Nie ma pewnego zawodu przyszłości. Sztuczna inteligencja kasuje świat, jaki znamy

3 godzin temu

Piotr Guzik: Państwa „protest robotów” odbił się szerokim echem w kraju i za granicą. Tylko dlaczego człowiek, którego firma roboty produkuje, domaga się regulacji? Od ludzi biznesu nie raz słyszałem, iż przepisy pętają im swobodę działania.

Grzegorz Kuliś: Regulacje co do swojej istoty nie są złe. Złe jest przeregulowanie. Jako inicjatywa społeczna Democratism nie chcemy walczyć z robotami i sztuczną inteligencją. Uważamy jednak, iż to zjawisko, które gwałtownie uderza w rynek pracy, nie może pozostać bez żadnych ram prawnych. Brak regulacji w tym momencie to cała masa ryzyk.

Kto ma o tym głośno mówić, jeżeli nie my? Jako Weegree zajmujemy się rynkiem pracy od dwóch dekad. Z kolei istniejąca ponad 10 lat firma Delta Robots była pierwszą w Europie Środkowo-Wschodniej rozwijającą robotykę humanoidalną, a od pewnego czasu realizujemy też projekty badawczo-rozwojowe w dziedzinie AI. Jesteśmy wewnątrz tego procesu. Widzimy z bliska tę przerażającą, a z drugiej strony fascynującą gwałtowność zmian. Mamy wiedzę o mechanice tego rynku, dlatego kto, jak nie my, ma mówić o związanych z tym zagrożeniach?

Jakie konkretnie gwałtowne zmiany ma pan na myśli? Co nam dzisiaj umyka?

– Aby zrozumieć tempo zmian, spójrzmy na testy, którymi naukowcy badają kompetencje sztucznej inteligencji. Istnieje bardzo złożony test Humanity’s Last Exam. To 2500 intencjonalnie skomplikowanych pytań z kluczowych dziedzin – od matematyki, przez fizykę, biologię i medycynę po socjologię – do których rozwiązania, jak twierdzą twórcy, potrzebna jest wiedza na poziomie doktoratu oraz umiejętność logicznego, autorskiego myślenia.

W czwartym kwartale 2022 roku pojawił się ChatGPT 3.5 i radził sobie z niespełna 2 procentami tych pytań. Obecne modele dochodzą do okolic 68-70 procent. A mówimy o czasookresie zaledwie czterech lat! Ten wykładniczy przyrost kompetencji maszyn poraża.

Jeśli ta dynamika się utrzyma, co nas czeka?

– Wypuszczony tydzień temu model ChatGPT 6.0 Astra w testach ARC-AGI, mierzących ogólną inteligencję modeli sztucznej inteligencji, osiągnął wynik 99,9 proc. Pytaniem nie jest więc czy, tylko kiedy zrodzi się Artificial General Intelligence, czyli silna sztuczka inteligencja. Niezależnie, czy przyjmiemy definicję, iż będą to systemy „lepsze w większości zadań od większości ludzi”, czy „lepsze w każdym zadaniu od każdego człowieka”, wpływ na rynek pracy będzie gigantyczny. Pojawia się konkurent, który nas niesamowicie dystansuje: ma potężniejszą wiedzę, nie choruje, nie potrzebuje urlopu. W tej rynkowej rywalizacji, jako pracownicy, po prostu przegramy.

Część specjalistów porównuje tę sytuację do rewolucji przemysłowej. Ona również z jednej strony pozbawiła część ludzi pracy, a zarazem przyniosła powstanie nowych zawodów.

– Tak twierdzą technoentuzjaści. Sam jestem gdzieś pomiędzy nimi a technosceptykami, ale w tym argumencie kryją się fundamentalne błędy. Po pierwsze: poprzednie rewolucje przemysłowe trwały dekady. Mieliśmy czas na przekwalifikowanie się i zdobycie nowych kompetencji. Nie było tej gwałtowności, którą obserwujemy dziś.

