Nie czyja Polska, ale jaka Polska …

wiernipolsce1.wordpress.com 2 godzin temu

Nieżyjący już fatalny premier III RP Jan Olszewski zadał kiedyś pytanie: „Czyja będzie Polska?”. Jest to pytanie, które wielokrotnie powtarzane jest w III RP. Mnie ono zawsze drażniło.

.

Dla ludzi wywodzących się z solidarnościowego etosu było i jest fundamentalne. Na dużo dalszy plan schodziło pytanie dla nas endeków zasadnicze zadane kiedyś przez Adama Śmiecha z „Myśli Polskiej”, czyli – czym i jaka będzie Polska. Do tego potrzeba racjonalnej idei.
Kochać Polskę tylko dlatego, iż jest ojczyzną i tutaj byliśmy rodzeni jest dla mnie dosyć małe. To jak uwielbianie siebie samego. Jest to normalne, ale nie jest żadną głęboką ideą. Człowiek rozumny by usprawiedliwić wrodzony egoizm stara sobie przypisać wyższe adekwatności i ideały. Wtedy troska o siebie wykracza poza intelektualną masturbację i jest w jakiś sposób usprawiedliwiona. Człowiek czuje się wtedy potrzebny i ma do spełnienia określone zadania.
Misja Polski
A jaką misję ma do spełnienia dzisiejsza Polska? Co Polak powinien zrobić dla Polski? To pytania zupełnie znikły w codziennej nawalance współczesnych stronnictw politycznych. Nikt nie pyta o idee, gdyż prawie wszyscy zajęci są polityczną wojna domową. To nie walka o idee, ale o stołki i dominację nad poststyropianową konkurencyjną frakcją. To właśnie jest kwintesencja olszewizmu czyli hasła „czyja będzie Polska”. Olszewski jako premier sromotnie przegrał, olszewickie myślenie przetrwało i święci triumfy.
Kiedyś gdy naszego kraju nie było na mapach ten problem był mniejszy, bo ówczesnemu narodowi wystarczyło mesjanistyczne bajdurzenie – Polska mesjaszem narodów, Polska Chrystusem narodów, Polska Arnoldem Winkelriedem, Polska za waszą i naszą. Polskie głowy opętał tuczony przez naszych wieszczów mesjanizm, który prowadził naród ku insurekcyjnym szaleństwom czego najlepszym przykładem był rok 1831 i 1863. To przetrwało w narodowym DNA stąd potem powstanie w Warszawie czy działania antykomunistycznego podziemia po zakończonej już wojnie. Prometejskie farmazony zatruwały mózgi krzepnącego narodu.
Zdrowy rozsądek
W kontrze do archaicznych szaleństw powstał postępowy, republikański, nieklerykalny i zdroworozsądkowy ruch narodowo-demokratyczny. Idea Jana Ludwika Popławskiego, Zygmunta Balickiego i Romana Dmowskiego była jak chluśnięcie wiadra ziemnej wody na rozgrzaną głowę patrioty żywcem zerżniętego z sienkiewiczowskiej Trylogii. Ruch ten miał realną wizję. Chcieli niepodległości. Chcieli kraju nowoczesnego Polaka. Polski jednolitej narodowościowo i opartej o sensowne granice. Chcieli Polski silnej i stabilnej. Polski wielkiej roztropnością i przebiegłą dyplomacją. Narodu wyedukowanego i mogącego konkurować z rywalami zewnętrznymi i wrogami wewnętrznymi.
Ta jednak idea była trudna dla ludu, i nie mogła pociągać za sobą mas. Dlatego właśnie ozdobiono ją dodatkami, które niestety z biegiem czasu ze względu na łatwość przyswajania przez naród stały się sztandarowymi dla tego ruchu. Widać to szczególnie w endecji lat 30-stych. Czym mniej było roztropności starej endecji, tym wiecej było wykoślawionego nacjonalizmu i odpustowego patriotyzmu. W pewnych aspektach ze względu na przejaskrawienia endecja stawała się wtedy karykaturą ruchu z przełomu XIX i XX wieku. Czas niemieckiej okupacji, działań radzieckich i rządów bermanów po wojnie praktycznie wytępił zdroworozsądkową endecję. W szczątkowej formie przetrwała na emigracji i w PAX-ie.
