To cena, jaką zapłaciło dziecko, które miało znajdować się pod opieką instytucji publicznej. Cenę za politykę otwartych drzwi dla barbarzyńców z „trzeciego świata”.
Policja prowadzi dochodzenie, jednak pojawia się kolejny problem. Obaj podejrzani mieli w chwili zdarzenia po 13 lat. W praktyce oznacza to, iż niemieckie prawo nie przewiduje wobec nich odpowiedzialności karnej. Jeden z chłopców miał przyznać się do udziału w zdarzeniach, ale z punktu widzenia wymiaru sprawiedliwości pozostaje osobą nieletnią i niepodlegającą karze.
Sprawa natychmiast wywołała dyskusję o konieczności zmian w prawie. Coraz częściej padają pytania, czy granica odpowiedzialności karnej nie została ustalona zbyt wysoko i czy państwo nie pozostawia ofiar samych sobie w sytuacjach wyjątkowo brutalnych czynów popełnianych przez nieletnich.
Jeszcze szersza debata dotyczy jednak stanu niemieckich szkół. Coraz więcej nauczycieli alarmuje o rosnącej agresji, problemach wychowawczych i narastających konfliktach między uczniami. Policyjne statystyki pokazują, iż liczba przypadków przemocy, gróźb i zniewag w placówkach edukacyjnych wyraźnie wzrasta.
Polecamy również: Burza po ruchu Nawrockiego. Kijów reaguje ostro

4 godzin temu