Grzegorz Kuliś podczas „protestu robotów” w Warszawie – fot. Democratism.com

Po drugie, dotychczas jako cywilizacja wymyślaliśmy narzędzia. Na przykład nóż. Mogę takim nożem posmarować sobie kanapkę. A mogę też pana ugodzić w serce. Decyzja, co z tym nożem zrobię jest moją, ludzką decyzją. Teraz wymyślamy nóż, który nie dość, iż sam zadecyduje, czy posmaruje kanapkę, czy zrobi komuś krzywdę, to na dodatek będzie w stanie wymyślać jeszcze lepsze noże. Mamy więc do czynienia nie z narzędziami, ale z bytami agentowymi.

To może po prostu zamrozić rozwój AI na obecnym etapie?

– Wtedy rynek pracy byłby bezpieczny, ponieważ obecne modele językowe nie są w pełni autonomiczne. Ale wizja zatrzymania rozwoju tej technologii to pobożne życzenia. Dlatego musimy się przygotować na konsekwencje.

Dużo mówi się o widmie zwolnień wśród „białych kołnierzyków”, osób zajmujących się pracą biurową czy kreatywną. A co z pracą fizyczną?

– Dotychczas sztuczna inteligencja była trenowana na ludzkich tekstach, które powstawały z ludzkich doświadczeń. Model językowy potrafi je świetnie opisać, ale nie potrafi ich odczuć, bo nie ma doświadczenia.

Chyba, żeby umieścić go w „ciele” maszyny, która może się poruszać po przestrzeni.

– Roboty humanoidalne to krok w stronę „embodied AI”, czyli ucieleśnionej sztucznej inteligencji. Wyposażając maszyny w intuicyjną fizykę, w widzenie komputerowe, zdolność oceny perspektywy i adekwatności użytej siły wypuszczamy algorytmy w świat fizyczny.

Grzegorz Kuliś: Maszyna jest szybsza i silniejsza, nie choruje i może pracować całą dobę.

To, czy taki robot zyska świadomość – niezależnie od tego, czym ona jest, ponieważ przez cały czas nie zdefiniowaliśmy jej naukowo – czy nie, nie ma znaczenia dla rynku prac manualnych. Liczy się to, iż pojawia się na nim maszyna, która jest od nas silniejsza i szybsza, która nie choruje i może pracować przez całą dobę, co najwyżej z przerwami na ładowanie.

Ale przecież ktoś te roboty będzie musiał nadzorować, naprawiać, korygować ich działanie. Technologia stworzy zupełnie nowe role.

– Często to słyszę: „powstaną nowe zawody, a my się w nich odnajdziemy”. Powiem szczerze: nie wierzę w to.

Dlaczego?

– Załóżmy, iż obaj mamy konkurujące korporacje taksówkarskie. jeżeli pan wprowadzi autonomiczne pojazdy, ja nie wytrzymam kosztów pracy i będę musiał zrobić to samo. To nie wydarzy się w tydzień, ale perspektywa najbliższych dziesięciu lat jest realna. I dotyczy nie tylko taksówkarzy, ale także kierowców autobusów czy tirów. Z całym szacunkiem dla tych, co wykonują te zawody, nie widzę potencjału, aby wszystkich tych ludzi przekwalifikować na przykład na data scientistów (analityków danych – dop. red.).

To może osoby o wyższych specjalizacjach są w lepszej sytuacji?

– Perspektywy diagnostów medycznych, księgowych, programistów czy dziennikarzy nie wyglądają lepiej. jeżeli AI zastąpi nas w obecnych wymagających wysokich kompetencji zawodach, to czemu nie miałaby tego zrobić również w przypadku zawodów, które powstaną? Zawsze będzie w nich szybsza i tańsza.

To scenariusz na skokowy wzrost bezrobocia.

– Ryzyko jest ogromne. jeżeli automatyzacja pozbawi nas masowo pracy w tak gwałtownym tempie, pokłosiem będzie skokowy wzrost nastrojów populistycznych. Z historii wiemy, jak to się może skończyć.

Nastroje populistyczne już teraz są bardzo silne, i to bez buntu maszyn.

– To już polityka, a nią staram się nie zajmować. Skupiam się na rynku pracy, bo na nim działam od lat. I mam poważne obawy – również wynikające z osobistych doświadczeń.

Co ma pan na myśli?

