“Newsweek” ujawnił wyniki wewnętrznego sondażu przeprowadzonego na zlecenie Prawa i Sprawiedliwości, które pokazują, iż ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego cieszy się 35‑procentowym poparciem. Wynik ten, choć solidny, nie daje partii możliwości samodzielnego rządzenia, co jest przedmiotem refleksji politycznych obserwatorów i komentatorów. W sondażach publikowanych przez różne media wynik Prawa i Sprawiedliwości co miesiąc wędruje w górę i w dół – często jest bardzo zbliżony do poparcia dla Koalicji Obywatelskiej. Oba ugrupowania prowadzą swoisty wyścig o pierwszeństwo, a trybunał sondażowy raz plasuje PO przed PiS, innym razem odwrotnie.
Z anonimowych źródeł bliskich centrali partii dowiadujemy się, iż PiS „brakuje tylko trzech punktów procentowych” do zdolności samodzielnego rządzenia. „Wracamy” – tak zwięźle miał powiedzieć jeden z polityków w rozmowie z dziennikarzami, sugerując, iż nadchodząca faza polityczna może przynieść powrót formacji do pełnej władzy.
Warto zwrócić uwagę, iż wynik 35 proc. odnosi się do badania bez uwzględnienia niezdecydowanych, co oznacza, iż w rzeczywistości poziom deklarowanego poparcia wyborczego może być jeszcze wyższy. Tego typu sondaże – choć nieoficjalne i niemające charakteru wykraczającego poza wewnętrzne analizy – mają znaczącą wartość w partyjnych kalkulacjach i planach wyborczych. Wskazują one nie tylko na realne zaplecze społeczne, ale mobilizują do działania, wspierają morale i często służą przekonywaniu szeregowych działaczy, iż można wyjść z opozycyjnego zakrętu.
Równolegle prowadzone są inne sondaże – publikowane, ogólnodostępne – które pokazują znacznie bardziej zróżnicowany obraz sceny politycznej. Na przykład badanie SW Research ujawnia, iż większościowy rząd Koalicji Obywatelskiej byłby najlepszą opcją zdaniem blisko 20 proc. ankietowanych, podczas gdy 13,8 proc. wskazuje na rząd PiS‑Konfederacja, a 13,3 proc. na samodzielne rządy PiS. Widoczna jest więc struktura poparcia rozdzielona między różne konstelacje polityczne, co sprawia, iż 35‑procentowe poparcie wewnętrzne nie automatycznie przekłada się na zdolność do uzyskania większości parlamentarnej.
Zjawisko opozycji wobec prób tworzenia szerokich prawicowych koalicji znalazło odbicie także w politycznych komentarzach. Jarosław Kaczyński wyraźnie sygnalizował, iż nie zamierza dzielić władzy z Konfederacją. W wywiadach i wypowiedziach politycy PiS często odcinają się od ewentualnych porozumień z tą formacją, wskazując najczęściej na niedojrzałość współpracy lub niewystarczające doświadczenie ich liderów, szczególnie w porównaniu z postaciami z PiS, jak Mateusz Morawiecki.
Wewnątrz środowisk PiS wyraźnie rośnie napięcie wobec Konfederacji, co jasno wypowiedział Jarosław Kaczyński podczas jednego ze spotkań z sympatykami, twierdząc, iż Konfederacja, gdyby zawarła koalicję z Platformą Obywatelską, znalazłaby się po stronie antypolskiej i antypatriotycznej – co uznał za coś, co można nazwać zdradą narodową. W podobnym tonie, kilka dni temu, Kaczyński ponownie podkreślał, iż to musi być rząd PiS, a jakiekolwiek wspólne działania z Konfederacją są wykluczone, zaznaczając, iż nie widzi możliwości rządzenia z Mentzenem. W felietonach i komentarzach publicystycznych coraz częściej można usłyszeć obserwacje, iż PiS próbuje w ten sposób zadusić Konfederację, a retoryka przybrała postać delikatnych, ale czytelnych gróźb.
To napięcie nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście debaty między byłym premierem Mateuszem Morawieckim a liderem Konfederacji, Sławomirem Mentzenem, zorganizowanej w ramach wydarzenia “Piwo z Mentzenem”. Dyskusja skupiała się na ekonomii, innowacyjności, finansach publicznych i modelu rozwoju. Mentzen ostro podważał sens stawiania na innowacje, argumentując, iż przy niskich kosztach pracy jest to ryzyko i na tym się zwykle traci pieniądze. Morawiecki słuchał ze zdumieniem, mówiąc, iż nie wierzy własnym uszom. W dalszej części wydarzenia ostro zrugał Mentzena, stwierdzając, iż w ogóle nie powinien tam przychodzić, bo wypowiedzi Mentzena na temat Jarosława Kaczyńskiego były absolutnie nieakceptowalne.
