Nie tylko pogoda. To może decydować, kto przeżyje upały

1 godzina temu

Latem nieznośne upały i deszcze błyskawiczne powodujące podtopienia, zimą ekstremalne mrozy. To nowa rzeczywistość także w Europie. Najnowsza analiza pokazuje, iż negatywne skutki w tym zakresie potęgują nierówności ekonomiczne. Gdyby w całej Europie zmniejszyć je do poziomu najbardziej równościowego kraju, można byłoby uniknąć ponad 109 tys. zgonów związanych z temperaturami.

W Europie w latach 2022-2024 odnotowano ponad 180 tys. zgonów związanych z upałami. Jednak nie tylko ekstremalne ciepło, ale i chłód zbierają śmiertelne żniwo. Naukowcy wskazują w tym kontekście m.in. na problem ubóstwa energetycznego i nieprzygotowanie części budynków mieszkalnych do niskich temperatur.

Najnowsza analiza, której wyniki opublikowano na łamach „Nature Health”, pokazuje, iż jeden i drugi problem pogłębiają… nierówności ekonomiczne. Takie wnioski wysnuto na podstawie danych na temat ponad 160 mln zgonów. Dotyczyły one lat 2000–2019 w 32 krajach Europy, a zgromadzono je w ramach projektu „Early-adapt”.

Jedną z głównych miar porównań był współczynnik Giniego – jeden z najpopularniejszych wskaźników wykorzystywanych do mierzenia nierówności ekonomicznych w naukach społecznych. Mówiąc najprościej, współczynnik ten określa rozkład zamożności w społeczeństwach, pozwalając na porównania pomiędzy nimi.

Okazuje się, iż gdyby w każdym z badanych państw nierówności przyjęły postać jak w kraju o najniższym wskaźniku Giniego… wówczas w badanym okresie można byłoby uniknąć ponad 109 tys. zgonów. Wspomnianym krajem jest Słowenia, gdzie rozkład zamożności klasyfikowany jest jako jeden z najbardziej równościowych na świecie.

  • Czytaj także: Czy polityka klimatyczna to wyższe rachunki? Prof. Ryszawska odpowiada na pytanie referendalne Nawrockiego

Klimatem, zdrowiem i dobrostanem ludzi można zająć się jednocześnie

– Badanie dostarcza konkretnych, przerażających liczb – mówi dr Michał Pałasz z Instytutu Kultury Uniwersytetu Jagiellońskiego i Rady Klimatycznej UJ, pytany przez SmogLab. – Dowiedzieć możemy się na przykład, ile osób umrze z powodu upalnych dni i tropikalnych nocy, jak również ile mogłoby nie umrzeć. To są dane, które moglibyśmy wykorzystać do tworzenia polityk z zakresu zdrowia publicznego, dobrostanu społecznego i klimatu jednocześnie, pozwalających adresować wiele problemów naraz. Działając na rzecz ograniczania zmiany klimatu, możemy ratować życie ludzkie i dbać o większy komfort życia.

Dr Pałasz podkreśla, iż katastrofalne skutki zmiany klimatu w scenariuszu, w którym działamy tak jak do tej pory, to kwestia najbliższych lat. Scenariusz ten oznacza średnią temperaturę wyższą o ok. 3-4 st. Celsjusza już w latach 70. i 80. tego stulecia. To problem najbliższych dekad, odczuwalny za życia dużej części z nas oraz osób, które znamy.

– Osoby dziś studiujące będą przechodzić wtedy na emerytury, ich dzieci będą po trzydziestce, natomiast ich wnuczęta zaczną podstawówkę. To nie jest odległy czas. Polityki klimatyczne, zdrowotne i podnoszące jakość życia dotyczą bezpośredniego interesu dzisiejszych wyborców i wyborczyń – podkreśla naukowiec.

Dobrobyt regionu chroni przed zimnem, ale nie upałem

Autorzy wspomnianego badania zauważają, iż regiony o wyższym PKB w analizowanym okresie były mniej narażone na śmiertelność wskutek niskich temperatur. Ma to związek najprawdopodobniej z lepiej izolowanymi budynkami mieszkalnymi, mniejszym ubóstwem energetycznym oraz lepszymi systemami opieki zdrowotnej. Co jednak ciekawe, podobnego związku nie zaobserwowano w przypadku upałów.

Wręcz przeciwnie. Okazuje się, iż miejsca te były bardziej narażone na skutki ekstremalnego ciepła, co badacze tłumaczą gęstszą zabudową, koncentracją działalności gospodarczych oraz tzw. miejskimi wyspami ciepła.

W zamożniejszych regionach poszczególne grupy osób mogą jednak skutki te odczuwać w różnym natężeniu. Warto w tym kontekście przypomnieć wyniki badań, według których osoby mniej zamożne oraz seniorzy są bardziej narażeni w przypadku fal upałów. Osoby o niższych dochodach często mają trudności z dostępem do wysokiej jakości mieszkań. Wiele z nich mieszka w przeludnionych, słabo wentylowanych budynkach – często bez klimatyzacji, które oferują kilka wytchnienia od upałów.

  • Czytaj także: Upały bardziej szkodzą biedniejszym. „Dochody kluczowym czynnikiem”

Biedni, czyli większość. Nierówności i niesprawiedliwość klimatyczna

– Badanie pokazuje, iż zmiana klimatu bardziej dotyka ludzi biednych, czyli większość – podkreśla dr Michał Pałasz z UJ. – Ilustruje w ten sposób zjawisko niesprawiedliwości klimatycznej, ponieważ ta cierpiąca większość w stopniu nieproporcjonalnie mniejszym przyczyniła się do kryzysu klimatyczno-ekologicznego, w porównaniu z bogaczami – zwraca uwagę naukowiec w udzielonym nam komentarzu.

  • Czytaj także: 1 proc. najbogatszych emituje tyle CO2, ile 2/3 ludzkości. To jednak nie tylko miliarderzy

Podkreśla przy tym, iż problem nierówności nie ogranicza się do Starego Kontynentu. To problem globalny. – Analizy te dotyczą Europy. Zgłębiając jednak problem w szerszej perspektywie, dowiemy się, iż miliarderzy emitują milion razy więcej gazów cieplarnianych niż przeciętny człowiek. Okazuje się, iż gdyby zignorować wpływ na pogłębianie się katastrofy klimatycznej 3 mld osób najuboższych, to mielibyśmy do zrobienia mniej więcej tyle samo, co obecnie. Inaczej mówiąc: to nie liczebność ludzkiej populacji jest problemem, a jej nierówna struktura – mówi nam dr Michał Pałasz.

– Nierówności zabijają w dosłownym sensie. To badanie pokazuje, iż zabijają wskutek zmiany klimatu. Doskonale udokumentowane jest jednak również to, iż zabijają właśnie dlatego, iż są głęboką, systemową przyczyną zmian klimatu. Przyczyna ta jest ukrywana pod technooptymistyczną narracją, według której zaradzimy katastrofie, nie zmieniając nic. Albo jeszcze gorzej: iż zaradzimy jej, robiąc więcej tego samego, co do niej doprowadziło.

_

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Kathrine Andi

Idź do oryginalnego materiału