– Mam czternastoletniego syna. Mój brat ma piętnastoletniego syna i dziesięcioletnią córkę. Temat ich ścieżek kariery pojawia się w rozmowach rodzinnych bez przerwy. Znajomi też często pytają: „Słuchaj, mój młody czy moja córka idzie na studia, rozważamy dwa konkretne kierunki – co byś doradził pod kątem bezpieczeństwa zatrudnienia i przyszłości?”.

I co im pan odpowiada?

– Jestem do bólu szczery: nie mam bladego pojęcia, w jakich kierunkach powinni się kształcić. Nie wiem, jak im doradzić, bo horyzont zmian jest tak gwałtowny i nieprzewidywalny. Uważam, iż biznes technologiczny powinien być w takich sprawach uczciwy. To nasza rodzicielska i obywatelska odpowiedzialność, by zacząć o tym mówić głośno.

Twierdzi pan, iż polski rynek pracy jest specyficzny o tyle, iż może oberwać z dwóch frontów naraz. Dlaczego?

– Będziemy mierzyć się z transformacją zatrudnienia jak wszyscy inni – od zwolnień analityków po wymianę kierowców w firmach. Ale Polska ma dodatkowy, gigantyczny problem: my tych kluczowych technologii nie wytwarzamy. Najważniejsze IP, czyli własność intelektualna, nie jest w polskich rękach. Jesteśmy tylko odbiorcami. Owszem, planowana jest budowa centrów danych w Krakowie i Poznaniu. Ma ruszyć w 2028 roku, ale znając realia, nastąpi to raczej w 2030 roku albo później. A wtedy pozostanie nam rola odbiorców technologii amerykańskich i chińskich.

Grzegorz Kulis: Imigranci nie przypłyną do nas w łódkach przez Morze Śródziemne, tylko kablami z USA i w kontenerach z Chin.

Opinia publiczna i politycy ekscytują się dzisiaj problemem uchodźców, myląc ich kompletnie z imigrantami zarobkowymi. Tymczasem największa liczba „imigrantów zarobkowych” nie przypłynie na łódkach przez Morze Śródziemne. Oni dotrą do nas po kablach światłowodowych po dnie Atlantyku w postaci agentów AI stworzonych w amerykańskich centrach danych, a z drugiej strony przypłyną w kontenerach z Chin w postaci robotów humanoidalnych. Jako rynek będziemy po prostu płacić właścicielom tych technologii.

Z drugiej strony zachodni miliarderzy, tacy jak Elon Musk, snują utopijne wizje, w których państwa zapewnią nam wszystkim uniwersalny dochód, ponieważ dzięki maszynom koszty życia radykalnie spadną, a praca stanie się zbędna.

– Elon Musk może sobie na takie deklaracje pozwolić, bo dysponuje technologią autonomicznej jazdy i zaawansowaną sztuczną inteligencją, choćby modelem Grok. Skoro kapitał intelektualny, patenty na systemy AI i fabryki humanoidalnych robotów znajdują się w rękach Amerykanów i Chińczyków, to proszę odpowiedzieć na jedno pytanie: czy Amerykanin albo Chińczyk będzie płacił Polakowi gwarantowany dochód podstawowy? Przeciwnie – staniemy się technologicznie uzależnieni i będziemy płacić im swoisty haracz za korzystanie z ich urządzeń i systemów.

Ale jeżeli konieczność wykonywania pracy faktycznie zniknie, to czy brak obowiązków może przynieść szczęśliwość, czy raczej społeczny uwiąd i utratę sensu życia?

– Nie jestem psychologiem ani socjologiem, ale wiem jedno: praca to nie tylko pensja. To element, który nas definiuje, nadaje sens, porządkuje relacje międzyludzkie i struktury społeczne.

