Już na początku obrad było wiadomo, iż projekt nie ma łatwej drogi. Jak poinformowała radna Ewa Odulińska, Komisja Spraw Społecznych negatywnie zaopiniowała uchwałę stosunkiem głosów 2 za, 5 przeciw i 1 wstrzymujący się.Jeden z najmocniejszych głosów popierających ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu należał do radnego Fabiana Pszona, który od początku domagał się od przeciwników uchwały konkretnych danych. - Nie ma statystyki, która potwierdza państwa opinię – mówił podczas sesji. Podkreślał, iż argument o możliwym powrocie „melin” nie został poparty żadnymi liczbami ani przykładami z gmin, które już wprowadziły podobne rozwią
zania.Pszon zwracał też uwagę, iż w mieście dostęp do alkoholu w nocy wcale nie jest mały. - Dostępność alkoholu w nocy u nas jest nieograniczona praktycznie dla wszystkich, kto mieszka w tym pasie od Blachowni ciągnącym się po Koźle – przekonywał. W jego ocenie samorząd nie ma narzędzi, by rozwiązać cały problem alkoholizmu, ale może ograniczać nocny „komfort zakupu”, który sprzyja późniejszym
ekscesom.Podobnie argumentował radny Michał Nowak, który przypominał, iż temat ograniczania dostępności alkoholu wraca w samorządzie od lat. - Nie jest tak, iż alkohol nie jest problemem w naszym mieście – mówił. Jak podkreślał, choćby jeżeli skala zjawiska nie jest porównywalna z Warszawą czy Wrocławiem, nie oznacza to, iż należy je bagatelizować. Dodał, iż z jego doświadczenia zawodowego wynika, iż sprawy związane z nocną sprzedażą alkoholu pojawiają się również w lokalnych postępowaniach
karnych.Radny Marcin Wołyniec zwracał szczególną uwagę na stacje paliw. - Stacje benzynowe to nie bary – podkreślał. W jego ocenie nocna sprzedaż alkoholu na takich obiektach budzi poważne wątpliwości, zwłaszcza jeżeli chodzi o bezpieczeństwo kierowców i porządek publiczny. Wołyniec przywoływał też przykłady innych miast i krajów, gdzie podobne ograniczenia już obowiązują.Po stronie przeciwników uchwały mocno wybrzmiał argument, iż projekt nie opiera się na twardych, lokalnych danych. Przewodnicząca Komisji Spraw Społecznych Ewa Odulińska mówiła wprost, iż komisja nie bazowała na statystykach, ale na doświadczeniu i obserwacji. - Nie opieraliśmy się na jakichś statystykach i jakichś badaniach. Opieraliśmy się na pewno na jakimś doświadczeniu – przyznała. Jej zdaniem nie ma dziś pewności, iż wprowadzenie zakazu przełożyłoby się na spadek przemocy czy innych negatywnych
zjawisk.Odulińska podnosiła również argument, który wywołał później duże poruszenie w sali. Zastanawiała się, czy brak możliwości dokupienia alkoholu w nocy nie doprowadzi czasem do większej agresji domowej. - Czy taki ojciec, czy matka (...) iż on nie może kupić tego alkoholu, nie będzie właśnie wyżywał się na rodzinie jeszcze podwójnie – mówiła. Ta wypowiedź spotkała się z natychmiastową ripostą zwolenników uchwał
y.Do tych słów wprost odniósł się Fabian Pszon. - Taka teza, iż ktoś nie może kupić alkoholu i przez to przemoc w rodzinie może wzrosnąć, jest bardzo nietrafiona – ocenił. Radny przypomniał przy tym, iż – jak mówił – w 2024 roku 51 na 99 niebieskich kart w powiecie miało związek z alkoholem, a więc problem dotyczył właśnie obecności alkoholu, a nie jego braku.W opozycji do projektu stanął też radny Jacek Król, który ocenił, iż uchwała byłaby formą nadmiernej ingerencji samorządu. - Osobiście uważam, iż to jest wsadzanie kagańca na społeczeństwo – stwierdził. Jego zdaniem ograniczenie sprzedaży po 23.00 nie daje gwarancji zmniejszenia przemocy czy liczby zdarzeń, bo alkohol można kupić wcześniej, a samo picie nie zaczyna się przecież dopiero po tej