Analiza w mediach społecznościowych potwierdziła dominację Morawieckiego w tej debacie – podsumowanie Data House Res Futura opisuje wydarzenie jako one-man Morawiecki. Wskazują, iż były premier zdominował rozmowę dzięki konkretom, danym i technokratycznej precyzji, co przyciągnęło aprobatę choćby części elektoratu Konfederacji. Zasięg wydarzenia wyniósł aż 18 milionów, przy czym 42 procent komentarzy było pozytywnych dla Morawieckiego, a tylko 18 procent dla Mentzena. Według raportu, Mentzen – skuteczny w formacie memicznym – stracił narracyjną spójność w poważnej debacie.
W świetle tych wydarzeń wewnętrzny sondaż PiS, wskazujący 35 procent poparcia, nabiera szerszego kontekstu: partia dąży do umocnienia pozycji i unikania współpracy z Konfederacją, podczas gdy Morawiecki pokazał siłę w debacie publicznej, mogąc w istocie osłabiać konkurencyjną narrację Mentzena. Ta scena polityczna przybiera coraz bardziej polaryzujący charakter, w którym PiS buduje przewagę nie tylko sondażową, ale także narracyjną i strategiczną, marginalizując Konfederację i wzmacniając swoich liderów.
Polityczna scena w Polsce coraz częściej mierzy się z pytaniem o przyszłość koalicji i rządu, jaki może się wyłonić po kolejnych wyborach. Koalicja Obywatelska, Nowa Lewica, Polska 2050 i PSL – czyli formacje rządzące teraz – odnotowują spadki w sondażach i istnieją obawy, iż nie uda im się odtworzyć obecnej koalicji po wyborach. W takiej sytuacji rosnąca pozycja PiS może być alternatywą, szczególnie jeżeli formacja zdoła przekroczyć wynik progowy i zgromadzić wokół siebie sojuszników, choć – przynajmniej dziś – jest to scenariusz hipotetyczny, a nie pewnik.
Z perspektywy obserwatora warto więc zauważyć dwa wymiary sondażowej rzeczywistości: wewnętrzny, budowany w partyjnych sztabach, i zewnętrzny, publikowany w mediach, który odzwierciedla społeczne sympatie i poziom zgłaszania się wyborców. Inny aspekt to dynamika zmian – wyniki PiS i KO są ciągle bliskie sobie. Jeden miesiąc może przynieść prowadzenie opozycji, następny – powrót PiS na pierwsze miejsce. Stabilność na wysokim poziomie w przypadku obu formacji wskazuje, iż niemałe fragmenty elektoratów są przywiązane do swoich preferencji, a ruch w sondażach to głównie przepływ niezdecydowanych lub słabiej zmobilizowanych grup.
Z perspektywy wyborczej PiS ma więc pewien solidny fundament, ale nie komplet – zdolność samodzielnego rządzenia wciąż pozostaje poza zasięgiem. W kontekście kampanii, 35 procent to wynik, który daje dobrą pozycję do negocjacji i mobilizowania, ale nie pozwala na marginalizowanie opozycji ani tworzenie wyraźnych rządowych scenariuszy bez zgody innych ugrupowań.
Ten dyskurs jest tym bardziej intensywny, iż PiS sygnalizuje chęć samodzielnego rządzenia, odcina się od wspierania przez Konfederację, a wewnętrzne sondaże są wykorzystywane jako argumenty w wewnętrznych debatach i mobilizacyjnym dyskursie. Wewnętrzne 35 procent pokazuje, iż elektorat PiS – choćby jeżeli nie wygrywa wyborów samodzielnie – jest wystarczająco silny, aby wywierać realny wpływ na politykę i negocjacje. Analizując to wszystko razem, widzimy scenę polityczną bardziej nieprzewidywalną niż wskazywały sondaże sprzed kilku lat. Dziś partie balansują na podobnych poziomach, a równowaga sił może przesunąć się kluczowo w najbliższych miesiącach. PiS może wyjść z opozycji z wnętrza tej machiny perswazji sondażowej – wewnętrznej i publicznej, wzmacniać wizerunek i osiągać mobilizację. Ale przed nim jeszcze długa droga do pełnej autonomii politycznej, którą dają rządy samodzielne.