Zresztą, z perspektywy społecznej pojawia się też inne ryzyko. Za chwilę agenci AI będą doskonałymi, niemal nierozróżnialnymi w kontakcie od ludzi towarzyszami. Staną się potężną konkurencją na rynku matrymonialnym. Już dziś w USA co trzeci nastolatek ma głęboką relację emocjonalną ze sztuczną inteligencją. Jak to wpłynie na zawieranie związków, zakładanie rodzin? Przy polskiej dzietności na poziomie około 1,08 to może być poważny cios w nasze przetrwanie demograficzne. Ktoś powie, iż ujemny przyrost naturalny złagodzi skutki kurczącego się rynku pracy, ale postęp technologiczny jest znacznie szybszy niż negatywne trendy demograficzne.

Postępująca robotyzacja i rozwój sztucznej inteligencji niesie zagrożenia nie tylko natury ekonomicznej. Eksperci zwracają też uwagę na aspekt militarny i społeczny.

– Roman Yampolskiy, Geoffrey Hinton czy Yuval Noah Harari mówią wprost, iż powstrzymanie bytu intelektualnie potężniejszego od człowieka jest niemożliwe. Dotąd jako ludzkość panowaliśmy nad planetą. Tworzyliśmy piekielnie skomplikowane struktury – jak globalny system finansowy – których mechanikę rozumie niewielki ułamek społeczeństwa, ale mimo to pozostawały pod naszą kontrolą.

Jeśli jednak sztuczna inteligencja przejmie rynek finansowy i zacznie tworzyć modele całkowicie dla nas nieprzeniknione, to w razie tąpnięcia nie będziemy mieli wyjścia – będziemy musieli zaufać tym modelom w stu procentach. Bo nie będzie człowieka, który zrozumie, co dzieje się w złożonej strukturze stworzonej przez maszynę.

Grzegorz Kuliś: Nie mówię, iż nie mamy szans na tę krainę mlekiem i miodem płynącą. Ale myślę, iż większe szanse jednak mamy na to, iż będzie źle.

Amerykańscy tech-oligarchowie ścigają się dziś o to, kto zostanie „pierwszym Bogiem”. Media społecznościowe i agenci AI mają ogromny wpływ na masy ludzi i mogą stać się narzędziem perfidnej manipulacji. Ambicje takich osób jak Elon Musk, Sam Altman z OpenAI, Dario Amodei z Anthropic czy Demis Hassabis, Siergiej Brin i Larry Page z Google są już niepokojące. Usprawiedliwiają się, iż „jeśli nie my, to kto?”, iż lepiej, aby technologia była w rękach adekwatnych ludzi. Ale wszystkie scenariusze rozwoju sztucznej inteligencji prowadzą do jednego – do powstania supersztucznej inteligencji, która nas zdominuje. A wtedy z panów staniemy się podopiecznymi algorytmów.

Pana zdaniem przyszłość maluje się w aż tak czarnych barwach?

– Są też jasne strony. Nowe narzędzia mogą nam pomóc lepiej walczyć z chorobami, wydłużyć i poprawić nasze życie. Rozwój technologii otwiera drogę do całej masy fantastycznych odkryć. Nie mówię, iż nie mamy szans na tę krainę mlekiem i miodem płynącą. Ale myślę, iż większe szanse jednak mamy na to, iż będzie źle.

Widząc to wszystko, od czego powinniśmy zacząć? Czego ruch Democratism chce na już?

– Chcemy debaty. Potrzebujemy konkretnego planu regulacji tego obszaru. Tu nie chodzi tylko o Ministerstwo Cyfryzacji. W procesie muszą uczestniczyć także Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, związki zawodowe oraz instytucje edukacyjne.

Musimy zacząć adaptować systemy z mądrością. Świetnym przykładem jest Estonia. Tamtejsi decydenci, we współpracy z OpenAI, wprowadzili do szkół nakładkę edukacyjną opartą na metodzie sokratejskiej. Sztuczna inteligencja nie podaje uczniom gotowych odpowiedzi – prowadzi dialog, prowokuje do myślenia, stawia wyzwania. To dowód, iż można używać AI w sposób, który nie degraduje naszych kompetencji poznawczych, ale je wzmacnia.

W Polsce tego brakuje. jeżeli chcemy uniknąć fali bezrobocia, która zepchnie społeczeństwo w stronę skrajnego populizmu, musimy budować świadomość już teraz – zanim uderzy w nas prawdziwe technologiczne tsunami. A czasu mamy dramatycznie mało.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału