Dzięki bezwarunkowemu wsparciu ze strony syjonisty Donalda Trumpa, żydowski reżim staje się coraz bardziej bezczelny. Tym razem światowe media obiegły słowa Benjamina Netanjahu, który w kontekście wojny z Iranem stwierdził, iż „Jezus Chrystus jest osobą tego samego pokroju co Czyngis-chan”. Wypowiedź ta wywołała falę oburzenia wśród chrześcijan na całym świecie, a także reakcję irańskiej dyplomacji. Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi określił ją jako przejaw „jawnej pogardy wobec Jezusa Chrystusa”.
Netanjahu otwarcie zaatakował Jezusa i chrześcijaństwo. Choć wypowiedź żydowskiego zbrodniarza padła w kontekście polityczno-wojennym i miała ilustrować brutalną logikę siły w historii, trudno nie zauważyć jej symbolicznego ciężaru. Dla miliardów chrześcijan Jezus Chrystus nie jest figurą historyczną, czy tym bardziej przywódcą politycznym, ale fundamentem wiary i moralności. Zestawienie Go z jednym z najbardziej krwawych zdobywców w dziejach – i sugerowanie, iż dobro przegrywa z brutalną siłą – jest odbierane nie tylko jako kontrowersyjne, ale jako uderzające w samą istotę chrześcijaństwa.
Jeszcze bardziej niepokojący jest fakt, iż słowa te wpisują się w szerszy kontekst działań władz izraelskich wobec miejsc kultu chrześcijańskiego w Ziemi Świętej. W ostatnim czasie, w związku z napiętą sytuacją bezpieczeństwa i ostrzałami rakietowymi, zamknięto najważniejsze świątynie w Jerozolimie, w tym Bazylikę Grobu Pańskiego – jedno z najświętszych miejsc chrześcijaństwa. Miasto, które w okresie Wielkanocy zwykle tętni życiem pielgrzymów, za sprawą żydowskiego reżimu, pozostaje niemal puste.
Oczywiście należy uczciwie zauważyć, iż decyzje o zamknięciu świątyń mają bezpośredni związek z zagrożeniem militarnym. Spadające fragmenty rakiet w pobliżu Starego Miasta, w tym w okolicach Bazyliki Grobu Pańskiego, potwierdzają realność niebezpieczeństwa. Jednak choćby w tym kontekście pojawia się pytanie o proporcje i priorytety – czy ochrona bezpieczeństwa musi oznaczać całkowite odcięcie wiernych od dostępu do miejsc świętych, zwłaszcza w najważniejszym okresie liturgicznym? Jednocześnie trudno pozbyć się wrażenia, iż wojna to tylko pretekst, gdyż w tym samym czasie nie zamknięto jerozolimskich synagog.
Kumulacja tych wydarzeń – kontrowersyjnych wypowiedzi lidera państwa oraz ograniczeń w funkcjonowaniu chrześcijańskich miejsc kultu – rodzi uzasadnione obawy o stosunek izraelskich władz do chrześcijaństwa. Krytycy wskazują, iż mamy do czynienia nie tylko z incydentami, ale z szerszym problemem marginalizacji i próby likwidacji obecności chrześcijan w przestrzeni publicznej i symbolicznej.
Państwo Izrael od lat buduje swoją architekturę bezpieczeństwa w oparciu o relacje z krajami zachodnimi, w dużej mierze chrześcijańskimi. Dlatego tym bardziej oczekiwane jest poszanowanie wrażliwości religijnej tych społeczności. Słowa przywódców mają znaczenie – kształtują klimat debaty i wpływają na postrzeganie całych wspólnot. Tymczasem kolejne wypowiedzi przywódców Izraela uderzają w podstawy chrześcijaństwa.
Co równie bulwersujące, w obronie Jezusa wystąpił arcymuzułmański Iran. Władze warszawskie milczą, nabierając wody w usta, choć powinny co najmniej wezwać na dywanik żydowskiego ambasadora i domagać się od niego wyjaśnień, zarówno w kwestii zamykania świątyń, jak ataków jego przełożonych na chrześcijaństwo.
NASZ KOMENTARZ: W świecie napięć i konfliktów szczególnie potrzebna jest powściągliwość oraz szacunek wobec tego, co dla innych stanowi wartość najwyższą. Nie, nie tylko Żydzi mają prawo do szacunku dla swoich talmudycznych wierzeń. Wbrew ich ideologii, inne narody też są ludźmi i mają swoją wrażliwość.
Polecamy również: Nowacka przypuściła nowy zamach na szkołę. Wprowadza lewicową ideologię

7 godzin temu