godzinie.Król podnosił także kwestie gospodarcze, przede wszystkim w odniesieniu do stacji paliw. - Produkt najbardziej marżowy, na którym stacje najbardziej zarabiają, to jest piwo – mówił. W jego ocenie zakaz mógłby uderzyć w nocne funkcjonowanie części takich punktów, a w konsekwencji również w miejsca
pracy.Przeciwny uchwale był również radny Marek Piasecki, który zwracał uwagę, iż sprzedaż alkoholu w mieście już i tak spada. - Bez pomocy nas radnych w naszej gminie w tamtym roku ubytek sprzedaży alkoholu to była kwota 6 milionów 864 tysięcy złotych – mówił. Jego zdaniem skoro alkohol byłby kupowany po prostu w innych godzinach, to sama uchwała nie rozwiązałaby problemu, a jedynie przesunęła zakupy w
czasie.Do danych z innych miast odwołał się natomiast radny Jakub Gładysz, który przytoczył przykład Krakowa. - Zakaz sprzedaży alkoholu nie wpłynął na liczbę przyjęć na szpitalnych oddziałach ratunkowych – mówił, wskazując, iż w jego ocenie same statystyki nie dają prostego dowodu na skuteczność takich ograniczeń. Dodał też, iż w wielu samorządach zakaz obejmuje tylko wybrane dzielnice czy osiedla, podczas gdy w Kędzierzynie-Koźlu miałby dotyczyć całego
miasta.Po stronie zwolenników uchwały mocno wybrzmiał też głos radnej Ewy Czubek. Radna nie miała wątpliwości, komu przede wszystkim służy nocna sprzedaż alkoholu. - W takich punktach kupują często właśnie osoby, które nadużywają alkoholu i też młodzież – mówiła. Jej zdaniem komfort tej grupy nie może być ważniejszy niż spokój rodzin i sąsiadów. - Wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka – podkreślił
a.Ewa Czubek zwracała też uwagę na stan miejskiej przestrzeni po weekendach. - Polecam przejście po parku w Kędzierzynie-Koźlu w Śródmieściu po weekendzie. Jest pełno porozwalanych butelek – mówiła, wskazując, iż nocna sprzedaż alkoholu ma też wymiar bardzo praktyczny: chodzi o porządek, bezpieczeństwo i jakość życia mieszkańcó
w.Bardziej społeczny i historyczny ton miała wypowiedź radnej Marzanny Gądek-Radwanowskiej. - Nas wybrano tutaj do Rady Miasta jako ludzi odpowiedzialnych – podkreślała. W jej ocenie samorząd powinien działać na rzecz ograniczania okazji do nocnego kupowania alkoholu, choćby jeżeli nie rozwiąże tym całego problemu uzależnień. - My powinniśmy dbać o interes społeczny, a nie o interes lobby alkoholowego – dodała.Wątpliwości miał z kolei radny Adam Oczoś, który przyznał, iż początkowo był skłonny poprzeć projekt, ale po rozmowach zaczął zmieniać zdanie. - Byłem tutaj skłonny, żeby głosować za tą uchwałą, ale po rozmowach (...) zaczynam mieć duże wątpliwości – powiedział. Zwracał uwagę, iż spośród około 141 punktów sprzedaży w mieście realne skutki uchwały dotknęłyby głównie kilka stacji paliw i jeden sklep, co w jego ocenie mogło sprawiać wrażenie działania wybió
rczego.Sama debata była momentami bardzo napięta. Przewodniczący rady Ireneusz Wiśniewski, widząc wyraźny podział wśród radnych, tuż przed ogłoszeniem wyniku głosowania powiedział krótko: - Głosy są podzielone mocno, także sprawdzimy.I faktycznie były podzielone. Po przeliczeniu głosów okazało się, iż uchwała przepadła. Za jej przyjęciem opowiedziało się 6 radnych, przeciw było 12, a 3 wstrzymały się od gł
osu.Spór w Kędzierzynie-Koźlu nie dotyczył wyłącznie samej sprzedaży alkoholu po 23.00. W tle przewijały się pytania o granice samorządowej ingerencji, sens lokalnych zakazów, znaczenie danych statystycznych, wpływ na stacje paliw i sklepy, a także o to, czy ważniejsza jest wolność zakupów, czy nocny spokój mieszkańców. W tej debacie większość rady uznała, iż nocna prohibicja nie jest dziś rozwiązaniem dla miasta.