Nie głosuję, ale narzekam

1 godzina temu

Podatek od nieruchomości znowu wzrósł? Narzekamy. Tankowanie samochodu kosztuje za dużo? Narzekamy. Zakupy, rachunki, opłaty, podatki – wszystko drożeje? Oczywiście narzekamy.

Illinois jest za drogie, podatki są za wysokie, Demokraci rządzą za długo, Pritzker wydaje za dużo, a Springfield żyje w zupełnie innym świecie niż przeciętna rodzina. Przy kawie, na Facebooku, w polskim sklepie i na rodzinnym grillu potrafimy przeprowadzić kompletną reformę finansów stanu. Tylko kiedy 3 listopada przyjdzie czas wybrać gubernatora Illinois, spora część z nas zostanie w domu. Bo przecież „mój jeden głos niczego nie zmieni”. I chyba właśnie to zdanie powinno być oficjalnym hymnem wszystkich, którzy najgłośniej narzekają na politykę, ale nie zamierzają uczestniczyć w wyborach.

3 listopada: Pritzker kontra Bailey
Tegoroczne wybory gubernatorskie są szczególnie interesujące, bo Illinois dostanie polityczny rewanż sprzed czterech lat. Demokratyczny gubernator J.B. Pritzker walczy o trzecią kadencję, a jego głównym republikańskim przeciwnikiem ponownie jest Darren Bailey. W 2022 roku Pritzker wygrał zdecydowanie – różnicą około 13 punktów procentowych. Teraz Bailey wraca i próbuje skierować kampanię przede wszystkim na sprawy, które mieszkańcy odczuwają we własnych portfelach: koszty życia, podatki od nieruchomości, rachunki, bezpieczeństwo i edukację. I tu robi się ciekawie. Bo właśnie o tych rzeczach Polonia rozmawia bez końca. „Property tax mnie zabija”. „Benzyna za droga”. „Illinois zdziera z nas na każdym kroku”. „Dlaczego w Indianie jest taniej?”. „Ile jeszcze można płacić?”. No właśnie. Ile?

Illinois rzeczywiście kosztuje
To nie jest tylko nasze polonijne wrażenie. Według danych Tax Foundation efektywna stawka podatku od nieruchomości dla domów zajmowanych przez właścicieli wynosi w Illinois około 1,88 procent wartości nieruchomości. Średni łączny stanowy i lokalny podatek od sprzedaży sięga 8,96 procent. Kierowcy również mają powody, żeby przy dystrybutorze zaciskać zęby. Czyli kiedy mówimy, iż życie w Illinois jest drogie, nie wszystko jest marudzeniem. Liczby pokazują, iż podatkowo nie mieszkamy w raju. I teraz pojawia się pytanie znacznie bardziej niewygodne. Co zrobiłeś, żeby to zmienić?

Narzekanie nie jest formą głosowania
Nie chodzi o to, żeby 3 listopada wszyscy Polacy zagłosowali na Darrena Baileya. I absolutnie nie chodzi o to, żeby wszyscy zagłosowali na J.B. Pritzkera. Chodzi o coś znacznie prostszego: idź i zagłosuj zgodnie ze swoimi przekonaniami. o ile uważasz, iż Pritzker dobrze zarządza Illinois, gospodarka zmierza we właściwym kierunku, a podatki są ceną za poziom usług publicznych – zagłosuj na niego. o ile uważasz, iż osiem lat demokratycznych rządów wystarczy, podatki są za wysokie i stan potrzebuje zmiany – zagłosuj na jego przeciwnika. Ale nie mów później przez następne cztery lata, iż „oni znowu wygrali”, o ile 3 listopada choćby nie chciało ci się pojawić przy urnie.

„Mój głos niczego nie zmieni”
To chyba najwygodniejsze usprawiedliwienie ze wszystkich. Oczywiście jeden polski głos w wyborach obejmujących cały Illinois nie zmieni samodzielnie gubernatora. Tak samo jak jedna kropla deszczu nie powoduje powodzi. Problem zaczyna się wtedy, kiedy dziesiątki tysięcy ludzi myślą dokładnie tak samo. Polonia w Chicago i na przedmieściach nie jest grupą niewidzialną. Mieszkamy w Des Plaines, Niles, Park Ridge, Schaumburgu, Arlington Heights, Palatine i dziesiątkach innych miejscowości. Prowadzimy firmy, kupujemy domy, płacimy podatki, posyłamy dzieci do szkół. Chcemy mieć wpływ na bezpieczeństwo, edukację, podatki i gospodarkę. Tylko wpływ polityczny nie bierze się z liczby polskich flag wywieszonych na festiwalu. Bierze się między innymi z liczby głosów wrzuconych do urn. Politycy bardzo dobrze wiedzą, które grupy społeczne głosują. I równie dobrze wiedzą, które tylko narzekają.

W Polsce obowiązek, w Illinois – szkoda czasu?
I tutaj dochodzimy do mojego ulubionego polonijnego paradoksu. Przychodzą wybory prezydenckie albo parlamentarne w Polsce i nagle budzi się w nas obywatelski duch. Trzeba się zarejestrować. Trzeba znaleźć komisję. Trzeba zagłosować. „Bo to mój obowiązek”. „Bo Polska jest dla mnie ważna”. „Bo każdy głos się liczy”. Potrafimy stać godzinami w kolejce, żeby zdecydować, kto będzie rządził krajem oddalonym od Chicago o ponad cztery tysiące mil. A kilka miesięcy później przychodzą wybory w Illinois – stanie, w którym mieszkamy, pracujemy, płacimy podatki, mamy domy, firmy i wychowujemy dzieci – i słyszę: „A po co? Przecież mój głos nic nie zmieni”. Przepraszam, ale czegoś tu nie rozumiem.

A jeżeli przez cały czas uważasz, iż wybory tutaj cię nie dotyczą, może rzeczywiście czas spakować walizkę i wrócić do Polski. Bo skoro tam głosujesz zawsze, mówiąc z dumą, iż to twój obywatelski obowiązek, to warto zadać sobie jedno niewygodne pytanie: Co z przywilejem głosowania tutaj – w kraju, w którym każdego ranka się budzisz i każdego roku płacisz podatki? Demokracja daje ci prawo do narzekania. Ale 3 listopada daje ci coś znacznie cenniejszego – możliwość zrobienia czegoś więcej niż narzekanie.

Antoni B.

Idź do oryginalnego materiału