Aktualność myśli endeckiej
Idea endecka, kraj piastowski, ciągłość dziejów narodu i państwa, kraj nasz jako pomost między Wschodem i Zachodem – to myśli wokół, których ludzie rozumni powinni się jednoczyć również dzisiaj. Endecja z jej racjonalizmem i pomysłem polityki wschodniej jest Polakom potrzebna. Jednak by endecja mogła zagościć na scenie politycznej musi wychować pewien rodzaj zakonu ideowego. Wtedy dopiero może myśleć o jakichkolwiek wyborach. Najpierw edukacja, potem formacja.
Endek nie może być kwiatkiem do kożucha. Nie powinien firmować stronnictw, które prowadzą politykę nieracjonalną i promują idea zgubne dla naszego narodu. Rozumni patrioci powinni oddzielać ziarna od plew. choćby wtedy gdy skazuje to nasz ruch na marginalizację na scenie politycznej. Trzeba rozróżniać fałszywy patriotyzm, od tego pożądanego. To będzie budzić sprzeciw choćby uczciwych ludzi, którzy zachłysnęli się patriotyzmem emocjonalnym i wierzyli w hasło „ostatnia chwila” i „teraz albo nigdy”.
Nie z wszystkimi nam po drodze.
Endekowi nie jest po drodze z tymi patriotami, którzy marzą o antyrosyjskiej degrellowskiej krucjacie na Wschodzie. Nie po drodze nam z wielbicielami prometejskiej ramoty. Nie idziemy w tym samym kierunku co ci, którzy wierzą w mocarstwową Polskę, która ma prawo łajać innych za to, ze wybierają alternatywne drogi rozwoju. Nie ma miejsca dla nas przy internetowych patopatriotach, antykomunistycznych pomyleńcach, sekcie smoleńskiej, bezkrytycznych wielbicielach powstańczych ruchawek i partyzantki powojnia, klerykalnych oszołomach z ryngrafami wielkości patelni, entuzjastami ponadnarodowego imperium i wielbicielami bajań o Wielkiej Lechii.
Ja nie przeczę, iż Ci ludzie są patriotami. Uważam ich w większości za szczerych i oddanych polskich patriotów. Tyle tylko, iż ten rodzaj patriotyzmu często przeobrażający się w szowinizm, jest szkodliwy dla rozwoju naszego narodu. To kwintesencja antyendeckości ubrana w endeckie symbole. By być rozumnym endekiem nie wystarczy przeczytać skrótu broszurki „Kościół, naród, państwo” i zakupić sobie mieczyk Chrobrego wielkości harcerskiej finki. Obrzydliwe jest to, iż w dzisiejszej Polsce wszystko zdominował kult walki zbrojnej, szaleńczych powstań, widowiskowych klęsk i maniakalne uwielbienie martyrologii.
Co dalej?
Wartością dla nas – ludzi racjonalnych – powinien być inny rodzaj patriotyzmu czyli uczucia skierowanego do Ojczyzny. To patriotyzm rozumny jest tą wartością, która nas powinna nas jednoczyć i wyznacza przed nami cel. Celem zaś jest normalna, wolna, suwerenna i sprawiedliwa Polska. Polska rządzona przez realistów politycznych. Ojczyzna, w której będziemy czuć się u siebie i bezpiecznie. Kraj dla którego i w którym chce się żyć, pracować, uczyć, wychowywać dzieci, bogacić się. Polska mająca ciągłość państwową. Ojczyzna, gdzie pamięta się o tych co za nią ginęli, niezależnie w jakiej formacji i na jakim froncie. Państwo, gdzie będzie się czuć zbiorowy obowiązek, a nie zbiorowy obłęd.
Czy taka Polska jest możliwa za naszego życia? Mam poważne wątpliwości. Szczerze pisząc na taką Polskę moim zdaniem nie ma szans w najbliższych dziesięcioleciach. Czeka nas bardzo długi marsz. Ale należy torować drogę dla takiej Polski przyszłym pokoleniom. I to jest nasze zadanie.
Autor: Łukasz Jastrzębski
(za: facebook)
Idź do oryginalnego materiału